Facebook Google+ Twitter

Przyjedź mamo, na przysięgę...

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-08-27 15:55

"Ja, żołnierz Wojska Polskiego, przysięgam służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej, bronić jej niepodległości i granic. Stać na straży Konstytucji, strzec honoru żołnierza polskiego, sztandaru wojskowego bronić..."

Mamy przyjechały, chłopcy przysięgę złożyli, potem wrócili do koszarowej rzeczywistości. Minęło trochę dni, przyszedł czas na zakup niezbędnych gadżetów: centymetrów, chust i innych takich...

Nastał wreszcie dzień oczekiwany. Chłopcy malowani wychodzą z wojska. Jadą do domów. Pociągami, autobusami po całej Polsce przemieszczają się zorganizowane grupy radosnych młodzieńców (radość ta została wcześniej odpowiednio wzmocniona za pomocą utrwalaczy nastroju, dopuszczonych do obrotu handlowego).
Standardowa w takich okolicznościach sytuacja – ostatni autobus z miasta A do miasta B (prędkość nieważna). Kilkunastu pasażerów typu „zwykli” oraz tyluż klasy „duma narodu”. Zaczyna się podróż. Cóż za wspaniałe studium ludzkich zachowań! Ileż podziwu wzbudza zdolność jednostek do kontroli emocji! Chłopcy w chustach i beretach opanowują tył autobusu („zabezpieczają tyły”?). „Jedzą, piją, lulki palą”... W zgodzie ze staropolskim zwyczajem gromadnie korzystają z dobrodziejstw zasymilowanej łaciny, przetykając ją spójnikami i przymiotnikami rdzennymi, bo przecież „Polacy nie gęsi i swój język mają”.

Na styku młodzieńczej radości oraz szarej codzienności, czyli gdzieś pośrodku autobusu, panuje największe zamieszanie, jako że nieopatrznie, nie okazując tym wyrozumiałości powracającym do macierzy chłopcom, usiadły dwie dorodne niewiasty. Nasi bohaterowie demonstrują im zatem całą zdobytą wiedzę i umiejętności, które potwierdzają fakt, iż „wyrośli na potęgę”. Jakaż niesprawiedliwość ich czeka, gdy dziewczęta się płoszą i – pod wpływem bardzo przecież delikatnych zaproszeń do wspólnego obcowania, co najwyżej wyrażonych swoistą gwarą – rozpoczynają poszukiwania miejsc z przodu pojazdu.

Kierowca okrutnie pilnie prowadzi. Rzekłbym – nie ma go, choć jest przecie. Ta niewidzialność dotyczy dokładnie wszystkich, którzy nie potrafią dzielić radości z okazującym szczęście – jakże wylewnie! – kwiatem narodu.
Przekłada się to na wyszukiwanie jakiegoś punktu, najlepiej za ciemnym oknem i pełną na nim koncentrację; zgodnie z zaleceniami szkół medytacji. Można dzięki temu spodziewać się fascynujących odkryć na gruncie własnej jaźni. Sytuacja jest zatem nietypowa, choć typowa.

„Wesoły autobus” jest wesoły od końca do połowy, część przednia zaś kontempluje strofy Kochanowskiego: „Pełno was, choć jakby nikogo nie było...” Może jednak się mylę? Może owa niewidzialność części podróżnych wynika z głębokiego zrozumienia dla radości, jaką okazują chłopcy, którzy mogli służyć ojczyźnie?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.