Facebook Google+ Twitter

Przeżył 13 miesięcy na Pacyfiku i przepłynął 8 tys. km. Pił krew ptaków

Mężczyzna opuścił Meksyk w grudniu 2012 r., by polować na rekiny. W wyniku silnego sztormu zgubił kurs i przez 13 miesięcy dryfował, żywiąc się żółwiami i ptakami, by ostatecznie po pokonaniu 8 tys. km wylądować na Wyspach Marshalla.

 / Fot. Autor: Heinz Albers (Praca własna) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) lub CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/)], un"Ciężko mi wyobrazić sobie, że ktokolwiek przetrwał 13 miesięcy na pełnym morzu" - powiedział ambasador USA w Majuro ,Tom Armbruster, który jako pierwszy przedstawiciel władz miał kontakt z rozbitkiem. "Z pewnością ten człowiek przeżył mękę i przebywał na morzu przez dłuższy czas" - dodał.

Armbruster powiedział, że uratowany rozbitek narzekał na bóle stawów i kulał, ale był w stanie chodzić. Prócz tego był mocno zarośnięty na twarzy i głowie, ale bardziej niż na wychudzonego wyglądał na spuchniętego, łącznie z kolanami. Poza tym znajdował się w całkiem dobrej kondycji.

Rozbitek opowiedział następującą historię: Na imię było mu Alvarenga i pochodził z El Salvador, ale żył w Meksyku przez ostatnie 15 lat. Tam pracował dla człowieka zwanego Willie, polując na rekiny za 25 pesos (ok. 6 zł) za niecałe pół kilograma. 21 grudnia 2012 roku Alvarenga wypłynął z Meksyku na łodzi z włókna szklanego mierzącej 7 metrów. Towarzyszył mu nastolatek o imieniu Ezekiel, w wieku około 15-18 lat. W trakcie podróży uderzył na nich sztorm i szybko zgubili właściwy kurs. Mężczyzna mówił, że wyłapywał drobne rybki pływające obok łodzi i jadł je na surowo, opowiadał też, że jadł ptaki i pił ich krew. Podobno niedaleko Ebon udało mu się upolować żółwia. Po miesiącach dryfowania jego towarzysz Ezekiel zmarł.

Alvarenga "od początku dziękował Bogu, za to, że przeżył". "Bardzo chciałby nawiązać kontakt z rodziną Ezekiela i swoim pracodawcą. To jest jak na razie jego główną motywacja" - oświadczył urzędnik. Rozbitek zapewnił, że nie ma żadnej rodziny w Meksyku, ale posiada trójkę braci przebywających na terenie USA, jednakże nie był w stanie od razu podać ich danych kontaktowych.

Gee Bing, delegat rządu USA na wyspy Marshalla oświadczył, że początkowo podchodził sceptycznie do opowieści Alvarengi. Bing dodał, że mężczyzna nie miał żadnego dokumentu tożsamości ze sobą i poszczególne elementy historii pozostawały nieuporządkowane, włączając w to fragmenty dotyczące jego pochodzenia. Po zebraniu dodatkowych informacji zostanie względem niego podjęty proces repatriacji - informuje Washington Post.

Erik Van Sebille, oceanograf z University of New South Wales, ocenił, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że łódź dryfująca od brzegów zachodniego Meksyku mogłaby zostać porwana przez prądy ku wyspom Marshalla. Dodał, że taka podróż mogłaby trwać od 18 miesięcy do dwóch lat, w zależności od wiatrów i prądów, jednakże 13 miesięcy byłoby również możliwe.

Wcześniej zdarzały się już inne przypadki ludzi, którzy po wielu miesiącach dryfowania ostatecznie trafiali na stały ląd. Dla przykładu w 2006 r. trójka rybaków polująca, podobnie jak Alvarenga, na rekiny, została uratowani w pobliżu Wysp Marshalla, twierdząc, że przebywała na morzu 9 miesięcy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.