Facebook Google+ Twitter

Przez (męczący) pryzmat polskości

Jak dalece historia Polski może oddziaływać na nasz dzień powszedni? Czy potrafimy dziś spojrzeć w nowoczesny sposób na naszą ojczyznę, patriotyzm? Czym różnimy się od innych narodów? Oto parę przemyśleń po 11 listopada.

Amerykańska flaga nie musi "dumnie powiewać". I tak wszyscy ją widzą. / Fot. Jan Piotr ZiółkowskiHistoria mojej hipotezy zaczyna się w Stanach Zjednoczonych. Dziś mimo kryzysu ekonomicznego, nadal wielu z nas powie, że jest to kraj „wielkich możliwości”, czołowy gracz geopolityczny w wymiarze globalnym i lider cywilizacji zachodniej, by posłużyć się paradygmatem Samuela P. Huntingtona (Zderzenie cywilizacji). Nie rozpisując się, spróbujmy nazwać przyczyny tej wielkości: ponad dwa wieki względnie spokojnych, suwerennych rządów republikańskich z zachowaniem najszczytniejszych ideałów angielskiego osiemnastowiecznego liberalizmu (nie mówiąc już o nietuzinkowym wpływie obyczajowości i tradycji pierwszych osadników) bez bezpośredniego zagrożenia wojną (wyjmując starcia z Indianami i Wojnę Secesyjną)… To absolutna pigułka, której daleko wszakże do naukowych konkluzji.

Błoga ignorancja


A co można zauważyć jeżdżąc po Stanach? Teraz moment na odrobinę subiektywizmu. Kiedy jakiś czas Port w Los Angeles i Queen Mary. Niegdysiejsza duma pewnego narodu służy teraz jako rozrywka (muzeum) dla innego narodu. Po prostu. / Fot. Jan Piotr Ziółkowskitemu odwiedziłem USA, miałem nieodparte wrażenie, że ludziom tam żyjącym niczego nie brakuje. Może banalne, ale czy bez znaczenia? Przecież im nie tylko nie brakuje pieniędzy. Amerykanie nie zastanawiają się również nad tym, kiedy ich kraj dogoni w rozwoju gospodarczym światową czołówkę (sami są czołówką). Nie troszczą się o to, czy ich kultura budzi zainteresowanie za granicą (zalewają innych swoją kulturą). Czy oni w ogóle się troszczą? No tak, czasem tak. Ostatnie wybory dostarczają najlepszych przykładów. Druga kampania George’a W. Busha stała pod znakiem moralnej kondycji USA i wiary*. O wyborze Obamy zadecydowały nadzieje klasy średniej na złagodzenie i zażegnanie kryzysu. To w dużym uproszczeniu. Proszę jednak pomyśleć o innych elementach batalii o fotel prezydenta USA. Czy są to problemy, które – pozostając nierozwiązane – mogłyby stać się źródłem kompleksów?

Zasadnicza różnica


Wróćmy na własne podwórko. W niedawno wydanej "Gazecie Wyborczej – Świątecznej" w formie zajawki wywiadu z Małgorzatą Szumowską (reżyserka – m.in. „Ono”, „A czego tu się bać”, „33 sceny z życia”) umieszczono jej wypowiedź: Jak już mnie ci Francuzi zirytują ciągłym mówieniem o tym, co by zjedli na lunch albo jakie wino wypić, to zaczynam tęsknić za polską paranoją. Myślę: doskonały cytat na poparcie moich słów. Gdybym sam napisał o tym, że od Amerykanów bije beznamiętność, to spotkałbym się z falą krytyki i pozytywnych dowodów na mnogość idei krążących za oceanem. Co jednak podobnego jest między Francją, a USA, co jednocześnie odróżnia te kraje od Polski? Zadam to pytanie trochę inaczej:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

"I tu postawię nieśmiało swoją hipotezę: w efekcie jesteśmy jako naród daleko bardziej uwikłani w swój własny kraj, niż narody, do grona których aspirujemy. "

Hipoteza bardzo trafna. Za wiele kręcenia się za własnym ogonem, za mało otwartego myslenia o przyszłości. Aspirujemy, ale mamy ciagłe pretensje, że "świat" nie wmontowuje naszych kompleksów i nieustannej martyrologii we własne życie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.