Facebook Google+ Twitter

Przy "Proroku" "Skazani na Shawshank" to "Prison break"

Premiera "Proroka" Jacquesa Audiarda, francuskiego kandydata do Oscara. Kino penitencjarne ma dość długą tradycję. Zamykanie akcji w czterech ścianach z zakratowanymi drzwiami i oknami zdaje się być eksploatowane aż do znudzenia.

Ile razy można oglądać ten sam film, w którym przez większość czasu widać trudy życia ludzi pozbawionych wolności, a gdy już prawie człowiek daje się nabrać, że ogląda film społecznie zaangażowany, na końcu okazuje się, że cała historia to tylko pretekst do pokazania spektakularnej ucieczki?

"Prorok" należy do chlubnych wyjątków od tej reguły. Każdego, kto spodziewa się po tym filmie "Prison breaka" należy skierować lepiej na "Skazanych na Shawshank", żeby nie marnował swojego czasu i nie zajmował miejsca na sali kinowej. Film ma w sobie więcej z "Symetrii" czy "Midnight Express". Zaczyna się przewidująco. Świeżo upieczony skazaniec Arab Malik (Tahar Rahim) z wyrokiem sześciu lat za napaść na funkcjonariuszy policji, zostawia wszystkie swoje rzeczy w więziennym depozycie. Wchodzi w nową rolę, swoje stare życie zostawia za drzwiami, nie dowiemy się nic o jego przeszłości. Krótko potem bohater po raz pierwszy styka się z kliką rządzącą więzieniem, grupą Korsykanów z Cesarem (Niels Arestrup) na czele. Malik zostaje zmuszony do zabicia współwięźnia, również Araba, który ma być ważnym świadkiem. Bohater buntuje się, chce donieść naczelnikowi, ale sprawa jest przesądzona, strażnicy też są umoczeni; albo zabije, albo sam zginie. Wykonanie indywidualnie krwawej i bezlitosnej egzekucji staje się dla niego inicjacją, wejściem w życia gitowca.

Wraz z dalszym procesem adaptacji i aklimatyzacji Malik (a razem z nim widz) może złapać oddech. Trauma pierwszego mrocznego zlecenia mimo to będzie wracała do więźnia. Jak Makbet, będzie widział ducha swojej ofiary, która jako tytułowy prorok będzie przewidywać i komentować zdarzenia. Na szczęście poza duchem, nieco zbyt abstrakcyjnym jak na ten hiperrealistyczny film, Malika dręczą również problemy bardziej ziemskie, klasowej i rasowej godności. Tego czy służyć ma rasistowskim Korsykanom, którzy mają władzę, czy próbować robić interesy ze "swoimi" mimo tego, że "swojego" przecież zabił. Pracując dla Korsykanów, głównie w trakcie korzystania z przepustek, Malik przekonuje się, że będąc gangsterem pokroju Cesara można rządzić i żyć jak król nie wychodząc z wiezienia (co mógł też wiedzieć z "Chłopców z ferajny"). Nabiera nie tylko żyłki przedsiębiorcy mafijnego, ale zaczyna sam wychodzić z inicjatywą. Specyficzna relacja łącząca go z Cesarem daleka jest od relacji mistrz-uczeń, bo to co robi jest za każdym razem wymuszone przez gangstera. Ale chłopak nie jest też jednak przywiązany do niego tak jak ofiara do kata. Cesar ma charyzmę, coś niepraktykowanego w nowych czasach. To gość ze starej gwardii, która niejako umiera (pod naporem więźniów-emigrantów, ale z drugiej strony za sprawą Sarcozy’ego który kryminalistów-Korsykanów odsyła na Korsykę), ale się nie poddaje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.