Pozycja materiału w rankingach:
Wilczy Chór pod przewodnictwem szwajcarskiego artysty Sana Kellera można było usłyszeć na Mokotowie, Ursynowie, w Wilanowie oraz w Eko Parku. Wataha chętnych do udziału w tym happeningu była mniej liczna niż zakładano (dotarło 50 zgłoszeń).
Happeningu szwajcarskiego artysty, Sana Kellera, który tworzy w przestrzeni publicznej był ostatnim projektem tegorocznego festiwalu ''Passengers'', którego motywem przewodnim stały się zamknięte osiedla. Trwającemu od 1 września festiwalowi towarzyszyły dyskusje, projekcje, seminaria i warsztaty. Były różne performance, wystawy fotograficzne, które ukazywały, jak dziś ma się przestrzeń publiczna i czym jest fenomen współczesnej urbanistyki - zamknięte osiedla mieszkaniowe.
Na jednym z osiedli ochroniarze zabarykadowali bramy. Nawet mieszkańcy osiedla nie mogli wjechać i wyjechać. Na balkonach kręcili się zdenerwowani i zdezorientowani dorośli i dzieci, ochrona kazała nam odejść, strasząc przy tym policją. Jedna kobieta na balkonie rzucała w naszą stronę niecenzuralne zwroty. Warszawski Chór Wilków okrążał osiedle wokół ogrodzenia, często było to kilka kilometrów, duży kawał przestrzeni publicznej już niestety prywatnej, na którą zwykły obywatel nie ma wstępu, bo dostęp jest możliwy tylko za zezwoleniem. 


Apartheid, który w RPA kreuje taką rzeczywistość w Polsce nie występuje, ale czy na pewno, czy nie dążymy do dzielenia społeczeństwa, kiedy długie lata walczyliśmy o wzmacnianie więzi międzyludzkich, pokój i ład na świecie.
Zobacz także:
Artykuły
(72)
Galerie
(4)
Średnia ocen
(4.09)
Wiek: 25 | Miejscowość: Iłża, Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Dominik Bielicki 18.09.2008 19:03
W tej "zrabowanej" przestrzeni nie ma napisów na ścianach, jest porządek, względna cisza i brak snujących się bez celu ludzi.
Właśnie wróciłem z dwutygodniowego pobytu w Lizbonie. Przez większość czasu, przynajmniej wieczorami, bo w dzień pracowałem, byłem tam, jak to określa M.A.T., "snującą się bez celu osobą". Odnoszę jednak wrażenie, że nikomu to nie przeszkadzało, a często spotykało się z przyjęciem bardzo serdecznym. Zresztą takich jak ja widywałem tam wielu. Przyznam, że gdy czytałem powyższą relację oraz komentarze, włos mi się zjeżył przy tym określeniu: "snujący się bez celu ludzie". Nie całkiem rozumiem dalsze nie całkiem składne zdania w rodzaju "Wolałbym, aby to druga strona (ta "gorsza") starała się o zwiększenie swojej wizji przestrzeni za zewnątrz niż odwrotnie.", ale wyczuwam, że za nimi kryje się coś, co mnie smuci.
Maciej Tomczak 17.09.2008 07:59
Rozumiem, że happening nie był skierowany przeciwko mieszkańcom zamkniętych osiedli, lecz przeciwko zamykaniu się jako takiemu. Ale, po pierwsze, wrażenie wywoływane przez media (zwłaszcza opis strażników panicznie zamykających bramy na osiedla czy grożących wezwaniem policji oraz komentarze ze strony niektórych mieszkańców) tworzą dychotomiczny podział i wrażenie istnienia sporu. Po drugie, staram się zwrócić uwagę na nieco szersze ujęcie problemu dostępu do "przestrzeni publicznej" miast.
Monika Babula 16.09.2008 22:14
Pewnie masz rację, że warto wpierw zadbać o tę ,,biedotę'' i ,,ciemną'' stronę miast, jednak taki był zamysł artysty, w całym tegorocznym festiwalu przedstawiano zamknięte osiedla. Za rok prawdopodobnie kolejna edycja, ciekawe na jaki pomysł wpadnie San Keller, tworzący w przestrzeni publicznej
Monika Babula 16.09.2008 22:07
Maćku, ten happening nie był skierowany przeciw mieszkańcom zamkniętych osiedli. Większość uczestników mówiło o znajomych z osiedli grodzonych. Nie chodzi tutaj o mieszkańców a o nowy fenomen jakim są zamknięte osiedla
Maciej Tomczak 16.09.2008 22:07
Nie trzeba do tego doprowadzać. To już się dawno stało. I wcale nie dlatego, że powstały zamknięte osiedla - najpierw pojawiły się "enklawy biedy", do których nikt nie zagląda, mimo że nie ma tam żadnych bram ani murów. Tej przestrzeni nikt nie zrabował - została oddana dobrowolnie. I nikt nie chce jej wcale odzyskiwać.
Może zamiast wyć, warto byłoby zadbać o "ciemną" stronę miast (np. jak Grupa Pewnych Osób w Łodzi)?
Anna Kusak 16.09.2008 21:44
Świetnie skonstruowany artykuł.
Ja jestem przeciwna tworzeniu zamkniętych osiedli mieszkalnych. Jak jest napisane w tym artykule: jest to przestrzeń wspólna. Nie jesteśmy w stanie zmienić tego, że mieszkamy wśród różnych ludzi, działających czasami nie tak, jakbyśmy chcieli (np. piszących po murach), ale to nie jest powód, żeby się od nich odgradzać płotem. Trzeba znaleźć inne sposoby na rozwiązanie takich problemów. Takie grodzenie osiedli doprowadzi do tego, że powstaną osiedla gdzie będą mieszkać "bogacze" i osobne, na których będzie "biedota". Nie jest to moim zdaniem żadne rozwiązanie.
Maciej Tomczak 16.09.2008 19:34
A czy ktoś podjął się zbadania grup, które są po drugiej stronie "bramy"? Dlaczego zakłada się, że nie ma między nimi "więzi", poczucia wspólnoty czy integracji?
Nie widzę powodu, dla którego o ludziach mieszkający na zamkniętych osiedlach mówi się, że są "snobami" zabierającymi domniemaną przestrzeń publiczną. W tej "zrabowanej" przestrzeni nie ma napisów na ścianach, jest porządek, względna cisza i brak snujących się bez celu ludzi.
Wolałbym, aby to druga strona (ta "gorsza") starała się o zwiększenie swojej wizji przestrzeni za zewnątrz niż odwrotnie.
Autor usunął profil 16.09.2008 14:41
Przestrzeń publiczna kończy się w miejscu, w którym zaczyna się prawo własności. Nie jestem zwolennikiem grodzenia osiedli, jednocześnie będąc zwolennikiem ograniczania dostępu do prywatnej przestrzeni jednostkom moralnie upadłym :)
Monika Babula 16.09.2008 14:36
z pewnością : ), tylko nie zmienia to faktu, że ogrodzenia zmniejszają przestrzeń publiczną
Palikot: za śmierć Lecha Kaczyńskiego odpowiada Jarosław
(odsłon: +597)