Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9124 miejsce

Pseudopacjenci Rosenhana - jak łatwo zostać schizofrenikiem

"Zdrowy w chorym otoczeniu'' - tak brzmiał tytuł pracy prof. Rosenhana, opublikowanej w magazynie naukowym "Science''. Mowa w niej o ośmiu uczestnikach niebywałego dotąd eksperymentu, który po opublikowaniu nieźle wstrząsnął psychiatrią.

W otchłani chłodu / Fot. a.skulskiProf. David Rosenhan był amerykańskim profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanford i już w 1968 roku jako 40-latek zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem ,,normalnym'' i kimś potocznie nazywanym ,,wariatem''. Aby poszukać odpowiedzi na to pytanie zorganizował on 4-letnie badania, które przeszły do historii psychologii, jako „Eksperyment Rosenhana”. W tej iście szerlokoholmskiej pracy towarzyszyło mu 7 osób (czterech mężczyzn i trzy kobiety): trzech psychologów, jeden lekarz pediatra, student psychologii, malarz i gospodyni domowa. Francuski filozof Michel Foucault po zakończeniu badań życzył Rosenhanowi ,,Nagrody Nobla za humor naukowy''...

Plan Rosenhana wydawał się w miarę prosty i miał odpowiedzieć na pytanie, jak długo psychiatria będzie potrzebowała aby orzec, że w przypadku tej ósemki ma do czynienia z ,,normalnymi'' ludźmi, którzy faktycznie nigdy wcześniej nie mieli żadnych form tzw. zaburzeń psychicznych. ,,To pytanie nie jest ani niepotrzebne, ani zwariowane'' napisze on później we wspomnianej publikacji. ,,Nawet jeżeli jesteśmy osobiście przekonani, że potrafimy rozgraniczyć, co jest normalne, a co nienormalne, to nie ma na to przekonywujących dowodów.''

Co prawda Księga Diagnostyczna (DSM) Zjednoczenia Psychiatrów Amerykańskich dzieli pacjentów na kategorie według symptomów, co ma umożliwić odróżnienie osoby zdrowej od ,,chorej psychicznie'', ale w Rosenhanie pojawiło i umocniło się zwątpienie w sens tak stawianych diagnoz. Stwierdził on, że ,,choroba psychiczna'' nie jest diagnozowana na bazie obiektywnych symptomów, a na subiektywnym postrzeganiu ,,pacjenta'' przez obserwującego lekarza. Wierzył, że do rozjaśnienia problemu przyczyni się właśnie jego eksperyment, w którym sprawdzone będzie, czy ludzie nigdy nie cierpiący na żadne ,,choroby psychiczne'' zostaną w szpitalu rozpoznane, jako zdrowe i jeśli tak, to na jakiej zasadzie to się odbędzie.

Przygotowania do eksperymentu

Wyglądały zawsze tak samo: pan profesor oraz współuczestnicy projektu przez kilka dni nie myli zębów, panowie się nie golili, następnie pseudopacjenci ubierali się w nieco przybrudzone ciuchy, pod fałszywym nazwiskiem umawiali telefonicznie z wybraną kliniką psychiatryczną i krótko po tym pojawiali się tam twierdząc podczas przyjęcia, że... słyszą głosy. Było to oczywiście nieprawdą, tak jak nieprawdziwe były podane przez nich nazwiska i zawody. Mało tego, nawet opisywane przez pseudopacjentów ,,głosy'' nie miały odniesienia do znanych w psychiatrii opisów, gdyż nie ma głosów ,,pustych'', ,próżnych'' i ,,głuchych'', jak to z premedytacją przedstawili uczestnicy eksperymentu w pierwszej rozmowie z lekarzem...

Po diagnozie, która w siedmiu przypadkach brzmiała ,,schizofrenia'', a w jednym ,,zespół depresyjno-maniakalny'', nasi ,,pacjenci'' zaczynali zachowywać się już tak, jak na co dzień w normalnym życiu, o głosach więcej nie wspominali, przestrzegali regulaminu, byli kooperatywni wobec lekarzy i personelu oraz mili i rzeczowi w swoich wypowiedziach. Ich zadaniem było przecież jak najszybsze przekonanie lekarzy i personelu szpitalnego o swoim zdrowiu psychicznym i wyjście z kliniki bez pomocy z zewnątrz.

Jak się szybko okazało ich wzorowe zachowanie nie zmieniło niestety postaci rzeczy, a raz wypowiedziana diagnoza okazała się już nieodłączną i stygmatyzującą etykietą pacjenta. Naukowcy z niepokojem obserwowali nagminnie pojawiającą się psychiczną i fizyczną brutalność personelu wobec hospitalizowanych. Eksperyment okazał się więc już w początkowej fazie bardzo niebezpieczny, przez co część jego uczestników poczuła wyraźny strach ,,przed pobiciem lub gwałtem''. W efekcie tych pierwszych doświadczeń do projektu dokooptowano prawnika, z którym ustalono plan ewentualnego działania na wypadek okaleczenia lub śmierci któregoś z uczestników eksperymentu i dopiero wtedy grupa ,,ruszyła'' na kolejne kliniki. Ogólnie eksperyment przeprowadzono w 12 szpitalach, po części tych starszych, o ściśle konwencjonalnym podejściu do ,,pacjenta'', a po części w nowoczesnych, nastawionych badawczo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

A TU ZAMYKA SIĘ CAŁĄ NIE WYGODNĄ RODZINĘ W ZAKŁADZIE PSYCHIATRYCZNYM: http://konserwatysta100.salon24.pl/176156,bielska-psychuszka-psychiatryczni-lowcy-skor

Komentarz został ukrytyrozwiń

A tu opowieść o tym, jak to kolonijni opiekunowie bez wiedzy rodziców zawieźli ośmioletniego chłopca do szpitala psychiatrycznego - http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6986863,Wsadzili_osmiolatka_do_psychiatryka_za_kare_.html?utm_source=RSS&utm_medium=RSS&utm_campaign=4189158

Komentarz został ukrytyrozwiń

Udało mi się wygrzebać książkę Paulo Coelho i znaleźć cytat, w ktorym Monika (główna bohaterka) rozmawia z panem doktorem-dyrektorem_szpitala psychiatrycznego na temat krawata... i Schizofrenii ogolnie ;-)... Dołącam więc ten ciekawy (moim zdaniem) fragment jako "komentarz bez komentarza":

CYTAT:
- Czy ta choroba jest uleczalna? - zapylała (Monika - przyp. A.S.) z nadzieją, że dowie się czegoś więcej o schizofrenii.
- Można nad tym zapanować. Jeszcze nie wiadomo dokładnie, co dzieje się w świecie obłędu, wszystko w tej chorobie jest nowością, więc teorie zmieniają się z każdą dekadą. Schizofrenik to człowiek, który przejawia naturalną skłonność do izolowania się od świata, aż w końcu jakieś zdarzenie - poważne lub błahe, w zależności od przypadku - sprawia, że tworzy sobie własną rzeczywistość. Ten proces może ewoluować, aż do osiągnięcia stanu całkowitej nieobecności, którą nazywamy katatonią, albo może nastąpić polepszenie, a wtedy pacjent jest w stanie pracować i praktycznie, prowadzić normalne życie. Wszystko zależy wyłącznie od otoczenia.
- Tworzy sobie własną rzeczywistość - powtórzyła Weronika. - A czym jest rzeczywistość?
- Tym, czym powinna być zdaniem większości. Niekoniecznie tym, co najlepsze ani najbardziej logiczne, ale tym, co odpowiada zbiorowemu żądaniu. Czy widzisz, co mam na szyi?
- Krawat.
- No właśnie. Twoja odpowiedź jest logiczna i rzeczowa, w pełni zgodna z odpowiedzią normalnego człowieka: krawat! Jednak wariat powiedziałby, że mam na szyi kawałek kolorowego materialu, śmieszny, niepotrzebny, zawiązany w jakiś skomplikowany sposób, który utrudnia ruchy głową i zmusza do większego wysiłku przy oddychaniu. Moment nieuwagi przy wentylatorze może sprawić, że uduszę się przez ten kawałek materiału.
Gdyby jakiś szaleniec zapytał mnie, do czego służy krawat, musiałbym odpowiedzieć: absolutnie do niczego. Nie jest nawet ozdobą, bo dziś stał się symbolem wyobcowania albo dominacji, albo pewnego rodzaju nieufności. Jedyny prawdziwy z niego użytek mamy wtedy, gdy wracamy do domu i zdejmujemy go z poczuciem uwalniania się od czegoś, nie bardzo wiadomo, od czego.
Ale czy uczucie ulgi usprawiedliwia sens istnienia krawata? Nie. Mimo to, gdybym zapytał wariata i osobę normalną, co to jest, za zdrowego uznano by tego; kto odpowie: krawat. I nieważne kto ma rację, ale ważne, kto wykazał się zdrowym rozsądkiem.
KONIEC CYTATU...

Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

No tak, po co?
Zaczęłam szukać odpowiedzi na pytanie, jakie zadania mają właściwie spełniać szpitale psychiatryczne?
http://www.zdrowie.com.pl/medycyna/psychologia/426-jakie-zadania-maja-spelniac-szpitale-psychiatryczne

Czy to nie jest tak, że człowiek intuicyjnie broni się przed psychiatrami?
„Przeprowadzone przez TNS OBOP badania opinii publicznej pokazują, że Polacy niechętnie korzystają z pomocy psychiatry. Jako główny powód podają wstyd i obawę przed opinią otoczenia”.
http://www.odnalezcsiebie.com.pl/

Po Twoich artykułach, Andrzeju, dojdą z pewnością jeszcze inne powody.
To trzeba koniecznie zobaczyć: http://anty-psychiatria.info/index-Dateien/Page973.htm#Psychiatria%20cz%201

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety też nie mam tej książki. Powyższy fragment przepisałam już dawno temu... : (

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jolu... Dziękuję za informację o dyskusji nt. artykułu w ,,Polityce''... Rzeczywiście jej nie dostrzegłem i z góry przepraszam, że zazwyczaj nie biorę udziału w toczących się tu, często ciekawych dyskusjach, ale nie zawsze starcza mi na to czasu.

Twoje pytanie, dotyczące okresowych badań dla psychiatrów uważam za wiecej niz rozsądne, tylko na dzien dzisiejszy... kto miałby ich badać i po co? Wiadome jest (dla mnie i dla wielu innych), że psychiatria jest pseudonauką, niektórzy twierdzą wręcz (z czym i ja się zgadzam), że jest ona przedłużeniem inkwizycji, więc historia tej ,,dziedziny medycyny'' (jak również sens istnienia jej) jest conajmniej wątpliwa; powstała ona (psychiatria) po tym, kiedy ludzie przestali, jak szaleni ;-), biegać do spowiedzi widząc w końcu, że ,,wyspowiadanie się'' choćby na temat sąsiadki, która ,,ma jakieś dziwne kontakty z nadprzyrodzonymi siłami'', nieuchronnie kończyło się jej publicznym spaleniem na stosie, a jej dzieci (jeśli takowe miała) kończyły swoje życie we wrzątku (niestety stąd bierze się określenie na niesforne dzieciaki: ,,w gorącej wodzie kąpane''...

Dzisiaj na stosach palić już nie wolno, a i ostatnie kapiele we wrzątku odnotowano w 1712 roku w Szwajcarii; w dobie tzw. humanizmu zaczęto używać do ,,rozpoznania''/izolowania (inaczej postrzegających rzeczywistość) różnych nazw chorób na te ,,kontakty z innym światem'' i takich ludzi zabija się dzisiaj chemicznie (nie bójmy się tego sowa!), na co psychiatria ma nawet prawne przyzwolenie... Więc temat-rzeka, a badanie oprawców? ...No cóż... Miejmy nadzieję, że tak, jak nasi przodkowie przestali wierzyć inkwizycji i my przestaniemy wierzyć psychiatrii... Wtedy niestety psychiatria/teologia wymyśli (i pewnie ma już przygotowany Plan B) coś nowego... I tak w kółko Macieju, aż zwycięży zdrowy rozsądek, który już tylko od nas samych zależy...

Pozdrawiam serdecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dzięki wielkie za miłe słowa i Tobie Livio za cytat z książki Paulo Coelho. Niestety już jej nie mam, a chętnie wkleiłbym tu jeszcze fragment, w którym pada pytanie do p. Doktora: "Czym dla pana jest krawat?" ...Pozdrawiam! (Może Livia znajdzie chwilę, żeby ten fragment ,,dołożyć''?)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł daje do myślenia. Daje 5

Livio to piękna historia. Dziękuje że ją tu umieściłaś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zaciekawiło mnie, jak długo, bez uszczerbku na swoim zdrowiu psychicznym, może pracować lekarz w szpitalu psychiatrycznym i czy jest diagnozowany (badania okresowe?), a jeśli tak, to przez kogo, no bo skoro ma miejsce taki dialog...
"Pacjent: Przepraszam, panie doktorze... Mógłby mi pan powiedzieć, kiedy będę mógł skorzystać z możliwości spaceru w ogrodzie?
Lekarz: Dzień dobry Dave. Jak się pan dzisiaj czuje? (Lekarz odchodzi nie czekając na odpowiedź...)".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.