Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11479 miejsce

"Przyjdzie Mordror i nas zje" Ziemowita Szczerka. Demaskatorska podróż po Ukrainie

Ziemowit Szczerek został uhonorowany niedawno Paszportem Polityki w kategorii "Literatura". Lektura książki "Przyjdzie Mordror i nas zje" utwierdza mnie w przekonaniu, że otrzymał nagrodę zasłużenie. Jest to pozycja szczególnie aktualna w kontekście ostatnich wydarzeń na Ukrainie. Szczerek pokazuje mentalne różnice między zachodnimi i wschodnimi rubieżami tego kraju. Odwzorowuje geopolityczną i kulturową siłę ciążenia poszczególnych jego części.

 / Fot. materiały prasowe"Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian" Ziemowita Szczerka to zapis podróży po Ukrainie. Podróży specyficznych. Na początku nostalgiczno-romantycznych, ku pokrzepieniu polskich serc. Później bolesnych i demaskujących prawdziwe intencje. To opowieść o Polakach, którzy jadą na Wschód po to, by poczuć się lepiej. By sycić się tym, że inni mają gorzej - jak zauważa jeden z przyjaciół narratora opowieści, Łukasza Ponczyńskiego.

Jaka jest Ukraina opisywana przez Ziemowita Szczerka? Przede wszystkim podobna do Polski lat 90. "I wyglądało to wszystko tak, jakbym wjechał na teren historii alternatywnej własnego kraju" - pisze autor. Kontrasty między złym i jeszcze gorszym, programowe bezformie, zużycie, starzenie, zruszczenie - to tylko niektóre określenia pasujące do opisu Ukrainy, którą obserwował Szczerek. Lwowskie ulice mają być dowodem na to, że w ostatnim stuleciu świat ograniczał się do starzenia. Niczego więcej.

Książka obnaża jednak nie Ukrainę i Ukraińców, ale Polaków, którzy przyjeżdżają do tego kraju tylko po to, by poczuć się u siebie, ubolewać nad losem "naszych" Kresów, ale również doświadczyć orientu, hardkoru, przeżyć przygodę życia czy wreszcie przepić ruskiego. "U Ruskich musisz się z Ruskimi napić. Inaczej się nie liczy" - mówi Hawran. Dla przeciętnego Polaka różnica między Ruskim i Ukraińcem jest zresztą umowna. "Wyobrażasz sobie - żyć tu całe życie i nie być Ruskim?" - pyta towarzysz Ponczyńskiego.

Początkowo podróże odbywały się według prostego klucza. Polacy szukali "tanich wstrząsów i tandetnych emocji". Alkohol lał się strumieniami. Potokiem płynął dający kopa Wigor - balsam na potencję, który zmieszany z kwasem chlebowym stanowi rodzaj dopalacza.

Szczególnie gorzki jest opis wizyty na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. "Hawran roześmiał się nieszczerze i zrobił komórką zdjęcie faceta, który robił komórką zdjęcie swojej żonie, która robiła komórką zdjęcie białemu krzyżowi, pod którym leżało najmłodsze z orląt: Jaś, który miał 10 lat" - czytamy.

"Przyjdzie Mordor i nas zje" to książka zadziwiająco aktualna w kontekście ostatnich wydarzeń na Ukrainie. Szczerek pokazuje mentalne różnice między zachodnimi i wschodnimi rubieżami tego kraju. Odwzorowuje geopolityczną i kulturową siłę ciążenia poszczególnych jego części. I tak lwowianin Taras jest zdania, że tylko Ukraińcy z Hałyczyny, z Galicji odróżniają się od nieprzebranej, szarej ruskiej masy. "Poradziecki świat jest w zasadzie jak świat arabski. Wszyscy są tacy sami" - mówi. Zgoła inny obraz zaobserwujemy na wschodzie. Tam ludzie nie tęsknią za Europą. "Oni tu nawet nie myślą, że mogliby być Europą. Europa jest stąd za daleko. Poza zasięgiem. Nic tu jej nie przypomina" - rozwodzi się Taras, obserwując młodych mieszkańców Zaporoża.

Książka Szczerka to reportaż gonzo. "W gonzo jest gorzała, są szlugi, są dragi, są panienki. Są wulgaryzmy" - pisze autor. Rzeczywiście, "Mordor" nie jest "grzeczną" relacją z podróży po ciekawym kraju. Momentami czuje się przesyt wulgaryzmów. Mimo tego opowieść czyta się świetnie. Nie czuć w niej językowej stylizacji. Wypowiedzi bohaterów tchną autentyzmem.

W jednym z fragmentów autor stwierdza, że podróż na poradziecki wschód to wyprawa w głąb tego, czego nienawidzimy we własnym kraju. Motywacja jest w swej istocie prymitywna. Jest nią Schadenfreude, czyli przyjemność z obserwowania cudzego nieszczęścia. "Mieszkasz w chujowym kraju, chujowszym od większości innych krajów w okolicy. Tylko nie od mojego. I tylko dlatego, żałosny dupku, przyjeżdżasz tutaj lepiej się poczuć" - piętnuje Ponczyńskiego jego przyjaciel. I ma niestety sporo racji.

Ziemowit Szczerek został uhonorowany niedawno Paszportem Polityki w kategorii "Literatura". Lektura książki "Przyjdzie Mordror i nas zje" utwierdza mnie w przekonaniu, że otrzymał nagrodę zasłużenie. Opowieść uderza w nasze polskie poczucie wyższości. Oskarża nas, jako samozwańczych rycerzy przedmurza chrześcijaństwa, misjonarzy cywilizacji Zachodu, którzy niczym krzyżowcy starają się ponownie zdobyć Ukrainę, zanieść jej prawdziwą i nieskalaną kulturę. Książka Szczerka to policzek wymierzony naszej pysze. Choćby dlatego warto ją przeczytać.

Ziemowit Szczerek,
"Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian",
Korporacja Ha!Art, 2013.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

...wymierzony naszej pysze" - czy autor został już przez prawdziwych Polaków potępiony i zlustrowany?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.