Facebook Google+ Twitter

Przyjemność i udręka

Z racji zaszczytu bycia dziadkiem, odwiedzam teatry - jak się je potocznie określa - kukiełkowe. Z jednej strony ogromna to przyjemność, z drugiej natomiast, niewysłowiona udręka. Tak przyjemność jak i udręka, biorą się z istoty spotkań.

Zacznę od przyjemności, chociaż na pierwszy ogień bohaterowie dowcipów niemal zawsze życzą sobie złą wiadomość. Ale tylko po to, by dobra okazała się... jeszcze gorsza. Niedoceniana sztuka estetycznego kształcenia dzieci, jakim są spektakle teatrów lalek, może być (i jest) źródłem wielu doznań. W pierwszej kolejności są nimi radość z wprowadzania dziecka w świat kultury i obserwacja jego reakcji. Tym większa, im bardziej wnikliwe staje się się jego uczestnictwo w spektaklu, im szerszy wpływ ma on na pobudzanie dziecięcej wyobraźni i ciekawości świata.

Owocem tego, co jasno wynika z prowadzonych później rozmów, jest konsekwentne odróżnianie iluzji od rzeczywistości i rozpoznawanie tej wyjątkowej umowy jaką teatr zawiera z widzem. Jej sens można streścić bardzo prosto: my udajemy, że to jest rzeczywistość, a wy udajecie, że w to wierzycie. Ten proces następuje powoli, bo przecież trzeba przebrnąć (w miarę samodzielnie) przez etap czarownic, krasnoludków, gadających zwierzątek, wiary w zwycięstwo dobra nad złem, magiczną moc przyjaźni... Ale wszystko w swoim czasie i teatr tym czasem potrafi gospodarować. Ba! potrafi nawet dorosłym przywracać pamięć niezachwianej dziecięcej wiary w te wartości i napawać otuchą, że nie wszystko jeszcze zostało powiedziane do końca i ostatecznie zamknięte, rozliczone...

Drugą przyjemnością jest obcowanie ze sztuką przez duże S. A z taką mamy niewątpliwie do czynienia w teatrze lalkowym. I nie tylko w słupskim PTL "Tęcza", w którym najczęściej bywam, ale i w innych, w których bywać mi się zdarza. Podziwiać możemy niezwykłe umiejętności aktorskie (często wzbogacane niemal cyrkowymi), talenty nawiązywania kontaktu z tak trudną publicznością, jaką tworzą - nie zawsze grzeczne, przecież - dzieci, różnorodne formy i techniki wykorzystywane do przekazywania treści wychowawczych i kształcących...

I jeszcze coś! Poczucie własnej wartości artystycznej, niedocenianej i marginalizowanej przez środowisko teatru "dorosłego"! Nie waham się twierdzić, że właśnie aktorzy teatrów lalkowych muszą wierzyć w swoją misję - by nie rzec podniośle: powołanie - i trwać w niej bez względu na świadomość braku szansy na zostanie dzięki swej pracy gwiazdami, postaciami rozpoznawalnymi w codziennej szarości i podziwianymi przez chociażby tzw. środowisko. A przecież nie ma w tym przypadku, że to aktorzy lalkowi doskonale sprawdzają się na scenach dramatycznych, natomiast odwrotne sytuacje należą do wyjątków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

"Jeden cham zburzy przyjemną zabawę, natomiast jeden kulturalny człowiek to zbyt mało, żeby podnieść poziom zabawy chamów". Ryszard Kapuściński

Kiedy już ręce człowiekowi i szczęka opadną - "A kto panu broni też zadzwonić?! To co mu pozostaje?

Z kilku powodów możliwy też, niestety, czarny scenariusz - "teatry lalkowe zastąpią multimedialne widowiska". Jestem pełna uznania i podziwu dla aktorów w takim teatrze. Subtelne zwracanie uwagi widowni, po której wszystko spływa jak po kaczce, na nic się zdaje.

Piszesz, Ryszardzie, o małych dzieciach, przyprowadzanych przez mamusie, które trzeba by było najpierw przeegzaminować z przygotowania do odbioru sztuki i nie tylko. Niestety nie lepiej, a może gorzej jest ze starszymi dziećmi.
Wspomniałam o swoich obserwacjach w komentarzu pod tym artykułem - link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ech gdzie te czasy, gdy teatr traktowało się jak świątynię sztuki, panie przychodziły w wyjściowych kreacjach, a panowie musoowo w garniturach i wszyscy zasłuchani i zapatrzeni bali się głośniej odetchnąć, żeby nie przeszkadzać aktorom....

Komentarz został ukrytyrozwiń

5!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety, i ja znam takich rodziców, a obrazki z dziećmi katowanymi przerostem ich ambicji można obserwować nie tylko w instytucjach kultury. Dlatego twierdzę, że nawet w wyborze tych, maksymalnie 50-minutowych, spektakli teatrów lalkowych, rodzice powinni uwzględniać uwagi o adresacie, kierowane do nich przez organizatora. Nie ogłaszają ich dla własnego widzimisię!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Swego czasu byłam bardzo częstym gościem w Operze Narodowej. Zawsze w okolicy świąt Bożego Narodzenia czy Dnia Dziecka (wystawiali wtedy "dziecięce" Jezioro Łabędzie", "Śpiącą Królewnę" czy "Dziadka do orzechów") widziałam tabuny PRZEambitnych rodziców ciągnących za rękę pięcio-, sześcioletnie dzieci. Spektakle trwają zwykle ok. 3 godz., pierwsza przerwa jest po jakiejś godzinie. Dzieci, które nie są w stanie wysiedzieć 30 minut na zajęciach w przedszkolu dla radości rodziców męczyły się na tych drewnianych krzesełkach parę godzin. Co chwilę słyszałam za placami "mamo siku", "mamo jeść". Nie mówiąc już o takich rodzicach, którzy zabierali (szczególnie w grudniu) chore, zakatarzone dzieciaki na spektakle (szkoda im było kasy, bo biletów zwracać nie można). Jak jedno dziecko kichnęło to echo niskło się dwie minuty, potem pół sali zaczynało kasłać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.