Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

145368 miejsce

Przychodzi baba do lekarza – panie doktorze, ja w sprawie męża…

„Mężczyźni rozwijają się do około siódmego roku życia, potem już tylko rosną…” Zabawne? Owszem. Gorzej, jeżeli wziąć pod uwagę, że w każdej plotce jest ziarno prawdy.

Dlaczego mężczyźni boją się lekarza?

„Mężczyźni rozwijają się do około siódmego roku życia, potem już tylko rosną…”
Zabawne? Owszem. Gorzej, jeżeli wziąć pod uwagę, że w każdej legendzie jest ziarno prawdy. Można podśmiewać się z faceta obrażonego za krytyczną uwagę na swój temat czy ojca, który kupuje dla syna kolejkę po to, by samemu się nią bawić. Jednak jeśli w grę wchodzą inne aspekty, w których mężczyzna zachowuje się dziecinnie - wtedy sytuacja przestaje być taka zabawna…

Wizyty u lekarza nikomu nie kojarzą się pozytywnie, no bo jakim sposobem? Idziesz do lekarza, bo jesteś chory, bo potrzebna Ci recepta, bo chcesz skontrolować stan Twojego zdrowia. Do lekarza chodzić warto – zwłaszcza, jeśli obserwujesz u siebie niepokojące objawy. Jasne? Dla kobiet owszem, choć za pewne nie wszystkich. Dla mężczyzn – niekoniecznie, i to niestety dla większości.

Idź do jakiejkolwiek przychodni – pod lekarskim gabinetem najpewniej zobaczysz więcej kobiet niż mężczyzn. Czyżby kobiety były bardziej skłonne do hipochondrii? A może po prostu bardziej szanują swoje zdrowie i wolą zapobiegać niż leczyć? Typowy mężczyzna, który obserwuje u siebie objawy choroby, odwleka termin wizyty u lekarza najdłużej, jak to tylko możliwe. Bagatelizuje problemy zdrowotne lub ich symptomy, wstydzi się niektórych przypadłości, które uznaje za niemęskie. Bo przecież facet powinien być twardy, nie może się nad sobą rozczulać! Do lekarza może chodzić chłopiec. Ale nie silny, męski samiec! Bo przecież mężczyzna powinien być jak Rambo. Idąc do lekarza „macho” przyznaje się do słabości – jest chory, źle się czuje, potrzebuje pomocy. Trudno uwierzyć, ale dla niektórych egzemplarzy to wstyd.

Jeżeli Twój mężczyzna chodzi z zajętym gardłem czy kuśtykając już trzeci tydzień, a na pytanie, kiedy wybiera się do lekarza macha ręką lub odpowiada, że nie ma czasu – problem nie jest Ci obcy. Tak samo, jak nie jest obcy mnie. Mój mąż od dłuższego czasu miewał zawroty głowy przy gwałtowniejszych ruchach lub szybkim wstawaniu, mroczki przed oczami. Moje „wysyłanie do lekarza” ciągnęło się od dwóch lat, odpowiedź niezmiennie brzmiała – „nie przesadzaj, nic mi nie jest, nie będę zawracał lekarzowi głowy idiotyzmami”.

Dwa tygodnie temu do lekarza jednak się wybrał. Co takiego się stało? Coś, co musiało na tyle wstrząsnąć tym „prawdziwym macho”, by jednak przemyślał sprawę, a mianowicie zasłabnięcie za kierownicą. Na szczęście na pustej ulicy. Wszystko skończyło się czołowym zderzeniem z kamiennym śmietnikiem i uszkodzeniem auta, ale… Wystarczyłaby większa prędkość. Ktokolwiek na drodze, albo większa i cięższa przeszkoda. Na szczęście miał tego świadomość – do lekarza trafił. O dziwo, lekarz wcale nie orzekł, iż mój mąż cierpi na postępujące maminsynkostwo ani zniewieściałość. Jego przypadłość nie jest też „idiotyzmem”, tylko niedociśnieniem. Mąż niechcący przyznał się do stłuczki lekarzowi i wcześniejszego bagatelizowania objawów. Otrzymał wykład („gość jeździł po mnie jak po łysej kobyle!”), receptę na lek na podwyższenie ciśnienia tętniczego, informację na temat ostatnich statystyk policyjnych dotyczących ofiar wypadków spowodowanych przez zasłabnięcie za kierownicą (ok. 900 rocznie!). Wrócił skruszony.

Jaki z tego morał? Stereotypowy „macho” tkwi tak naprawdę w każdym panu, bez względu na to, czy jest to przypakowany na siłowni młodzian czy okularnik w rozciągniętym swetrze. Wzorce kulturowe narzucają pewien obraz męskości, któremu faceci starają się sprostać. Prawdziwy „macho” za nic nie przyzna się, że potrzebuje pomocy – poradzi sobie sam, niczym MacGyver. Mniejsza z tym, jeśli facet złapał alergię i chodzi z gilem do pasa na własne życzenie – raczej nic mu się nie stanie. Co jednak, jeśli bagatelizuje inne, poważniejsze objawy? Może być gorzej. Niestety nie warto liczyć na to, iż Twój luby sam zgłosi się do lekarza… Dlatego miej nadzieję, by nie miewał żadnych niepokojących objawów. Bo to Ty będziesz musiała wziąć za niego odpowiedzialność i przymuszać do zapisania się na wizytę. Jak z dzieckiem…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.