Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

33540 miejsce

PŚ w Engelbergu: Polska tęsknota za lepszymi skokami

Skok Piotra Żyły z pierwszej serii niedzielnego konkursu w Engelbergu był jedynym miłym momentem nieudanego weekendu polskiej kadry w Szwajcarii. Obraz polskich skoków wciąż się nie zmienia – jest źle i trudno szukać w nim pozytywów.

 / Fot. Tadeusz Mieczyński [CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia CommonsPowoli staje się rzeczą nużącą pisanie o wyczynach polskich skoczków w pierwszych kilku tygodniach pucharowej rywalizacji. Nasi zawodnicy jak dotąd zawodzą na całej linii, a ich obecnych wyników z tymi sprzed roku nawet nie sposób porównywać. Uśmiech na twarzy kibica przynoszą choćby najmniejsze oznaki poprawy formy u polskich zawodników - jak dobre skoki w seriach treningowych czy kwalifikacjach. Nie mówiąc już o tych w zawodach, które liczymy na palcach jednej ręki.

Żyła niestabilny, ale wciąż najlepszy

Dziś na taką miłą odmianę liczyliśmy w przypadku choćby jednego zawodnika. Mowa o Piotrze Żyle, który z różnym skutkiem próbuje przykryć białą płachtą ciemny obraz polskich występów w PŚ. W niedzielnym konkursie w Engelbergu był bardzo bliski ukończenia go w pierwszej dziesiątce, ale u Wiślanina powtarza się ten sam problem co poprzednio – Żyle brakuje regularności.

W pierwszej serii Piotr odpalił petardę. Poleciał aż 138,5 metra, co na półmetku dało mu miejsce w czołowej dziesiątce. Wreszcie na twarzy Polaka zawitał uśmiech. Do niego także oko puściło szczęście. Krótko przed jego skokiem warunki na skoczni zmieniły się diametralne, co pozwoliło na oddanie bardzo dalekich lotów. Żyła to wykorzystał.

To jednak były miłe złego początki. Do siódmego na półmetku zawodów, polskiego zawodnika w drugiej serii wkradła się nerwowość. Na tyle mocno, że wylądował aż o 15 metrów krócej względem pierwszej próby. Żyła wciąż w wywiadach powtarza, że priorytetem dla niego jest oddanie normalnych skoków. Co to oznacza? - Piotrka stać na zajmowanie miejsc w czołowej dziesiątce w każdych zawodach - twierdzi Łukasz Kruczek. Dziś znów jeden ze skoków Piotra nie był "normalny". Żyła zajął ostatecznie 15 miejsce.

W oczekiwaniu na Stocha

Niemniej jednak 27-latek trochę przyćmił swoim występem wyczyny pozostałych członków kadry Łukasza Kruczka. Poza nim bowiem żaden nie zakwalifikował się do drugiej serii. Stefan Hula był 34., Klemens Murańka 40., a Jan Ziobro, który, zdawało się, wreszcie wraca na właściwe tory po wczorajszym konkursie, dziś był dopiero 36. - To ciężka sytuacja dla Polaków, przed Turniejem Czterech Skoczni. Ta forma nie jest taka, jaka powinna być - uważa Adam Małysz.

Polacy opuszczają Engelberg ze spuszczonymi głowami. Gdy po pierwszych weekendach nasi skoczkowie skakali poniżej swoich możliwości, uspokajano, że przed świętami wszystko wróci do normy. Rzeczywistość jest jednak brutalna - nie ma żadnej poprawy, a nadzieje na przyzwoite wyniki wiąże się tylko z Piotrem Żyłą. I to wszystko na sześć dni przed TCS-em, który polskiej kadrze w momentach załamania formy przynosił jeszcze więcej problemów.

Powrót Kamila Stocha może tę trudną sytuację zmienić, ale - trzeba to podkreślić - wcale nie musi. Nie ma przecież pewności, że podwójny mistrz olimpijski z marszu wkroczy do czołowej dziesiątki zawodów. A tylko sukces jednego z biało-czerwonych może naładować kadrę pozytywną energią. Obecnie najlepsi zawodnicy Pucharu Świata odstają od reszty stawki. Było to wyraźnie widoczne podczas minionego weekendu w Engelbergu. Króluje Roman Koudelka, który dziś odniósł swoje trzecie w tym sezonie zwycięstwo.

- Skoki są wciąż sportem indywidualnym i do każdego zawodnika podchodzi się inaczej. Czasami rozwiązanie problemu przychodzi od osób, które tylko z zewnątrz obserwują kadrę. Może być tak, że trenerzy, którzy spędzają sporo czasu ze swoimi podopiecznymi, nie zauważają czasem drobnych błędów, które mają wpływ na skoki – uważa Adam Małysz.

Gdyby jednak Kamil nic nie stracił ze swojej ponoć dobrej formy, jaką prezentował przed rozpoczęciem obecnej kampanii, Piotr Żyła złapał regularność, a do tego duetu dołączył trzeci, regularnie punktujący zawodnik, inaczej patrzyłoby się na naszą kadrę.

Według Małysza to Żyła mógłby obecnie pociągnąć grupę do przodu. - Dobry wynik pomógłby mu pod względem psychicznym w kolejnych startach. Może to w nim chłopcy znajdą lidera, gdy nie ma Kamila? - zastanawia się czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli.

Poskaczą w Wiśle

Przed naszymi zawodnikami Mistrzostwa Polski, które we wtorek odbędą się na skoczni w Wiśle. Kierownik obiektu i prezes Śląsko-Beskidzkiego Związku Narciarskiego, Andrzej Wąsowicz, kontaktował się wczoraj z Rafałem Kotem, zapewniając, że od jutra obiekt będzie dostępny do dyspozycji naszej kadry. To bardzo dobra wiadomość - Łukasz Kruczek niedawno ubolewał nad tym, że oprócz Wielkiej Krokwi w Zakopanem nie ma żadnej skoczni, na której można odbyć normalny trening. Czy więc jutro nasi zawodnicy poskaczą we Wiśle? Tego nie wiadomo. Kruczek w obliczu problemów zachowuje chłodną głowę.

- Stoimy na ziemi twardo. Róbmy swoje, krok za krokiem. W takiej sytuacji jakiej jesteśmy to gwałtowna chęć przyspieszenia może nie spowodować, że to znowu uderzy. Trzeba spokojnie to wyprowadzić, ale wiem, że czasu jest mało. Każdy by chciał, już, już. Tym bardziej, że jesteśmy w Engelbergu. Tak jak widać, wszystkie próby przyspieszania ze strony samych zawodników i nas kończą się tym, że kolejny konkurs nie wychodzi lepiej – mówił szkoleniowiec serwisowi "Eurosport.onet.pl".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.