2009-11-13 19:58, aktualizacja: 2009-11-13 20:08:18
Głos w dyskusji o tolerancji, na podstawie orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu w sprawie obecności krzyży w szkołach.
Jesteśmy świadkami nieco wymuszonej „dyskusji” (w istocie pohukiwania) dotyczącej krzyży w szkołach, a w istocie w instytucjach, w Parlamencie, w całej przestrzeni publicznej. Zdumienie wywołuje fakt, że obrońcy krzyży w naszym kraju nie dostrzegają oczywistych, zdawałoby się, w obecnych czasach faktów.
Adam Podgórski 13.11.2009 22:00
Idzie więc o to, czy ta przestrzeń ma być zdominowana przez jakąś większość, która, na podstawie siły, czy swoich nieformalnych wpływów, może narzucać
mniejszościom swoje symbole; czy, przeciwnie, przestrzeń ta jest wspólna dla wszystkich Polaków, i jako taka, powinna być wyłączona spod wpływów jakiejkolwiek z grup światopoglądowych?
Pytanie jest zasadnicze. Odpowiedż pozornie prosta. Teoretycznie. A jak wygląda rzeczywistość?...
Wojciech Arciszewski 13.11.2009 22:14
Uważam, że wiekszość ma zawsze rację. Przyjęcie tego jako pewnik, zdecydowanie ułatwi wszelkie dyskusje i spory.Zostawmy pozory równości.Nikomu i niczemu to nie służy. Zachodnia Europa w irracjonalny sposób dąży do samozagłady. W imie poprawności politycznej, swiatopogladowej i społecznej, chce pozbyc sie swojej tożsamości kulturowo-historycznej, bo jakaś nawiedzona Finka złozyła protest contra znakowi krzyza.
Tymczasem, istenieja kraje na świecie, gdzie za samo przyznanie sie do innej wiary-niż urzędowa-grozi śmierć. Europa była i jest nadal chrześcijańska, pomimo zalewu islamistów, innych religii i ateizmu. W Europie gospodarzami sa Europejczycy. Jak sie komu nie podoba, to fora ze dwora. Unijne urzędasy powinny zrozumiec, co jest głowna wartoscia Europy. Na pewno nie może byc nia uległośc wobec najbardziej niedorzecznych żądań.
Marek Jurkiewicz 13.11.2009 23:02
Czy mógłby mi ktoś wreszcie wytłumaczyć, czemu służy to wieszanie tych krzyżyków w różnych pomieszczeniach? Czy to coś daje, jakąś moc specjalną, czy to taki amulet czy co? A może - wbrew temu, co tłumaczyła mi katechetka na religii (w kościele) przed 20 laty - pan Bóg nie jest wszędzie, tylko tam przychodzi, gdzie powiesi się znaczek z jego synem? Tak samo jak święty Mikołaj nie przyjdzie jak choinki w domu nie ma, bo nie będzie wiedział, gdzie prezenty położyć.
A tak prywatnie to ten ludowy zwyczaj ozdabiania ścian różnymi symbolami nawet mi się podoba (choć go nie rozumiem), ale jeśli chodzi o urzędy i innych instytucje publiczne, to zdecydowanie uważam, że powinny być neutralne w kwestiach światopoglądowych. Sama obecność krucyfiksów jest sprawą drugorzędną, ważne żeby szkoła służyła nauce, a nie indoktrynacji, psiej tresurze uczniów tak, aby w przyszłości wyznawali tę jedną, jedyną, słuszną religię.
Jarosław Grondys (v.S) 14.11.2009 11:59
Już komentowałem tą problematykę , po 20 latach demokracji i ustanowieniu stabilnego systemu demokratycznego powinniśmy zapytać społęczeństwo w formie referendum o podstawowe problemy - proponowałbym na dzień dobry "dekalog obywatelski" niech społeczeństwo powie jakie są jego preferencje.
I co roku z okazji np. dnia niepodelgłosci powinno się odbywać takie cykliczne referendum narodowe.
Oczywiście każdy wynik powienien być wiążacy.
Co do tolerancji - jest ona miarą tego co dana społeczność kulturowa dopuszcza i zmienia się w formie "ewolucji priorytetów i oczekiwań" nic nie jest stałe w swojej naturze.
Dlatego referendum jest doskonałym rozwiazaniem / oczywiście wynik obowiązuje minimum 10 lat /.
Alexander Sikora 14.11.2009 12:18
Panie Wojciechu zdanie, od którego rozpoczyna Pan swoją wypowiedź: "Uważam, że wiekszość ma zawsze rację" - poniekąd od początku dyskwalifikuje Pana wypowiedź.. czy podtrzymał by je Pan w przypadku hitlerowskich Niemiec, stalinowskiej Rosji, czy choćby sytuacji, w której np. muzułmanie stanowiliby u nas większość? Inną tezą Pana wypowiedzi jest, iż Europa dąży do samozagłady, bo pozbywa się swoich tradycji. A ja sądzę wręcz przeciwnie, Europa ma swoją pozycję, dzięki temu, że zawsze przekraczała swoje tradycje; zawsze je rozwijała, kwestionowała.. Jak wygląda poziom rozwoju tych, którzy nie kwestionują swoich tradycji może Pan zobaczyć w Somali, Beninie i innych krajach afrykańskich. Również kraje Azji trwały w zacofaniu, póki np. USA siłą nie narzuciły Japonii konieczności zerwania z tradycją.. Przykłady można mnożyć. A zatem Pana teza, iż wiszące w klasach krzyże to główna wartość Europy jest jednak mocno przesadzona, i gdyby sam przemyślał Pan konsekwencje tej tezy - zobaczył by Pan że jest głęboko uproszczona. Nie jest tak także, że nasza siła (w obronie np. przez islamistami) zależy od naszej religii, od tego symbolicznego wiszenia krzyży w klasach... Przeciwnie, zależy właśnie od przekraczania tradycji, bo rozwój, innowacje wiążą się z odchodzeniem od dawnych wzorców (wszak co było dobre dla naszych ojców, wcale nie musi byc dobre dla nas). A nasza obrona polega - paradoksalnie - właśnie na tym, że my umiemy być innowacyjni, potrafimy tworzyć nowe technologie, a oni nie, bo trzymają się kurczowo swojej tradycji..
Inna rzecz, na co błyskotliwie zwraca uwagę Pan Marek, w całej dyskusji wokół krzyży umyka nam myśl - po co właściwie wieszać te krzyże w klasach? Jaki jest tego sens? Czy religia, która jest tak silna, jak w naszym kraju musi na każdym kroku zaznaczać swoje terytorium? musi wciąż utwierdzać swoich wyznawców, że w danym miejscu panuje? Czy oznaką siły / zdrowia jest jak na każdym kroku muszę afiszować swoją siłę / podkreślać swoje zdrowie, czy, przeciwnie, pozwalać innym na spokojne funkcjonowanie, z przekonaniem, że "znam swoją wartość", i wiem, że "nie mogą mi zagrozić"? A, uogólniając, takie pytanie - czy demokracja polegać ma na tym, że większość pacyfikuje mniejszość (mówi im, jak Pan sugeruje: "Jak sie komu nie podoba, to fora ze dwora"..), czy że większość i mniejszości szukają punktów wspólnych, zapewniając zarazem możliwość realizacji swoich odmienności. A jeśli tak, godzą się na minimum tolerancji wobec siebie, tzn. wyłączenia spod wpływów przestrzeni wspólnych, a takimi są przestrzenie publiczne państwa, jak szkoła i inne urzędy.
Mam także nadzieje, że elementem tego porozumienia między wszystkimi stronami jest, jak sugeruje Pan Marek, że w sumie ważne jest "żeby szkoła służyła nauce, a nie indoktrynacji"; żeby pozwalała rozwijać się uczniom tak, aby byli potem w stanie samodzielnie myśleć, dowolnie wybierając swoje przekonania światopoglądowe - wtedy bowiem będziemy bezpieczni, gdyż nowe pokolenie naukowców znajdzie sposoby, aby technologicznie zabezpieczyć nas przed religijnymi szaleńcami (którzy na szczęście wciąż zamiast myśleć o nowych technologiach - będą usilnie trzymać się swoich tradycji).
Alexander Sikora 14.11.2009 12:32
Panie Jarku, nie rozumiem - po co urządzać takie referendum w sprawach światopoglądowych..? Sugeruje Pan, że raz np. katolicyzm byłby preferowany w przestrzeni publicznej, innym razem ateizm, czy, powiedzmy, postmodernizm?
Ludzie mają prawo do trzymania się swoich najgłębszych światopoglądowych przekonań, nie chodzi więc o to, aby jakaś grupa, choćby czasowo, dominowała nad inną. Chodzi o to, aby wszystkie wzajemnie się szanowały i znajdowały sposoby jak pozytywnie współistnieć. A takim sposobem jest, moim zdaniem, wyłączenie spod wpływu i konkurencji światopoglądowej pewnych obszarów, np. urzędów publicznych, świąt państwowych, wystąpień przywódców, podczas których reprezentują cały naród. Natomiast, każda strona powinna swobodnie rozwijać swoje działania na własnym terytorium, np. w świątyniach.
Są tego dobre przykłady nawet w naszym kraju. Ja jestem z Wrocławia, zaraz obok Rynku wrocławskiego, na przestrzeni 1 km2, mamy świątynie 4 wyznań: katolików, protestantów, prawosławnych i żydów (są też jeszcze buddyści). Jest to tzw. dzielnica 4 świątyń. Wszystkie kościoły współpracują ze sobą; odbywają się wspólne nabożeństwa i akcje na rzecz miasta. Wszystko odbywa się z pełnym wzajemnym poszanowaniem - z korzyścią dla wszystkich. Taki powinien być model dla całego kraju - nie sądzi Pan?
Jarosław Grondys (v.S) 14.11.2009 12:40
Uważam dalej że wiele kwestii tego jak społeczeństwo widzi wiele spraw jest jego uczestnictow sprawcze a wieć "głos narodu" czyli dobrym obyczajem powinny być referenda nad spornymi sprawami. Co by nam to dało ? Dałoby nam w pierwszej kolejności uaktywnienie się społeczeństwa na dziś dzień skutecznie przez "elity polityczne" stłamszone. Referendum to nie tylko samo głosowanie to tysiące głosów uczestniczące w debacie przed referendalnej. To jest najlepszy sposób na uaktywnienie obywatela by sięgnął po informację za lub przeciw.
Ale jak można o tym mówić , skoro Prezyden RP oficjalnie mówi:
"niech nikomu nawet do głowy nie przychodzi że w Polsce krzyże znikną z budynków szkolnych"
posłanka Kępa / PiS / mówi:
"takie rozwiązanie jest dla mnie zagrożeniem moich wartości i naszej wiary"
I o jakiej tolerancji możemy mówić skoro człowiek mający 16 % poparcia obywateli - wygłasza takie komentarze , jak Pani Kępa mając 20% poparcia wyborców , może wiedzieć co na ten teamt ma do powiedzenia 80% reszty społeczeństwa.
Okopała się grupa "uzurtaporów" i robia krecią robotę decydując ZA NAS BEZ NAS.
Jolanta Paczkowska 14.11.2009 12:47
Komentarz został usunięty!
Powód usunięcia:
2009-11-14 12:47:45 Komentarz został usunięty przez:Jolanta Paczkowska
Jarosław Grondys (v.S) 14.11.2009 12:49
To też tłumacze Aleksandrze.
Ja jako katolik było nie było wychowany na tej kulturze pochodzący w miasta i dzielnicy w której są również 3 kościoły różnych wyznań nie widzę żadnego problemu by te społeczności ze sobą współdziałały i się realizowały. Ja nie mówię żeby głosować nad wyrzszością jednej wiary na drugą - ale możemy zagłosować nad tym czy;
"jesteś za świeckim charakterem budynków admnistracji państwowej"
jak nie zapytamy to się nigdy nie dowiemy co mysli na ten temat społeczeństwo
a jeżeli nie mamy pytać?
to kto ma o tym decydować?
prezydent? premier? poseł czy senator? a może partia polityczna?
Alexander Sikora 14.11.2009 13:22
Pani Jolu - dobre.. nieźle się uśmiałem.. ironia losu, jeżeli naprawdę dzisiaj młodzież tym się interesuje.. :-)
Jarku, to co teraz proponujesz - to inna sprawa.. Zastanawiam się jednak czy powinniśmy urządzać referendum w sprawie czegoś, co jest już obecnie zagwarantowane w konstytucji? Może raczej powinniśmy - tak, jak we Włoszech - zapytać Trybunał Praw Człowieka co sądzi o sprawie krzyży w polskich szkołach? Natomiast póki co powinniśmy się głośno domagać realizacji konstytucyjnej zasady tolerancji - na podstawie spokojnych i rzeczowych argumentów.
Wybrane oferty pracy: