Facebook Google+ Twitter

Przywróćmy znaczenie słowu integracja - cz. I

Dużo mówi się o integracji w mass mediach, ja jej jednak w życiu codziennym nie widzę. Moja siostra musiała jeździć do przedszkola integracyjnego, oddalonego od miejsca zamieszkania, choć na moim osiedlu istnieje kilka przedszkoli.

Jacek Wałdoch wychodzi z wody po wyścigu w pierwszych indywidulanych mistrzostwach Gdyni w pływaniu osób niepełnosprawnych, / Fot. PAP/Barbara OstrowskaOd 10 lat jestem siostrą niepełnosprawnego dziecka. Od pięciu lat jestem wolontariuszką w Stowarzyszeniu Pomocy Dzieciom i Młodzieży Specjalnej Troski Jeden Świat. Dzięki temu mam do czynienia z osobami niepełnosprawnymi, którymi opiekuje się stowarzyszenie.

Moja praca polega głównie na tym, że przynajmniej raz w tygodniu przychodzę na zajęcia, zabawy, terapię. Bawiąc się i wspólnie pracując np. nad spektaklem teatralnym, nad scenografią do niego, mam szansę poznania problemów najsłabszych i najbardziej bezbronnych członków naszego społeczeństwa – osób niepełnosprawnych.

Słucham rozmów rodziców i specjalistów, którzy prowadzą zajęcia. Widzę warunki, w jakich osoby niepełnosprawne się spotykają. Od dłuższego czasu nie mogę pogodzić się z myślą, że ja, osoba zdrowa i sprawna, mam praktycznie niczym nieograniczony wybór spędzania wolnego czasu, zajęć pozalekcyjnych, wyjść i wyjazdów w ciekawe i atrakcyjne miejsca, a osoby pokrzywdzone przez los takiego wyboru nie mają.

Rzadko który klub osiedlowy chce je przyjąć na prowadzone tam zajęcia. Instruktorzy w klubach tłumaczą się brakiem podstawowych umiejętności w postępowaniu z osobami niepełnosprawnymi, brakiem przygotowania do pracy z nimi, barierami architektonicznymi... Na moim osiedlu klub Kaktus prowadzi zajęcia na II piętrze, bez windy.

To są powody, które uniemożliwiają, zdaniem osób pracujących w klubach osiedlowych, korzystanie z ich bogatego zaplecza technicznego i kadrowego. Co z tego, że kluby osiedlowe są świetnie wyposażone,
mają czyste, odremontowane, przestronne sale z normalnymi oknami, mają kadrę przygotowaną do prowadzenia najróżnorodniejszych zajęć, skoro z reguły wszystkie odrzucają osoby niepełnosprawne. Tak samo jest z przedszkolami i szkołami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Moja siostra z zespołem Downa uczy się w szkole specjalnej. Jednak do przedszkola chodziła tzw "integracyjnego", a przez dwa lata nawet do masowego. To masowe było lepsze. Przychodziła pani na dodatkowe zajęcia, tzw wspomaganie, i uczciwie dwie godziny na tydzień, zegarowe godziny. A w tym "integracyjnym" trzeba było wybrać albo pedagoga, albo psychologa, albo logopedę, jednego z trojga i koniec. I wybrany specjalista pracował czasem tylko 10 minut, bo dziecko się nudziło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus. Chociaż uważam, że przedszkola i szkoły integracyjne są przereklamowane. Za dużo dzieci, za mało opiekunów. Moja siostra z zespołem Downa chodzi do przedszkola specjalnego, gdzie ma zapewnioną fachową opiekę, rehabilitację i indywidualny tok nauczania.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 07.05.2009 21:49

Pani Agnieszko - nic dodać. Jest dokładanie tak, jak Pani pisze, bo kto mógłby wiedzieć to lepiej od Pani - siostry niepełnosprawnej dziewczynki i wolontariuszki w stowarzyszeniu?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.