Facebook Google+ Twitter

Przywróćmy piękno polskich miast

Warszawa sama w sobie jest bardzo ładna, ma dużo zabytków i różnych malowniczych miejsc. Jednak, jak patrzę na nią bliżej, to mnie nerwica bierze.

 / Fot. W24Od tej ilości petów, papierów, śmieci, butelek, nakrętek, gazet i psich gówien. Normalnie trudno czasami przejść chodnikiem, by nie natknąć się na jakieś niespodzianki. Na prawie każdym przystanku, wszystkie okoliczne trawniki (nie wystarczy, że zadeptane dawno już zgubiły swoją trawę) obsypane petami, mimo że kosz na śmieci kilka kroków dalej. I ten okropny smród od „kominów”, które stoją pod samą wiatą i palą na okrągło, jeden za drugim. Pod Cmentarzem Powązkowskim wgnieciona pod mur odgradzający nekropolię od ulicy Powązkowskiej torba papierowa po żywności wziętej na wynos z pobliskiej restauracji. Oczywiście, kosz na śmieci również w zasięgu wzroku.

Przy każdym ruchliwym miejscu stoją osoby rozdające ulotki. Nie wiem, czy ulotki mają jakiś sens, skoro kilka kroków dalej w najlepszym wypadku pobliski śmietnik wypełniony jest nimi po brzegi, w najgorszym walają się bez ładu i składu po chodniku i okolicy. Nie mówię, że jest to wina rozdających ulotki, bo nie jest. Winni są ludzie, którzy je biorą. Podobnie jak z gazetami: jeśli stoi sobie człowiek rozdający dziennik bezpłatny, to jak nie chcę czytać, to nie biorę, starczy dla osób zainteresowanych. A jeśli biorę, to nie wywalam na dziko 10 metrów dalej. Nawet jeśli nie zgadzam się z linią programową pisma, nie demonstruję tego w taki, najgłupszy z możliwych, sposób.

Plac Zamkowy, Ogród Saski, przeciętny budynek, ścianka, płot czy nawet słupek. Co łączy wyżej wymienione? Mazajki, w uznaniu twórców „wielka sztuka”, w obiektywnym spojrzeniu bazgroły, które szpecą wszystko, na czym tylko się znajdują. Czasami wręcz zastanawiam się, w jaki sposób ktoś wszedł na miejsce, pod którym nie ma podparcia, by oznaczyć teren. Tak, oznaczyć teren, niczym egzotyczne zwierzęta w filmach dokumentalnych. Cieszyć się należy jedynie, że „artyści” ci nie robią tego w ten sam sposób jak wspomniane stworzenia.

Gdyby to jeszcze coś wyrażało, bo przecież spotyka się często prawdziwe murale, czy jak to tam się profesjonalnie nazywa. Ale jeśli ktoś ma potrzebę obwieszczenia światu, że „kocha Elę”, czy przekonać nieznanego nikomu „Bulbasa”, by „zdychał”, to nie pozostaje nic innego, jak im współczuć.

Podobnie rzecz się ma z wyrażaniem sympatii wobec klubów piłkarskich.
Spotykane często na przystankach autobusowych „Legia pany”, „J**** Widzew”, „Elana Toruń” są przykładem swojskiego systemu GPS, dzięki któremu wiemy, gdzie się znajdujemy. Ja rozumiem, gdyby chodziło o zespoły rangi Realu Madryt czy Manchester United, byłbym skłonny uznać ten sposób okazywania sympatii. Ale żeby zabijać się w imię naszych grup, które z problemami dochodzą do europejskiej ligi po to tylko, by odpaść w pierwszej rundzie rozgrywek, no to brak mi słów.

Nie jestem jakimś skrajnie fanatycznym ekologiem, nie wspinam się na kominy elektrowni. Mam jednak wrażenie, że dla naszego wspólnego dobra powinniśmy zacząć dbać o nasze otoczenie. Pozbyć się tego całego syfu, który nas przygniata, tej szarości, tego wszędobylskiego brudu. Nie potrzeba wiele, wystarczy żyć z ogólnie przyjętymi normami, bez wchodzenia w jakiekolwiek skrajności. Kto wie, może taką pracą organiczną u podstaw ruszymy tą wielką machinę, która w końcu odmieni nasz kraj. Chociaż pod względem estetycznym, by żyło się piękniej, wszystkim.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.