Facebook Google+ Twitter

Przychodzi Gudzowaty do Michnika

Taśmy Gudzowatego jako odpowiedź na taśmy Beger to raczej pomyłka. Nie są po prostu tak ciekawe, odkrywcze i istotne. Mogą jednak w walce z "Gazetą Wyborczą" odegrać pewną rolę.

Jakiś czas temu, a konkretnie w okresie międzykoalicyjnym, dane nam było zobaczyć negocjacje polityczne pomiędzy Renatą Beger a Adamem Lipińskim.

Odpowiedzią na te nagrania mają być "taśmy Gudzowatego". Problem z nimi jest jednak taki, że w zasadzie niczego ciekawego tam nie ma, poza możliwością usłyszenia wulgaryzmów wypowiadanych ustami osób ze świecznika. Może tylko zaskakująca uległość Michnika, który nie broni zdecydowanie swoich dziennikarzy, wobec zarzutów Gudzowatego o to, że byli inspirowani przez WSI.

Najciekawsze, a przy tym znaczące nie więcej od dyskusji u Kowalskich przy kolacji, są fragmenty nie związane z przedmiotem zainteresowania Gudzowatego.Jednak nawet w nich sensacji próżno szukać. Jeżeli kogoś szokuje sposób rozmowy, to zawsze można wyjść na ulicę. Jeżeli zaś komuś wydaje się, że elity rozmawiają innym językiem, to być może nigdy takiej rozmowy nie słyszał.

Gudzowaty jak Beger?

Myli się przy tym Michał Karnowski, stwierdzając w "Dzienniku", że "każdy argument użyty w obronie prowokacji Beger wzmacnia siłę materiału Gudzowatego". To nie są sytuacje tożsame. Oczywiście obie strony celowo przeszacowują ich wartość, ale natura rozmów jest zupełnie inna. Zgadza się tylko to, że był ktoś, kto chciał coś ugrać i był ktoś, kto dał się nabrać. Beger dążyła do pokazania hipokryzji PiS-u, wzmacniając przy tym własną pozycję. Natomiast Gudzowaty chciał wydusić z Michnika dowód dla własnej sprawy, gdyby ten nie zechciał zeznawać przed sądem. Okazało się jednak, że Michnik Gudzowatemu nie powiedział nic, w dodatku z rozmów nie wynika, że nieprzychylne Gudzowatemu teksty powstały z inspiracji służb.

PiS jest podobny do Michnika w tym względzie, że obie te strony robią z siebie stróżów moralności, co wychodzi im kiepsko (zabawne przy tym, że i PiS w licznych wypowiedziach, i Michnik w "Wyborczej" bardzo ostro skrytykowali media - a w obu przypadkach nie bardzo jest za co). Ale Gudzowaty kierował się swoim partykularnym interesem (Sylwester Latkowski twierdzi, że jakiś czas temu szef ochrony Gudzowatego proponował dziennikarzom dostęp do taśm, co jednak nie wzbudziło większego zainteresowania), mającym dla opinii publicznej znikome znaczenie. Z kolei Beger ukazała ważny fragment politycznej rzeczywistości. Ujawnienie taśm to uderzenie najwyżej w "Wyborczą", wcale nie ujawniające przy tym jakiegoś wysokiego stopnia "zepsucia" Michnika.

Prywatność publiczna

Poza tym rozmowy Gudzowatego z Michnikiem były całkowicie prywatne i niezobowiązujące, i choć nagrywanie z ukrycia budzi wątpliwości w ogóle, to ten przypadek pokazuje, że można już wszystko i niedługo dyktafon będzie obywatelowi wydawany wraz z dowodem osobistym. Nagrania Renaty Beger z kolei, mimo że też powodujące pewne etyczne opory, były jednak politycznymi negocjacjami, przewidywalnymi, jeżeli chodzi o ich przebieg.

Czytając w sobotnim "Dzienniku" wywiad z Adamem Lipińskim, aż robi się go żal. Człowiek znalazł się z pewnością w złym miejscu i w złym czasie. Wcześniej znali go tylko bardziej interesujący się polityką. Teraz - jak twierdzi - niesłusznie, jest symbolem politycznego kupczenia. Mimo to, trudno jednak uznać go za niewinnego. Tym bardziej po wszystkich słowach, które już po samym wydarzeniu padły.

Michnikowi można zarzucać zbyt bliskie związki z biznesem. Tylko co to ma wspólnego z nagraniami Beger? Można zatem zarzucać "Gazecie Wyborczej" skrajną stronniczość i hipokryzję. Co zmienia to jednak w treści rozmów Beger z Lipińskim i Mojzesowiczem? Tym bardziej, że obie sprawy znacząco się różnią.

Deficyt uczciwości

Pomysł kompromitowania obrońców III RP poprzez kompromitację ich medialnego stronnika, to pomysł nawet niezły, jeśli odpowiednio wykonany. Tutaj jednak trudno znaleźć coś rewelacyjnego, może poza faktem, że można dojść do wniosku, iż kierownictwo "Wyborczej" najwyraźniej na niczym się nie zna.

Trzeba pamiętać, że samego Aleksandra Gudzowatego te polityczne gry wcale nie muszą obchodzić. Owszem, można podejrzewać, że poprzez atak na wroga obecnej władzy, Gudzowaty chce zyskać jej przychylność. Tyle że trudno podejrzewać u braci Kaczyńskich tak krótką pamięć, by zapomnieli oni bliskie związki Gudzowatego z SLD. Prywatna zemsta na gazecie to jednak motyw wystarczający.

Aby zatrzeć złe wrażenie po taśmach Beger, nada się cokolwiek. O ile inwigilacja prawicy jest do tego używana, to trudno czynić z tego zarzut. Sprawa jest poważna. I właśnie na tym lepiej się skoncentrować, przede wszystkim zaś ujawnić dokumenty i wtedy ferować wyroki. Taśmy Gudzowatego, w odczuciu nie interesujących się sprawą mogą dostarczyć kolejnych dowodów na spisek przeciwników IV RP. Nawet jeżeli rozmowy te takim dowodem nie są. To nie jest najważniejsze. Cóż jednak z tego, gdy w ferworze politycznych starć za parę tygodni okaże się, że "umoczeni" i skompromitowani są, co do jednego, już wszyscy. Pozostanie chyba faktycznie wyjechać do Irlandii.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.