Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1994 miejsce

Przygoda w Łodzi

Późna jesień. Wieczory są koszmarnie długie. Pies wyprowadził mnie na spacer. Idąc donikąd, zawędrowałem w okolice Placu Wolności.

W pierwszej chwili nie zwróciłem na to uwagi i nawet się nie zdziwiłem, ale mieszkam w okolicy Bałuckiego Rynku. Dreszcz przeleciał mi po plecach, no cóż pewnie się zamyśliłem. Skoro zaszedłem tak daleko, pomyślałem, pójdę na Piotrkowską. Pies się niecierpliwił, poszliśmy dalej. Na plac wszedłem przez Legionów. Po prawej tabliczka „Nowy Rynek”.
Pierwsza myśl- pewnie kręcą film. Filmowe miasto. Zrobiło się nieco ciemniej? Nie, to złudzenie. Skręciłem w lewo w stronę Studni Zakochanych. Idąc wzdłuż północnego zakola placu, myślałem o Poznańskim. Kiedyś wszystko tutaj należało niego. Większość nieruchomości. Place w dobrych punktach, sklepy i przędzalnie. Mój pies jest cukrzykiem, często męczy go pragnienie, rozejrzałem się za zdrojem z mosiężnymi rybami. Niestety nigdzie nie było fontanny. Popatrzyłem w koło, ale niewiele widziałem, latarnie podejrzanie zaczęły migotać. Jedna była opodal, rzucając wątłe światło dookoła. Podszedłem bliżej, popatrzyłem w górę. W środku migotał gazowy płomień. Wyszedłem z kręgu światła ku środkowi placu i stanąłem jak wmurowany. Tam gdzie powinien stać pomnik, wiecie kogo, było puste miejsce. Wpadłem w panikę, zacząłem biec w kierunku, gdzie jak wiedziałem stoi, na pewno stoi wielki, olbrzymi obelisk. Przebiegłem przez środek rynku i skierowałem się w najbliższą ulicę majaczącą przede mną. Musiała to być Pietryna. Po lewej kościół Św. Trójcy, po prawej ratusz. Są!! Jaka ulga. Ale, ale, budynek kościoła wygląda jak na zdjęciu, które miała ciotka Truda wetknięte za lustro toaletki. Spociłem się i
przestraszyłem kolejny raz, jeszcze bardziej, jeżeli to w ogóle możliwe. Bryś miał szczęście, że nie puściłem smyczy. Zrobił ze mną życiówkę po bruku, którego też nie zauważyłem. Gapiłem się na smukłe, chyba Tuje, rosnące rzędem za kościołem. W koło pusto. Jakiś facet w haweloku... skąd ja to wiem?...przeżegnał się na mój widok, potem splunął, wymamrotał coś i poszedł dalej. Zerwałem się i gnałem przed siebie na oślep, do utraty tchu. Kiedy nogi odmówiły posłuszeństwa i poczułem fale mdłości i nadciągające omdlenie, krajobraz zwolnił i stanął...za mną przejechała riksza, głośno skrzecząc dzwonkiem, jak rozgniatany karaluch. Stałem z wybałuszonymi oczami i rozdziawionymi ustami, nie wiedząc, co się stało. Przede mną jak generator kolorów zmieniała barwę witryna Hortexu. Ludzie w środku jedli ciastka, rozmawiali, pili kawę. Wciąż oszołomiony usłyszałem dźwięk rozładowanej baterii w telefonie, rzuciłem szybkie spojrzenie, ciągle jeszcze szukał sieci...
Po chwili wszystko wróciło do normy.
Tagi: Piotrkowska


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.