Pozycja materiału w rankingach:
- Chodzi o to, abyś mógł przyjść do kawiarni, pubu czy restauracji, gdzie nie ma dymu papierosowego – tak pomysł i ogólnopolską kampanię pod nazwą „Lokal bez papierosa” uzasadniają młodzi ludzie ze stowarzyszenia „MANKO” w Krakowie. Udało im się już namówić właścicieli ok. 30 krakowskich pubów i kawiarni.
W Krakowie ruszyła ogólnopolska akcja „Lokal bez
papierosa”. W Sushi Bar Sakana – lokalu, który ma zostać otwarty w ciągu
najbliższych kilku dni i w którym się oczywiście nie pali – zebrani dziennikarze
i kilku właścicieli krakowskich lokali mogło dowiedzieć się więcej szczegółów dotyczących
kampanii.
- Nie chcemy prowadzić żadnych działań legislacyjnych, naciskać na zmianę prawa czy lobbować za całkowitym zakazem palenia w miejscach publicznych – mówią organizatorzy. Naszym celem jest uświadamianie zarówno odwiedzającym lokale jak i przede wszystkim ich właścicielom, że warto jest co najmniej wydzielić osobną salę dla osób niepalących.
Nie jest to pierwsza inicjatywa tego typu w Krakowie. W 1992 roku uchwałą Rady Miasta Krakowa, wprowadzono zakaz palenia w miejscach publicznych, w tym przystankach komunikacji miejskiej. Niestety przepis ten był martwy z powodu m.in. niedokładnej definicji odległości, w jakiej od przystanku można palić. Miasto Kraków – które wówczas było przedmiotem drwin w całej Polsce – w rzeczywistości okazało się prekursorem działań antynikotynowych. Obecnie wszyscy najemcy lokali miejskich, którzy prowadzą pub, kawiarnie czy restauracje mogą wystąpić – na podstawie przepisów – o 15 procentową zniżkę w czynszu. Niestety, na razie nikt nie wystąpił i to mimo iż przepis istnieje od blisko 11 lat.
Nie, bo nie
W Krakowie akcja spotkała się z różnym przyjęciem. Dotychczas przystąpiło do niej około 30 lokali. Niby dobry początek, ale jeśli weźmie się pod uwagę całkowitą liczbę knajp, knajpeczek, kawiarni, restauracji i pubów, których w Krakowie podobno jest największe zagęszczenie na metr kwadratowy, to tych 30 pionierów to kropla w morzu.
– Różne są reakcje właścicieli lokali – tych, których odwiedziliśmy dzielimy na trzy grupy: „nie, bo nie”, „tak, ale” i „zdecydowanie tak” – mówili organizatorzy akcji. Dość komicznie wypadły argumenty osób zdecydowanie przeciwnych. Często twierdziły one, że „nie lubią takich, co nie palą”, albo, że zakaz palenia to samobójstwo dla właściciela pubu.
Podobnie uzasadniają swoje obawy właściciele lokali, którzy się wahają. Główny powód to obawa, że spadną obroty. – To zupełnie nieuzasadnione. W Irlandii zakaz palenia spowodował 20-procentowy wzrost przychodów – mówią organizatorzy akcji.
To nie jedyna oszczędność. – W lokalu, gdzie nie ma dymu papierosowego, rzadziej trzeba wymieniać wykładziny, prać firanki i zasłony. Pracownicy są też zdrowsi, bo nie musza wdychać dymu – przekonują młodzi ludzie ze stowarzyszenia „Manko”.
Nie od razu Kraków zbudowano
Obecnie trwa pierwszy etap kampanii. Uruchomiono już stronę internetową, która znajduje się pod adresem http://www.lokalbezpapierosa.pl . Każdy lokal, który przystąpi do akcji otrzymuje specjalny certyfikat, a jego dane zamieszczone są na mapie oraz w materiałach rozdawanych przez organizatorów. Jest to niewątpliwie dodatkowa promocja, chociaż są też tacy właściciele, którzy, mimo iż w ich lokalach jest sala dla niepalących, po prostu nie życzyli sobie, aby umieszczać ich na liście.
W ramach kampanii organizatorzy przewidują również inne wydarzenia, jak gry terenowe, specjalne akcje w lokalach uczestniczących w kampanii itp. Za kilka miesięcy kampania rozpocznie się w Warszawie i Wrocławiu, a następnie ma być rozszerzona na resztę kraju.
Do niepalenia nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Dym papierosowy zawiera około tysiąca różnych trucizn, z których każda może być przyczyną wielu chorób, w tym śmiertelnych – jak rak. To, że ktoś nie pali, niż oznacza, że nie jest zagrożony skutkami palenia. Niepalący najczęściej właśnie w kawiarniach czy pubach narażeni są na wdychanie dymu papierosowego. Według badań publikowanych przez organizacje ochrony zdrowia w Europie ok. 79 tys. osób a w Stanach Zjednoczonych 65 tys. osób umiera rocznie w efekcie chorób nabytych wskutek biernego palenia.
W Stanach Zjednoczonych od kilku już lat nie można palić w miejscach publicznych – w tym kawiarniach czy pubach. Podobną drogą idą państwa Unii Europejskiej. Pierwsza zakaz palenia w pubach wprowadziła w 2004 roku Irlandia. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Według badań w tym okresie już o 2 proc. zmniejszyła się zachorowalność barmanów na choroby będące efektem dymu papierosowego. Przykład Irlandii pokazuje, że można taki zakaz wprowadzić. Irlandia znana była dotychczas z tego, że w pubie piło się piwo i…paliło papierosy.
Gazeta internetowa Wiadomości24.pl jest patronem ogólnopolskiej kampanii "Lokal bez papierosa".
Zobacz także:
Artykuły
(86)
Galerie
(5)
Średnia ocen
(4.28)
Miejscowość: Kraków | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marta Wieszczycka 24.03.2007 22:55
Co do Irlandii - faktycznie bardzo obawiano się, że zakaz palenia zmniejszy ilość klientów pubów, ale... tak się nie stało.
Natomiast co do palących-niepalących. Zauważyłam ostatnio ze zdziwieniem, że niektóre firmy stosują dziwną politykę. Np. w napotkanych Pizza hut część dla niepalących była zawsze wyraźnie najbrzydszą i najgorszą częścią lokalu. A to o tyle dziwne, że tam często chodzą np. rodzice z dziećmi.
Natomiast co "zwracania uwagi" - pamiętam, jak już jakiś czas temu bardzo się zdziwiłam, kiedy ze znajomymi poszliśmy do knajpki, gdzieś w górach, całą paczką. W pewnym momencie jeden chłopak zapalił papierosa, na co jakaś dziewczyna poprosiła go żeby go zgasił. Chłopak był szczerze zdziwiony, rozejrzał się po reszcie i zapytał, czy komuś to jeszcze przeszkadza. I wtedy... dopiero wtedy... pozostałe 10 osób kolejno przyznało, że tak, że nikt z nich nie pali i jest to dla nich bardzo nieprzyjemne.
Zbigniew Jarosik 15.03.2007 22:38
Nagonka na palaczy zaczyna przypominać nagonkę na byłych UB-ków. Nie ważne jak, ważne, żeby ostrzej i głośniej. Prawda taka, że nie trzeba ustanawiać w tym zakresie nowych przepisów, zakazów i obostrzeń. Życie niepalących byłoby o wiele prostsze i zdrowe, gdyby dokładniej egzekwowano istniejące przepisy. Nie trzeba obejmować całych przystanków zakazem palenia (jeszcze z duuuużym marginesem w niektórych miejscach), wystarczyłoby wyprosić palaczy spod wiat, przegonić ich na koniec przystanku po zawietrznej. W lokalach nie są potrzebne osobne sale - wystarczy wydajna kurtyna powietrzna - wcale nie taka droga i skomplikowana.
Żeby nie było, że biję pianę - proszę, Stanisławie - przypomnij sobie, kiedy to ostatnio wyprosiłeś z tramwaju czy autobusu osobę pijącą piwo. Mniejsza szkodliwość niż palenie papierosów? A nie dalej jak tydzień temu sąsiadom trzeba było przypomnieć o ustawie o wychowaniu w trzeźwości. I o ciszy nocnej. I to nie z powodu palenia papierosów. Ile razy ktoś Cię napadł po wypaleniu papierosa - ba! - nawet paczki! A ile widziałaś bójek po wypiciu "małego" piwa.
Strasznie mnie wkurza nagonka robiona jako autopromocja niektórych partii lub konkretnych polityków. Również wkurza mnie wybiórcze traktowanie problemów. Jak już rozwiązywać, to hurtem. Likwidujemy palenie tytoniu w lokalach - zlikwidujmy i picie alkoholu. Przecież chorób wywoływanych alkoholem jest nie mniej, niż wywołanych tytoniem. I to również tych, które dotyczą nie tylko samych pijących. Popatrzcie na domy dziecka, na pobite kobity, na niedożywione dzieci, wypadki drogowe, zaniedbania w pracy, dewastację miast, niszczenie mienia. To przecież nie po "dymku".
Jestem ciekaw, ilu z nas - palaczy - chętnie by poszło do dobrej palarni tytoniu... Bez towarzystwa pijanych nastolatków, rubasznych i bardzo hałaśliwych miłośników piwa, bez smrodu przetrawionego i wydalanego z potem alkoholu, bez ryzyka dostania po łbie (w najłagodniejszym przypadku) wychodząc z lokalu.
Przez 10 lat jak palę, nigdy nikt mi nie zwrócił uwagi, żebym zgasił papierosa - po prostu bardzo staram się uważać, aby nie było dla kogoś uciążliwe to, że palę. Wiem, że wiele problemów z palaczami dałoby się rozwiązać, gdyby palacze zachowywali się kulturalniej. Wogóle w wielu przypadkach dałoby się obyć bez zaostrzonego prawa, gdyby tylko to łagodniejsze było przestrzegane. Nie w formie ostrych restrykcji po przekroczeniu lini (choć czasem i to by się przydało) ale właśnie dobrego wychowania.
A co do zabierania dzieci do pubów czy barów - chciałbym przypomnieć o ustawie o wychowaniu w trzeźwości...
eddie observer 15.03.2007 22:07
sms, to bardzo milo ze zdecydowałeś sie nadać mi imię :-))) nie mam nic przeciwko, całkiem fajne :-)
Ale do rzeczy: rozumiem więc, że wzrost przychodów właścicieli irlandzkich pubów spowodowało to iż ludzie "Często przychodzą z dziećmi, czego wcześniej ze względu na dym nie robili" Ergo, irlandzkie dzieci pija w pubach wiecej Guinessa powodując wzrost obrotów.
Byłem w Irlandii akurat wtedy kiedy wprowadzono tam zakaz palenia (wiosna 2004). Wszyscy głośno go potępiali; właściciele, bo musieli dostawiać zadaszone ogródki dla palaczy i klienci bo musieli tłoczyć się na ulicy przed pubem by zapalić.
Warto zauważyć że właśnie od TEGO CZASU (rozszerzenie Unii) zaczęło przyjeżdzać do Irlandii tysiące, a wręcz setki tysięcy osób (głównie z naszej części Europy) w wieku w którym często chodzi się do pubów i tym podobnych miejsc i tu upatrywałbym przyczyny wzrostu obrotów pubów, a nie w niewygodnym zakazie palenia! Tego typu tłumaczenie to raczej naginanie rzeczywistości dla poparcia swojej tezy.
Twierdzisz: "To jest oczywiste, że społeczeństwo Krakowa, bo po prostu tych 15 proc. nie przybędzie w miejskiej kasie." I to mnie jeszcze bardziej intryguje. Czyli w Twoim rozumieniu JEDYNYM właścicielem nieruchomości w których znajduja się puby jest Miasto Kraków? :-) Sprawa tej zniżki jest kompletnie niejasna. Będąc najemcą lokalu mam dostać zniżke w czynszu. Ale od kogo?? Właściciel kamienicy ma mi ją dać z własnej woli? Czy może może miasto ma dopłacać właścicielowi? Wybacz, ale w tym twórczym tekscie nie jest to w ogóle wyjaśnione. I może właśnie dlatego przez 11 lat nikt nie wystąpił o taką zniżkę, skoro nawet redaktorzy portalu nie potrafią tego wytłumaczyc.
Jesli chodzi o USA to wtedy kiedy Ty "obserwowałeś wprowadzanie zakazów", zdarzyło mi sie bywać w barach i klubach gdzie nikt o takowych nie słyszał. Stwierdzenie "W Stanach Zjednoczonych od kilku już lat nie można palić w miejscach publicznych – w tym kawiarniach czy pubach" jest mniej więcej tak prawdziwe i rzetelne jak to: "W Polsce mówi się po Kaszubsku"
Stanisław Marcin Stanuch 15.03.2007 20:19
Observer,
Zamiast tylko komentować to weź ołówek i napisz jakiś dowolny tekst, może być notka. Własna notka. Tylko Piotrze - pozwolisz, że będę tak do Ciebie mówił - napisz, a nie przetłumacz i podpisz swoim imieniem i nazwiskiem. Bo dziennikarstwo to jest zawód twórczy, a nie odtwórczy.
A co do meritum. Jeśli chodzi o wzrost przychodów to organizatorzy tłumaczyli, że z tego co wiedzą wynika, że po prostu więcej ludzi chodzi do barów. Często przychodzą z dziećmi, czego wcześniej ze względu na dym nie robili.
Nie bardzo rozumie o co Ci chodzi z 15 proc. zniżką? Jak to kto będzie pokrywał? To jest oczywiste, że społeczeństwo Krakowa, bo po prostu tych 15 proc. nie przybędzie w miejskiej kasie. Problem jest tak marginalny - przez 11 lat - nikt nie wystąpił o taką zniżkę, że nie ma sensu tego roztrząsać.
Ostatni raz kiedy byłem w Stanach? Jakieś półtora, może dwa lata temu. W moim życiu właściwie byłem w każdej części tego kraju i w różnych okresach. Tak się składa, że dokładnie obserwowałem jak wprowadzano obostrzenia dla palących. Ostatni bastion to była Kalifornia, dziś chyba najbardziej restrykcyjna.
Ale prawdą jest, że powiedzieć, że we wszystkich stanach USA nie można palić w restauracjach i pubach to nie jest do końca prawda. Jednak w większości przynajmniej w miejscach publicznych nie można palić a w innych dodatkowo np. w barach albo restauracjach. Są jednak takie stany jak Kalifornia czy Washington gdzie praktycznie w żadnym miejscu publicznym nie można palić.
adam pawlikowski 15.03.2007 18:58
jestem absolutnie "za" nie palę od 10 lat /a paliłem 40 sztuk dziennie/ i lubię z przyjaciółmi pójść raz w tygodniu na piwo.
No i tu zaczyna sie problem - wszech obecny dym papierosowy. Z nas nikt nie pali , ale gdzie pójść i wypić piwo bez dymu. W Krakowie już próbują BRAWO ale na inne miasta trudno będzie przerzucić ten pomysł. Dlatego starałem się ściągnąć i powielić nalepkę aby propagować ten zwyczaj tu w Koszalinie. No ale niestety wzór jest własnością stowarzyszenia i jest tylko w małym formacie do wzięcia. A gdyby upowszechnić i pozwolić powielać nalepkę - to moze w kraju przybyłoby takich bezdymnych lokali.
eddie observer 15.03.2007 17:23
Problem w tym że lokale które będą ograniczać swobodę swoich klientów mogą tracić klientele. W tekscie czytamy iż rzekomo "W Irlandii zakaz palenia spowodował 20-procentowy wzrost przychodów" ciekawe tylko co go spowodowało, czy nie np. podwyżki cen albo wzrost populacji?
Jeśli chodzi o przepis dot. 15 procentowej zniżki w czynszu, to ciekawi mnie kto będzie pokrywać te 15%. To bardzo istotne a takiej informacji w tekscie brak.
No i ta bzdura: " Stanach Zjednoczonych od kilku już lat nie można palić w miejscach publicznych – w tym kawiarniach czy pubach" Kiedy autor był ostatnio (i czy w ogóle)za oceanem?
Happening po japońsku - artysta nakarmił gości swoimi genitaliami
(odsłon: +9952)