Facebook Google+ Twitter

PŚ w Lillehammer - podsumowanie

Adam Małysz zajął trzecie miejsce na olimpijskiej skoczni Lysgårdsbakken w Lillehammer. Ponownie na najwyższym stopniu podium stanął Simon Ammann, a drugi był Gregor Schlierenzauer. Kamil Stoch zajął 10. pozycję.

"A miało być tak pięknie", "Jesteśmy trochę zawiedzeni" - to tylko niektóre ze słów dziennikarzy i nie tylko, po dzisiejszym konkursie w Lillehammer. Moja reakcja jednak nie będzie podobna. Dlaczego? Trzecie miejsce Adama Małysza to bardzo dobry wynik, biorąc pod uwagę warunki w jakich skakał, a także formę, jaką dysponuje Polak ostatnimi czasy. Czy dokładnie rok temu taki rezultat obstawialibyśmy jako pewniak? Szczerze powiedziawszy byłoby to wątpliwe. Owszem, po kilku konkursach pewnie wielu kibicom znudziło się podziwianie tego samego zawodnika na pierwszym miejscu. Wielu też wierzyło, że to właśnie Adam Małysz zepchnie dziś Ammanna z najwyższego stopnia podium. Szwajcar pokazał, iż jest do pokonania w zawodach i przez chwilę wydawało się, że tak się stanie właśnie na olimpijskiej skoczni.

Tak jak trzy dni temu w Kuopio, również na Lysgårdsbakken pierwsza seria nie powalała na kolana. Skoki w granicach punktu konstrukcyjnego dawały nie tylko przepustkę do drugiej kolejki, ale także plasowały zawodników wysoko w czołówce. Pierwszym mocnym akcentem było 130,5m Austriaka Davida Zaunera. Kolejnym i jakże ważnym dla nas - skok Małysza. Jak zwykle kapitalne wyjście z progu, wysoka parabola lotu nad i lądowanie… na 135,5 metrze. Oczywiście prowadzenie w konkursie. Bardzo dobre 132m uzyskał Gregor Schlierenzauer, ale i tak cała uwaga była skupiona na Ammannie. 135m - co oznaczało „dopiero” drugie miejsce i 1,7 pkt. straty do Adama. Jeszcze większe emocje miały dopiero nadejść.

Druga seria, "wyższa" platforma startowa i dłuższe skoki. Bardzo dobrą próbę zaliczył Kamil Stoch. Zawodnik AZS-u Zakopane osiągnął aż 130m, co w ostatecznym rozrachunku dało mu miejsce na koniec pierwszej dziesiątki (po pierwszej kolejce był 16.). Jednak wszyscy czekaliśmy na pierwszą trójkę. Najpierw Schlierenzauer - 132,5m, skrzywiona mina po lądowaniu, ale objęcie prowadzenia. Następnie Ammann. Jeśli chciał wygrać, musiał skoczyć dalej. 133,5m to był świetny lot, jednak coś nie "grało". Warunki zaczęły się pogarszać i każdy następny skok był premiowany większą ilością punktów. Wydawało się jednak, że teraz nie ma to żadnego znaczenia. Wreszcie Adam. Na belce trochę napięty, czeka… i ruszył. Po wyjściu z progu wyglądało to jeszcze dobrze, ale w końcówce wiatr dał bardzo we znaki Polakowi. 127,5m i pewne podium, jednakże, jak wcześniej wspomniałem, wielu liczyło na więcej. Ammann cieszył się chyba jeszcze bardziej, niż w Kuopio i nie ma się czemu dziwić - to nie było przekonywujące zwycięstwo. Również, co ważne, wcale nie jest powiedziane, że w Oslo będzie ponownie mocny. Chociaż dzisiejszym zwycięstwem Szwajcar zapewnił sobie Kryształową Kulę za zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Małysz zaś wyprzedził Wolfganga Loitzla - jest w tej chwili piąty, ale wszystko wskazuje na to, że zakończy sezon na tej właśnie pozycji.

Pozostali nasi reprezentanci spisali się poniżej oczekiwań. Stefan Hula uzyskał 118,5m, co dało mu 35. lokatę, a Łukasz Rutkowski osiągnął tylko 109m i zajął 49. miejsce.

Pucharowa karuzela powoli dobiega końca. Już w niedzielę ostatnie zawody na przebudowanej Holmenkollen, w której Adam Małysz jest w stanie powiększyć swój dorobek zwycięstw na tym właśnie obiekcie (ma już ich pięć). Nie mam co do tego wątpliwości, iż "Orzeł z Wisły" nie zapomniał jak się wygrywa i mam nadzieję, że mocnym akcentem pożegna Puchar Świata.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.