Facebook Google+ Twitter

Przypadek Adolfa H. - możliwa prawda o nas samych

Książka dla ludzi, którzy wierzą, że zło jest nieuchronne i naznacza wybrane jednostki niczym okrutna mutacja, której na szczęście oni są pozbawieni.

Pomysł na powieść jest tyle prosty, co ciekawy. Przedstawienie dwóch alternatywnych dróg życia wychodzących z jednego punktu. Jednej, w istocie nie dramatycznie ważnej decyzji. I to dróg skrajnych do tego stopnia, że jedną dochodzi się do postaci jednego z największych zbrodniarzy w dziejach świata, a drugą do kochającego ojca, męża i wiernego przyjaciela.
 / Fot. "Przypadek Adolfa H."
Książkę czyta się bardzo przyjemnie. Schmitt potrafi odpowiednio posługiwać się słowem. Sama akcja, rozumiana jako ciąg następujących po sobie zdarzeń, nie jest tu jednak najistotniejsza. Raczej służy jako narzędzie do odmalowania człowieczeństwa i alternatywnych dróg jego realizacji. Pytanie, co stanie się dalej, nie jest tu istotne samo w sobie. Ma znaczenie o tyle, że ukazuje kolejne etapy oddalania się od siebie dróg dwóch bohaterów, czy też jednego bohatera w dwóch różnych wersjach. A wszystko to nabiera filozoficzno-deterministycznej pikanterii, kiedy uświadomimy sobie, że ścieżki ich życia rozeszły się na skutek jednego tylko zdarzenia. Zabieg jest tym bardziej interesujący i przykuwający uwagę, że Schmitt posłużył się w tym kontekście taką, a nie inną postacią historyczną. Osobą słusznie uznawaną za wcielenie zła. Zła, którego z takim natężeniu nie jesteśmy skłonni doszukiwać się w innych, ani w sobie samych. Tymczasem alternatywny Adolf H. jest człowiekiem jak każdy z nas. I równie dalekim pod każdym względem od przywódcy III Rzeszy jak
my.

Z drugiej strony, tak skonstruowany zamysł czyni powieść dość przewidywalną. Sam przez dłuższy czas oczekiwałem od książki, że mnie czymś zaskoczy. Pokonywałem kolejne akapity, licząc, że zdarzy się jeszcze coś niesamowitego. Coś, co nagle przewróci wszystko do góry nogami. Złudzenia straciłem po przeczytaniu mniej więcej trzech czwartych opowieści. Historia miała odtąd toczyć się w sposób dość łatwy do przewidzenia, dążąc właściwie do nikąd. Kończąc czytanie nie mogłem pozbyć się wrażenia, że ostatnia kropka mogła być postawiona wiele stron wcześniej, a sama historia nic by na tym nie straciła.

Nie jest to jednak główny powód, dla którego uznaję książkę za dobrą, ale nie wyśmienitą. Ważniejszy wydaje mi się fakt, że nie wywołała u mnie przemyśleń i odkryć, które prawdopodobnie miała wywołać. Nie pojmuję bowiem zła w człowieku, jako pochodnej prostych determinant genetycznych czy kulturowych. Wiem, że każdy z nas może podążyć milionem różnych ścieżek. Codziennie poddajemy się nowym wpływom, które mogą popchnąć nas do czynienia zła. Podobnie zresztą do czynienia dobra. Teza, że w każdym z nas czai się zarówno Hitler jak i Adolf H., nie jest dla mnie w najmniejszym stopniu szokująca. To w pewnym sensie umniejsza w moich oczach książkę Schmitta. Czyni z niej ciekawą opowieść opartą na interesującym pomyśle i dobrze napisaną. Nie na tyle jednak inspirującą, by zachwycić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Oczywiście, zgadzam się z Mateuszem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Domyślam się, że chodzi o to, że to już druga recenzja tej książki w ostatnich paru dniach. No cóż, chyba lepiej mieć możliwie szeroki ogląd przed ewentualnym zakupem czy wypożyczeniem. Po to między innymi pisze się recenzje. Pozdrawiam! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Eeech...Co to jakiś tydzień dobroci dla Adolfa H. ?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.