Facebook Google+ Twitter

Przy pełni księżyca wilki zawyły w Warszawie

Wilczy Chór pod przewodnictwem szwajcarskiego artysty Sana Kellera można było usłyszeć na Mokotowie, Ursynowie, w Wilanowie oraz w Eko Parku. Wataha chętnych do udziału w tym happeningu była mniej liczna niż zakładano (dotarło 50 zgłoszeń).

Szwajcarski artysta - Sam Keller / Fot. fot. Monika BabulaHappeningu szwajcarskiego artysty, Sana Kellera, który tworzy w przestrzeni publicznej był ostatnim projektem tegorocznego festiwalu ''Passengers'', którego motywem przewodnim stały się zamknięte osiedla. Trwającemu od 1 września festiwalowi towarzyszyły dyskusje, projekcje, seminaria i warsztaty. Były różne performance, wystawy fotograficzne, które ukazywały, jak dziś ma się przestrzeń publiczna i czym jest fenomen współczesnej urbanistyki - zamknięte osiedla mieszkaniowe.

Wiadomosci24 podążały śladami wilków do samego końca. 5 minut przed 22 zawył ostatni "wilk'', ale już zapowiedział, że za rok powtórzy tę wspaniałą sprawę. Zbiórka ''wilków'' trwała od godz. 18 przed Centrum Sztuki Współczesnej na Zamku Ujazdowskim. O godz. 19 wyruszyliśmy w Warszawę by zrealizować projekt Sama Kellera "Warszawski Chór Wilków''.Wilki płci męskiej i żeńskiej z ludzką twarzą / Fot. fot. Monika Babula

"Wilki'' poruszały się w dwóch stadach - przemieszczaliśmy się dwoma busami od jednego osiedla zamkniętego do drugiego. Wraz z chórem podążali dziennikarze, którym tak spodobała się cała akcja, że również udzielili swych głosów, jak mówi socjolog Jakub Szreder: - W ważnej sprawie, dla dobra wspólnego.

Jedni zamykali przed nami drzwi, drudzy machali z okien swych mieszkań - jedni i drudzy zdezorientowani, nie wiedzieli czemu służy nasze zgromadzenie

Było słychać kto ćwiczył długo ... / Fot. fot. Monika BabulaNa jednym z osiedli ochroniarze zabarykadowali bramy. Nawet mieszkańcy osiedla nie mogli wjechać i wyjechać. Na balkonach kręcili się zdenerwowani i zdezorientowani dorośli i dzieci, ochrona kazała nam odejść, strasząc przy tym policją. Jedna kobieta na balkonie rzucała w naszą stronę niecenzuralne zwroty. Warszawski Chór Wilków okrążał osiedle wokół ogrodzenia, często było to kilka kilometrów, duży kawał przestrzeni publicznej już niestety prywatnej, na którą zwykły obywatel nie ma wstępu, bo dostęp jest możliwy tylko za zezwoleniem.

Pytano nas: - Kim jesteście? Skąd przybywacie? Czemu służy wasze wycie? Czy nie rozumiecie, że tam są małe dzieci? O dziwo, to nie dzieci były przeciwne tym odgłosom, a dorośli, którzy czuli się zagrożeni, czuli niebezpieczeństwo ze strony swych bliźnich. - To już nie jest normalne - mówiła jedna z uczestniczek wczorajszego happeningu. Zamknięci - samochody krążyły po osiedlu, mając zakaz wyjeżdżania, chcący natomiast wjechać, wycofywali się, bo bramy się nie otwierały / Fot. fot. Monika Babula

Wycie do księżyca - kolektywny performance

Nawet brak księżyca, zasłoniętego chmurami, chłód i wiatr z północy nie przeszkodziły Wilczemu Chórowi
w wyjściu na ulice Warszawy. Kierujący się wilczym instynktem, z warsztatem pilnie ćwiczonym od miesiąca, zainspirowani jednym z wielu nowatorskich pomysłów Sana Kellera wyrazili swoją odwagę i poczucie wolności, które ich sąsiedzi zza płota zarzucili z chwilą wejścia zamknięcia bramy ich nowego podwórka.

Tegoroczna maturzystka, mieszkanka osiedla Marina Mokotów nie czuje się inna, lepsza jak wielu sądzi.
- Mam liczna grupę przyjaciół z otwartych osiedli i świetnie się dogadujemy - mówi. - Nie widzą żadnych barier, różnic, a wręcz przeciwnie, płot nas dzielący jest niewidoczny.
Gdyby Kasi z piosenki tato sprawił taki płot, zapewne nikt by nie wszedł, nawet Kasia nie miałaby pomysłu na wyjście / Fot. fot. Monika Babula
Zuzanna Foggt, organizatorka festiwalu ''Passengers'' powiedziała: - Proszę sobie wyobrazić co się stanie, kiedy coraz więcej będzie powstawało zamkniętych osiedli? Wtedy nie będziemy mogli się swobodnie poruszać, a to jest absurd - podkreśla.

Tam, gdzie były wilki

Objęte tajemnicą miejsca, w które udał się Warszawski Chór Wilków były tak naprawdę spontaniczną decyzją organizatorów. Nikt nie wiedział do samego końca, dokąd zaprowadzą nas przywódcy grupy - San Keller, Zuzanna Foggt z Fundacji Sztuki współczesnej i socjolog Jakub Szreder. Ostatecznie w pełni wilki mogli usłyszeć mieszkańcy osiedla Marina Mokotów, Wilanowa, Ursynowa oraz ekskluzywnego osiedla Eko Park w sąsiedztwie Pola Mokotowskiego.

Człowiek człowiekowi wilkiem

Kiedy San Keller był uczestnikiem I edycji festiwalu ,,Passengers'' eksplorującym warszawską przestrzeń publiczną dostrzegł w stolicy problem zamkniętych osiedli. Problem o tyle, że w jego mniemaniu ogrodzenia są zabieraniem innym wspólnej przecież przestrzeni. Od zeszłorocznego festiwalu realizowany był pomysł na kolejną edycję, której motywem przewodnim są zamknięte osiedla.Warszawski Chór Wilków na wzgórzu ursynowskim w okolicach Doliny Służewieckiej / Fot. fot. Monika Babula

Liczna wataha za sprawą dziennikarzy z różnych mediów przybrała ,,inny'' charakter. Pomiędzy ,,wilki'' weszły kamery, aparaty i mikrofony. W świetle kamer i blasku fleszy wilki miały ludzką twarz, a ich chóralne wycie, jest w pewnym sensie opowieścią o naszej, opartej na strachu cywilizacji. Można je rozumieć jako rozwinięcie starego powiedzenia ''człowiek człowiekowi wilkiem''.

Dla Eweliny z Warszawskiego Wilczego Chóru, która mieszka w otwartym osiedlu ogrodzenia są zbędne.
- Pracowałam na jednym z takich osiedli i chcąc dojść do autobusu, musiałam przejść dookoła, żeby móc opuścić osiedle - mówi. Jej zdaniem ten happening nie jest skierowany przeciwko mieszkańcom. - Mam znajomych mieszkających w takich osiedlach i nigdy nie miała problemu w kontaktach z nimi.

Domofon "tak'' - ogrodzenie "nie''

Mający wspólną ideę domofon co płot, brama, mur są różnie odbierane przez społeczeństwo. I o ile ze sprzeciwem spotyka się coraz powszechniejsze budowanie zamkniętych osiedli, o tyle domofon, który izoluje i chroni mieszkańców budynku jest w porządku i niczym most zwodzony broni twierdzy wspólnoty mieszkańców.
Otwarte osiedla z domofonami nie zostały wzięte pod lupę happeningu, bo też idea festiwalu była inna, której motywem stało się grodzenie przestrzeni publicznej. Publicznej, a więc wspólnej wszystkim.

Niczym więzienia

Tak o grodzonych osiedlach mówi dwójka architektów, która dołączył do wczorajszego wycia w pełni księżyca. Dla nich przestrzeń, urbanistyka, architektura funkcjonują bez ogrodzeń. W ich mniemaniu są to nowoczesne osiedla - więzienia, które kiedyś stracą świetność, świeżość, staną się mało reprezentatywne, bo z czasem wszystko się zużywa, starzeje. Wtedy pozostaną tylko kraty, mury, płoty i za każdym rogiem monitoring. Pytają zatem, czego może być to opis? Nic dodać i ująć - więzienna przestrzeń. Porównują Polskę z USA i RPA, gdzie zamknięta przestrzeń osiedlowa istnieje. Mur i fosa bez wody dzieli przestrzeń publiczną / Fot. fot. Monika BabulaApartheid, który w RPA kreuje taką rzeczywistość w Polsce nie występuje, ale czy na pewno, czy nie dążymy do dzielenia społeczeństwa, kiedy długie lata walczyliśmy o wzmacnianie więzi międzyludzkich, pokój i ład na świecie.

Wyginięcie miejskich wilków

Jak maleje liczebność wilków żyjących na wolności, grożąc wymarciem gatunku, tak miejskie watahy ubożeją, bo też w oczach niknie otwarta przestrzeń publiczna na rzecz zamkniętych, grodzonych osiedli.

W średniowieczu osady były grodzone przed wilkami i innymi niebezpieczeństwami. Te ogrodzenia można zobaczyć w Polsce. Czy zatem analogicznie dzisiejsze dzielenie przestrzeni publicznej stanowi swoistą warownię, chroniącą przed sąsiadami zza płotu,, a mur odzwierciedla segregację społeczeństwa?

Zdaniem Sana Kellera do tego się obecnie dąży. Płot jest dla mieszkańców takich osiedli pozorną ostoją i bezpiecznym azylem. W mniemaniu artysty pomysł, z którym wyszedł, a mianowicie stworzenie Chóru Wilków jest symbolem realnego dziś zagrożenia dla miejskie przestrzeni publicznej i zamiast łączyć ludzi, kultury i narodowości, prowadzi w odwrotnym kierunku, w stronę waśni międzyludzkich.

Sam Keller o projekcie ...

- Idea happeningu - mówi Keller - zrodziła się w zeszłym roku, kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Polski na I edycję festiwalu''Passengers''. Przyznaje, ze o ile będzie taka możliwość, kiedy w przyszłym roku będzie kolejna edycja festiwalu, z chęcią znów przyjedzie.

Zdaniem jednej z uczestniczek Wilczego Chóru, chodzenie pod zamknięte osiedla i naśladowanie głosu wilków nie jest śmieszne, nie mają oni też na celu denerwowania ich mieszkańców, pragną tylko zaznaczyć, że jest to ich wkład w dyskusje społeczną. Ok. 10 osób - dziennikarzy wśród których Wiadomosci24 wraz Chórem Wilków Sama Kellera, samym artystą i Zuzanną Foggt z Fundacji Insitu przed osiedlem Biały Kamień w Eko Parku / Fot. fot. Monika Babula
Według niej, taka dyskusja w społeczeństwie polskim powinna się toczyć, zwłaszcza w dużych miastach - czy w ogóle ogrodzenia są potrzebne mieszkańcom. Nawiązując do kwestii przestępczości, mówi, że w Polsce nie jest tak duża jak w USA czy RPA, żeby się barykadować przed innymi mieszkańcami.

- Dużo mich znajomych mieszka w grodzonych osiedlach nie z wyboru, bo takie są mieszkania dostępne na rynku - zaznacza. - Dwa razy skradziono mi rower, jednak nie zamieniłabym tego miejsca na nawet luksusowy apartament w zamkniętej przestrzeni - dodaje.

- Czasem nie wyboru, jednak można się dłużej zastanowić, czy płot jest naszym marzeniem i po jego drugiej stronie, w szczelnym zamknięciu, niczym w dużej klatce będziemy chcieli żyć - mówi kolejna uczestniczka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

W tej "zrabowanej" przestrzeni nie ma napisów na ścianach, jest porządek, względna cisza i brak snujących się bez celu ludzi.

Właśnie wróciłem z dwutygodniowego pobytu w Lizbonie. Przez większość czasu, przynajmniej wieczorami, bo w dzień pracowałem, byłem tam, jak to określa M.A.T., "snującą się bez celu osobą". Odnoszę jednak wrażenie, że nikomu to nie przeszkadzało, a często spotykało się z przyjęciem bardzo serdecznym. Zresztą takich jak ja widywałem tam wielu. Przyznam, że gdy czytałem powyższą relację oraz komentarze, włos mi się zjeżył przy tym określeniu: "snujący się bez celu ludzie". Nie całkiem rozumiem dalsze nie całkiem składne zdania w rodzaju "Wolałbym, aby to druga strona (ta "gorsza") starała się o zwiększenie swojej wizji przestrzeni za zewnątrz niż odwrotnie.", ale wyczuwam, że za nimi kryje się coś, co mnie smuci.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozumiem, że happening nie był skierowany przeciwko mieszkańcom zamkniętych osiedli, lecz przeciwko zamykaniu się jako takiemu. Ale, po pierwsze, wrażenie wywoływane przez media (zwłaszcza opis strażników panicznie zamykających bramy na osiedla czy grożących wezwaniem policji oraz komentarze ze strony niektórych mieszkańców) tworzą dychotomiczny podział i wrażenie istnienia sporu. Po drugie, staram się zwrócić uwagę na nieco szersze ujęcie problemu dostępu do "przestrzeni publicznej" miast.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pewnie masz rację, że warto wpierw zadbać o tę ,,biedotę'' i ,,ciemną'' stronę miast, jednak taki był zamysł artysty, w całym tegorocznym festiwalu przedstawiano zamknięte osiedla. Za rok prawdopodobnie kolejna edycja, ciekawe na jaki pomysł wpadnie San Keller, tworzący w przestrzeni publicznej

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maćku, ten happening nie był skierowany przeciw mieszkańcom zamkniętych osiedli. Większość uczestników mówiło o znajomych z osiedli grodzonych. Nie chodzi tutaj o mieszkańców a o nowy fenomen jakim są zamknięte osiedla

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie trzeba do tego doprowadzać. To już się dawno stało. I wcale nie dlatego, że powstały zamknięte osiedla - najpierw pojawiły się "enklawy biedy", do których nikt nie zagląda, mimo że nie ma tam żadnych bram ani murów. Tej przestrzeni nikt nie zrabował - została oddana dobrowolnie. I nikt nie chce jej wcale odzyskiwać.
Może zamiast wyć, warto byłoby zadbać o "ciemną" stronę miast (np. jak Grupa Pewnych Osób w Łodzi)?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetnie skonstruowany artykuł.
Ja jestem przeciwna tworzeniu zamkniętych osiedli mieszkalnych. Jak jest napisane w tym artykule: jest to przestrzeń wspólna. Nie jesteśmy w stanie zmienić tego, że mieszkamy wśród różnych ludzi, działających czasami nie tak, jakbyśmy chcieli (np. piszących po murach), ale to nie jest powód, żeby się od nich odgradzać płotem. Trzeba znaleźć inne sposoby na rozwiązanie takich problemów. Takie grodzenie osiedli doprowadzi do tego, że powstaną osiedla gdzie będą mieszkać "bogacze" i osobne, na których będzie "biedota". Nie jest to moim zdaniem żadne rozwiązanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A czy ktoś podjął się zbadania grup, które są po drugiej stronie "bramy"? Dlaczego zakłada się, że nie ma między nimi "więzi", poczucia wspólnoty czy integracji?
Nie widzę powodu, dla którego o ludziach mieszkający na zamkniętych osiedlach mówi się, że są "snobami" zabierającymi domniemaną przestrzeń publiczną. W tej "zrabowanej" przestrzeni nie ma napisów na ścianach, jest porządek, względna cisza i brak snujących się bez celu ludzi.
Wolałbym, aby to druga strona (ta "gorsza") starała się o zwiększenie swojej wizji przestrzeni za zewnątrz niż odwrotnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 16.09.2008 14:41

Przestrzeń publiczna kończy się w miejscu, w którym zaczyna się prawo własności. Nie jestem zwolennikiem grodzenia osiedli, jednocześnie będąc zwolennikiem ograniczania dostępu do prywatnej przestrzeni jednostkom moralnie upadłym :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

z pewnością : ), tylko nie zmienia to faktu, że ogrodzenia zmniejszają przestrzeń publiczną

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.