Facebook Google+ Twitter

Przyjdźcie i przekonajcie się sami jak jest w filharmonii

Druga cześć wywiadu z dyrektorem Filharmonii im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu, panem Andrzejem Kosendiakiem. Co mówi dyrektor do osób, które nigdy nie były w filharmonii? Przyjdźcie i przekonajcie się sami!

Andrzej Kosendiak - dyrygent i dyrektor. / Fot. archiwum Filharmonii im. W. Lutosławskiego we WrocławiuJesteśmy już po połowie sezonu 2007/2008. Jak ocenia Pan realizację założonych celów na początku sezonu?
– Bardzo się cieszę, że praca z szefami artystycznym poszczególnych zespołów znakomicie się układa. W każdym przypadku te wybory okazały się trafne, zarówno w przypadku Jacka Kaspszyka, Ernsta Kovacica, Agnieszki Franków-Żelazny czy Jarosława Thiela. Rzeczywiście, cieszę się szczerze, że te wybory były trafne. Artyści ci bardzo konsekwentnie realizują wszystkie swoje artystyczne zamierzenia. Równie
satysfakcjonujące jest to, że możemy realizować zobowiązania wobec naszego miasta, Dolnego Śląska, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jestem także szczęśliwy, że od publiczności, dzisiaj już bardzo zróżnicowanej, otrzymuję bardzo wiele wyrazów uznania, gratulacji po poszczególnych występach naszych zespołów. Recenzje są zazwyczaj bardzo dobre. Ale kiedy pojawiają się te krytyczne, to uzmysławiają we właściwy sposób, że byłoby dużym błędem uwierzyć, że nie ma już nic do zrobienia. W sztuce można zawsze pokusić się o inne wykonania, o lepszą kreację dzieła. Fakt, że wszystko posuwa się zgodnie planem, a również inwestycja wydaje się niezagrożona, idzie swoim rytmem, przynosi sporo radości. Oby tak dalej.

Mamy Filharmonię Familijną, Filharmonię Młodych, co świadczy o tym, że Wrocławska Filharmonia stawia również na młodych melomanów. Niestety, wśród młodzieży wystąpiło zatracenie wszelkich wartości kulturalnych. Jakie cele, założenia mają te projekty; od kiedy one działają?
– To są inicjatywy, które zostały zapoczątkowane już kilka lub kilkanaście lat temu. Kontynuujemy dobre wzory, choć i tutaj będziemy wprowadzać pewne modyfikacje. Będą one polegać na tym, że zróżnicujemy program koncertów dla dzieci i starszej młodzieży. O ile kontakt małych dzieci z muzyką jest bardzo spontaniczny (w tym zakresie mamy duże sukcesy, sala koncertowa jest za każdym razem wypełniona po brzegi, bilety na te koncerty są wykupione zazwyczaj już na początku sezonu), o tyle pewnym problemem jest edukacja młodzieży w wieku nastoletnim. Ich kontakt i dochodzenie do muzyki jest utrudnione z kilku względów.

Przede wszystkim dlatego, że w systemie edukacji powszechnej absolutnie wyrugowano przedmioty artystyczne, a w szczególności muzykę jako element nauczania, co jest moim wielkim zmartwieniem i staram się, by jak najlepiej tę lukę wypełnić. Nie tylko poprzez koncerty, które filharmonia organizuje, ale też poprzez różne działania np. "Śpiewający Wrocław" czy "Śpiewająca Polska". Sądzę, że przyczyny są dwie. Bardzo trudno jest budować jakąkolwiek więź wobec muzyki bez osobistej aktywności artystycznej dziecka w wieku kilku lat czy w wieku wczesnoszkolnym. Nawet jeśli zrobimy dla nich specjalnie urozmaiconą pogadankę na temat muzyki, to właściwie pomysł trafia w próżnię, bo to trochę tak, jakbyśmy chcieli uczyć matematyki w taki sposób, by dzieciom nie pozwolono rozwiązywać zadań matematycznych czy uczyć języka polskiego, zabroniwszy uprzedni opisania wypracowań.

Miałem okazję być w jury konkursu na recenzję z wydarzenia artystycznego i znakomicie młodzi ludzie radzili sobie z recenzowaniem przedstawienia teatralnego, wernisażu, jakiś sztuk z udziałem ruchu scenicznego. Natomiast wobec muzyki są bezradni – nie wiedzą o czym pisać, jak mówić. Co w tej muzyce może tkwić? Raczej są na poziomie dziecka, które jest w stanie rozpoznać brzmienie instrumentu, stwierdzić czy jest cicho czy głośno. Refleksje młodzieży po koncercie ograniczają się do relacji, co się wydarzyło, a nie do opisu istoty utworu. To jest taki nasz muzyczny analfabetyzm. Będziemy zmieniać w miarę możliwości nasze programy edukacyjne tak, by podarować młodym możliwość obcowania z muzyką.

Wielu ludzi obawia się przyjścia do filharmonii. Co by Pan powiedział osobom, które jeszcze nigdy nie zawitały do filharmonii i nadal obawiają się tego miejsca i muzyki tzw. poważnej?
– W takiej sytuacji narzuca się zupełnie prosty komunikat: „przyjdźcie i przekonajcie się sami”. Myślę, że może być kilka elementów, które powstrzymują ludzi od przyjścia do filharmonii; po pierwsze: to brak doświadczeń. Nigdy nie byliśmy, nie wiemy za bardzo, czego się można spodziewać. Po drugie: pewnie nieatrakcyjny budynek. Powiem, że sam wchodząc do tego obiektu, zastanawiam się, czy w takim przeciętnym miejscu jest miejsce na wysoką sztukę. Po trzecie: myślę, że jest to wynikiem bardzo złej edukacji muzycznej całego społeczeństwa. Ten stan jest niestety faktem. Po czwarte: chyba również stąd, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że tam po drugiej stronie na estradzie siedzą tacy samu ludzie jak ci, którzy przyszli na koncert. Są to mieszkańcy tego miasta, mają podobne problemy i nadzieje. Chcemy zmienić ten popularny ogląd sytuacyjny. Pragniemy promować filharmonię poprzez muzyków; chcielibyśmy zerwać z obrazem orkiestry jako grupą anonimowych osób. Służyć ma temu duża akcja promowania osób przez zamieszczanie ich zdjęć w folderach, na różnorodnych wystawach. Chcemy, by twarze naszych artystów były znajome, aby można było się z artystami zapoznać. Ludzie powinni uwierzyć, że są to konkretni ludzie ze swoimi pasjami, talentami, wiedzą i umiejętnościami.

Jak zakończy się sezon? Zwieńczeniem będzie wielki koncert?
– Justus Franz – to rzeczywiście artysta wielki! Koncert oficjalnie kończący sezon będzie właśnie z jego udziałem, później jeszcze wystąpi Paul McCreesh z Orkiestrą Barokową i Chórem. Na zakończenie (troszkę poza sezonem) festiwal filmowy, który nasi melomani bardzo lubią – to taki oddech przed wakacjami.

Jakie trzy cechy charakteryzują naszą filharmonię. Co jest najważniejsze?
– Chcielibyśmy, żeby była to jakość, w jakiejś mierze otwartość, bo nie chcemy zamykać się na innych, dynamizm w rozwoju, może młodość…

Przeczytaj pierwszą część wywiadu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

(+)!
Janusz, no jeśli muzykę strasznym hałasem nazywasz, to ja już nie wiem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Janusz, wyjaśniłeś! :)

A dla Sebastiana plus za kolejny (który to już?) kapitalny materiał. Fantastyczna konsekwencja.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 10.04.2008 20:46

Straszny tam halas i spac nie daja. Wole teatr. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.