Facebook Google+ Twitter

PSG - dzieło jeszcze niedokończone

Mecz z Valencią potwierdził stereotyp roztaczany nad zespołem Carlo Ancelottiego - klasowi zawodnicy nie tworzą klasowej drużyny. - Wyeliminowanie PSG wcale nie było niemożliwe - przyznał trener gości Ernesto Valverde.

Zawodnicy PSG po zwycięstwie z Valencią / Fot. EPA/GUILLAUME HORCAJUELOAjaccio, Lorient, Bordeaux, Saint-Etienne, Rennes - te zespoły wywoziły co najmniej punkt z Parc des Princes, które w tym sezonie wcale nie jest twierdzą nie do zdobycia.

Valencia, bez Rami’ego, Ricardo Costy i Joao Pereiry, za to z Jeremy'm Mathieu na stoperze (nominalny lewy obrońca) i dość asekuranckim tercetem w środku pola Albelda-Parejo-Tino Costa, nie zaczęła od hurra ataków. W pamięci miała to, że losy pierwszego meczu rozstrzygnęły się w pierwszej połowie i tylko dzięki nadspodziewanie udanej końcówce złapała kontakt z rywalem.

PSG nie wzięło przykładu z Borussii, która nie dała dojść do głosu Szachtarowi, i obrało strategię pt. "bronimy tego, co mamy". - Wiemy, że bez niego musimy pracować więcej - mówił Ezequiel Lavezzi wiadomo o kim. Statystyki mówią, że jeśli Jego Królewska Mość Zlatan Ibrahimović nie wybiega na boisko, Paryżanie nie wygrywają, a i tak mocno podupadłe wrażenie artystyczne spada do rangi żmudnego rzemiosła.

Wzajemne testowanie obu ekip trwało 45 minut. Gospodarze poruszali się ekonomicznie, jedynym przejawiającym oznaki życia był regularnie ogrywający Barragana (żadna tam sztuka) Javier Pastore, ale jego wysiłki kończyły się na dośrodkowaniach. Goście mimo optycznej przewagi nie potrafili stworzyć sytuacji, wolno wymieniali piłkę. Bardzo nieprecyzyjny był mający największy potencjał w kreowaniu akcji Costa, ale specjalnie nikt mu nie pomógł. 36-letni Albeda, ostatni "żywy" świadek świetlanych czasów Valencii, to nadal największy dżentelmen wśród defensywnych pomocników regularnie kolekcjonujących żółte kartki, ale z kopaniem piłki do przodu już jest problem.

Po przerwie coś drgnęło. Po problemach z opanowaniem piłki Matuidi'ego Jonas uderzył tuż przy słupku. Lider Ligue 1 wyrównał po akcji, która nie miała nic wspólnego z czymś takim jak zgranie, zrozumienie. Wykorzystanie przypadkowej sytuacji, w dodatku na raty - nic ponadto.

Nadużyciem byłoby stwierdzenie, że w końcówce bramka wisiała w powietrzu. W odróżnieniu od innych eksportowych drużyn La Liga Nietoperze umiarkowanie radzą sobie w ataku pozycyjnym, preferują krótkie, szybkie akcje. Wczoraj brakowało przyspieszenia, Roberto Soldado trudno było urwać się wybornie spisującemu się brazylijskiemu duetowi Alex-Thiago Silva. Na nic festiwal rzutów rożnych (13), 59 proc. posiadania piłki - defensywy gospodarzy nie udało się rozciągnąć.

PSG, które w krótkiej erze szejka Khelaifi'ego jeszcze nie mierzyło się z ekipą ze ścisłej europejskiej czołówki, melduje się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów pierwszy raz od 18 lat. Z wyjściowej jedenastki, która wywalczyła awans, jego smak znają tylko Silva, Alex, Maxwell i Motta.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.