
"Przyjmujemy każdego-nie płacimy nikomu"
Takie motto powinno zawisnąć na szyldzie jednej z wrocławskich spółek znanych mi osobiście.
We Wrocławiu pewna spółka ma w zwyczaju zatrudniać każdego, kto wyrazi chęć i gotowość do pracy. Nie jest istotne, że jesteś po socjologii, psychologii czy historii, a nasza firma produkuje meble sklepowe, poręcze czy kasetony elewacyjne. Ważne, żebyś chciał się dać omamić i zatrudnił. Nie ma to tutaj żadnego znaczenia i tak nie licz na wynagrodzenie.
Najlepiej jeżeli jesteś studentem, praktykantem albo stażystą
Wtedy sprawa jest zupełnie jasna. Pracuj sobie pracuj. Skończysz pracę, to wyjdź i zamknij drzwi. Od dziś się nie znamy. Gorsza sprawa, gdy potrzebny jest jakiś specjalista np. doradca klienta. Wtedy ukazują się w internecie ogłoszenia typu: "poważna firma" z branży meblowej zatrudni. Wielu się nabiera mimo ostrzeżeń spisanych przez innych na portalach opiniodawczych o pracodawcach.
Takim proponuje się najczęściej umowę o dzieło. I jest świetnie ponieważ w umowie tej figuruje zapis: "wynagrodzenie zostanie wypłacone po zrealizowaniu zadania i po wystawieniu faktury przez pracobiorcę". Większość nie czyta i podpisuje. Albo podpisuje z czystej desperacji. Później okazuje się, że nie zrealizowali zadania. Jak to zawodzi to wyciąga się drugą cześć umowy - chcesz kasę? Wystaw fakturę. Trafiony zatopiony.
Niektórych przyjmuje się bez umowy
Najlepiej tych na produkcję. Pracują ze dwa tygodnie, zanim zorientują się, że są robieni w konia. Potem się już tylko obiecuje złote góry. W końcu zdesperowani odchodzą nie mając siły na walkę z szubrawcą, który nazywa siebie Pracodawcą.
Innych, tych bardzo ważnych np. dyrektorów, przyjmuje się na czas określony.
Obiecuje się gruszki na wierzbie i roztacza wizję. Gdy umowa się kończy rozpoczynają się uniki. "-Jutro podpiszemy bo dzisiaj nie mamy czasu", "-A bo sam Pan widzi ile tego wszystkiego", "-no przecież Pan wie, że umowa leży u szefa od tygodnia". Najczęstsze kłamstwo to "-Niech się Pan nic nie martwi, podpiszemy na czas nieokreślony i zapewne podniesiemy pensję". Ważne żeby omamić i odwlekać.
Niestety na pieniądze z wynagrodzenia nie masz co liczyć, jeżeli z firmy odejdziesz. Gdy tam siedzisz i wegetujesz to jest szansa, że coś wyskamlesz, wybłagasz, wyprosisz. W innym przypadku nic nie dostaniesz.
Przypomina to wszystko działania celowe
Bo pracodawca zapewne kosztem naszych wynagrodzeń obraca pieniędzmi na własne potrzeby np. ktoś z rodziny na wakacje pojedzie albo komuś się może dom kupi albo inne cudo.
Pracownikom się powie, że jak się wszyscy do roboty weźmiemy to kasa będzie, a na razie nie ma bo dookoła sami oszuści i pijaki. Później wygląda to tak na jednym z portali, gdzie znajdziesz opinie o pracodawcach:
"-Mój były pracodawca nie płacił mi pensji. Wypowiedziałem więc umowę o pracę. Od roku walczę o ok. 6 tys. zł zaległego wynagrodzenia. Mam wyrok sądu, sprawa trafiła do komornika i nic się nie dzieje".