Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4913 miejsce

Przywrócona godność królowej

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-02-27 17:09

Fascynująca biografia Marii Antoniny rzuca nowe światło na życie kontrowersyjnej francuskiej monarchini Jeśliby szukać w nowożytnej historii największych pechowców, miejsce na podium na pewno należałoby się Marii Antoninie. Historia jej zaledwie 38-letniego życia dowodzi, że urodziła się pod wyjątkowo złą gwiazdą.

Fot. mat. wydawcyKto uważał na lekcjach historii, temu postać Marii Antoniny kojarzy się ze zbytkiem, kapiącymi od złota pokojami w wielkich pałacach, brylantowymi koliami, szeleszczącymi jedwabnymi kreacjami, tysiącem służących, wystawnymi balami i pogardą wobec zwykłych ludzi. Nauczyciele często przedstawiają ją jako tę, która na wieść o umierających z głodu mieszkańcach Paryża, kazała im jeść ciastka zamiast chleba.

Tymczasem książka „Maria Antonina” autorstwa Angielki Antonii Fraser (żony pisarza Harolda Pintera, laureata literackiej Nagrody Nobla w 2005 r.), pokazuje ją jako zagubioną wśród silnych osobowości młodą dziewczynę, która miała w życiu wielkiego pecha – los uczynił ją żoną króla Francji w najmniej sprzyjających monarchii czasach. Lektura tej obszernej (652 strony, z czego ponad 70 to przypisy, źródła i indeks), ale napisanej barwnym językiem i niezwykle ciekawej biografii przekona was, że nie zasłużyła na gilotynę.

Pechowa księżniczka

Przyszła na świat 2 listopada 1755 r., jako piętnaste dziecko 38-letniej wówczas Marii Teresy, cesarzowej Świętego Cesarstwa Rzymskiego, kobiety obdarzonej wyjątkowo silnym charakterem, która jednocześnie nie miała serca dla swoich dzieci, a szczególnie dla dziewczynek. Zaniedbywała ich edukację, ucząc je głównie posłuszeństwa, sama męską ręką rządząc państwem. „Od samego początku Madame Antoine miała wartość nie jako istota ludzka, ale jako pionek w grze swojej matki” – pisze o małej arcyksiężnej Antonia Fraser.

W miarę szczęśliwe dzieciństwo Antoniny w Wiedniu i jego okolicach skończyło się, gdy na skutek zbiegu okoliczności (śmierć starszej siostry i związek „z miłości” innej siostry, ulubienicy matki), to właśnie jej przypadło w udziale małżeństwo z francuskim delfinem (następcą tronu), bezbarwnym i już otyłym Ludwikiem, które miało być potwierdzeniem sojuszu austriacko-francuskiego.

Skołowana 14-latka, którą wyrwano z sielskiego Laxenburga, nie była najlepszym materiałem na królową Francji. Dość urocza i ładna jak na ówczesne standardy, miała kłopoty z pisaniem i czytaniem, a nade wszystko nie posiadała zdolności koncentracji, co wielu niesłusznie utożsamiało z brakiem inteligencji. Biedaczka nie wiedziała też, że na jej (kolejne) nieszczęście 15-letni delfin był wychowywany przez ludzi, którzy wpajali mu nieufność wobec Austrii i Austriaków. Tymczasem nadzieje związane z jej zamążpójściem wiązano olbrzymie. „Księżniczkę wydaną za mąż do obcego kraju czekał los zakładniczki – rzeczy posiadanej. Oczekiwano od niej także, że będzie ambasadorem swojego kraju” – pisze Fraser.

Rzeczywiście, życie w Wersalu nie przypominało bajki. Nam, współczesnym, pewnie trudno w to uwierzyć, ale członkowie królewskiej rodziny traktowani byli jak żywe muzealne okazy. W każdej chwili jej przedstawicielom, w tym również Marii Antoninie, towarzyszyła ciżba służących, urzędników, a nawet ciekawskich Francuzów, np. sprzedawczyń ryb, mających wolny wstęp do Wersalu. „Nakładam róż i myję ręce na oczach całego świata” – mówiła księżniczka o swoich codziennych zajęciach.

Nie to było jednak głównym utrapieniem Austriaczki. Jak uczyła ją matka, jej zadaniem było urodzenie następcy tronu. Problem polegał na tym, że jej mąż nie kwapił się z wypełnianiem małżeńskich obowiązków, co było złośliwie wytykane przez rozmaitych pamflecistów oraz przez Marię Teresę, która oskarżała córkę w listach o niezdolność obudzenia w nim seksualnej namiętności. Taka sytuacja trwała aż siedem lat! W końcu Ludwik – dobry i inteligentny człowiek, ale słaby, spokojny i niezdecydowany – wtedy już król Francji, przemógł się i przynajmniej ten kłopot spadł z głowy Marii Antoniny. Królowa urodziła w sumie czwórkę dzieci, dwie córki i dwóch synów, z których tylko dwójka ją przeżyła.

Znienawidzona Austriaczka

Nieoczekiwanie dla nich samych, bo aranżowane małżeństwa rzadko były szczęśliwe (stąd powszechne wówczas i akceptowane pod pewnymi warunkami romanse), związek Ludwika XVI i Marii Antoniny był dość udany, a małżonkowie, nawet jeśli się nie kochali, to darzyli się wielkim szacunkiem.

Niestety, kiedy w życiu prywatnym Marii Antoniny zapanował spokój, przerywany tylko zmartwieniami dotyczącymi zdrowia dzieci, nad monarchią zawisły czarne chmury. Państwo francuskie stało na skraju bankructwa, do czego oczywiście przyczyniła się rozrzutność dworu, ale również nieumiejętne zarządzanie, zbyt duże przywileje arystokracji i finansowanie obcych wojen, np. amerykańskiej wojny o niepodległość.

Kozłem ofiarnym i sprawczynią wszelkich nieszczęść miała stać się właśnie Maria Antonina, „ta Austriaczka”, jak pogardliwie się o niej wyrażano. Francuzi, którzy kiedyś wiwatowali na jej cześć, teraz darzyli ją otwartą wrogością, do czego przyczyniły się niestety ówczesne gazety i dziennikarze – przy nich nawet współczesna prasa brukowa jawi się jako ostoja bezstronności. Bez ogródek oskarżano ją o rozwiązłość (tymczasem, jak dowodzi Fraser, królowa miała tylko jednego kochanka, przystojnego Szweda Fersena, który do tego okazał się jej najbardziej lojalnym przyjacielem), stosunki lesbijskie, pijaństwo, knucie przeciwko Francji, wyprowadzanie pieniędzy z kasy państwowej, ukrywanie mąki, nienawiść wobec Francuzów i wszelkie inne zbrodnie, które zdołano wymyślić. Publikowano również pornograficzne powieści, sztuki czy wiersze na jej temat. Od wyrażeń w nich zawartych nawet współczesnemu czytelnikowi zwiędłyby uszy.

Z podniesioną głową

Zdruzgotana nieprawdziwymi oskarżeniami, załamana śmiercią syna i córki oraz pogłębiającą się depresją króla, przedwcześnie osiwiała Maria Antonina starała się robić co w jej mocy, by uratować rodzinę przed rewolucyjną zawieruchą, która rozprzestrzeniła się na całą Francję, jednak koło historii okazało się dla niej bezlitosne.

Po nieudanej ucieczce z Paryża, uwięzieniu przez rewolucyjnych przywódców w pałacu Tuileries, obaleniu monarchii, już jako zwykła Antonina Capet, była królowa Francji, straciła najpierw ukochaną przyjaciółkę, której głowę obnoszono na kiju po Paryżu, a potem męża, skazanego na śmierć za zdradę stanu. Kiedy ją samą uwięziono w zawilgoconej celi, było jej już właściwie wszystko jedno. Do końca jednak nie straciła wrodzonej godności, świadkowie jej śmierci na gilotynie (16 października 1793 r.) wspominali, jak pisze Antonia Fraser, że na szafot szła z podniesioną głową, jak na księżniczkę przystało.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

To skąd takie stereotypy? I dlaczego teraz ktoś chce zmienić je i w oparciu o co? O prawdę historyczną? A gdzież ona była do tej pory???

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.