Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2812 miejsce

"Psia Kość" z kocim pazurem, czyli o pewnej lecznicy

Kto dba o swoje zwierzęta, ten wie, co dla czworonożnego przyjaciela znaczy dobra opieka weterynaryjna. Kto miał kontakty z lekarzami weterynarii, ten wie, że z tą opieką bywa różnie, a czasami nawet bardzo różnie...

 / Fot. Ewa ŁazowskaWłaścicieli lecznicy weterynaryjnej "Psia Kość" poznałam przed kilkoma laty w dramatycznych dla mnie okolicznościach. Ewidentne zaniedbania i zlekceważenie objawów cukrzycy u mojej suni Buby przez pewnego weterynarza spowodowały konieczność podjęcia próby ratowania psa w innej lecznicy, czyli w "Psiej Kości". Mimo wysiłków weterynarzy z tej placówki psa nie udało się już uratować, ponieważ choroba poczyniła w organizmie Buby ogromne spustoszenia.

Moja sunia odeszła za Tęczowy Most, ale z "Psią Kością" z racji opiekowania się gromadką kotów kontakty utrzymuję do dzisiaj. Dlaczego? Ano dlatego, że w ciągu sześciu lat mojej z tą lecznicą znajomości nigdy nie zdarzyło się, by moje futrzaki zostały tam potraktowane w sposób lekceważący i nieprofesjonalny. Po prostu w tej lecznicy nie patrzy się na zwierzęta, które potrzebują pomocy weterynaryjnej, jako na źródło sporej na ogół kasy, ale się je leczy i diagnozuje przy zastosowaniu nowoczesnej aparatury medycznej. Załoga "Psiej Kości" to czworo młodych ale doświadczonych lekarzy, dla których zawód weterynarza to nie tylko sposób na zarabianie pieniędzy, ale także, a może przede wszystkim, pasja ratowania chorych zwierząt; nieraz zwierząt bardzo chorych.

 / Fot. Ewa ŁazowskaGdyby nie upór tych lekarzy w ratowaniu znanej czytelnikom Nurki vel Ślepotki, czy choćby mojej innej kotki, Głucholki, pewnie futrzaków tych już dawno nie byłoby na świecie. Gdyby nie świadczona bezpłatnie opieka tych lekarzy nad kotami z działek, prawdopodobnie populacja działkowych kotów spadłaby do zera.

Poznaj historię Nurki vel Ślepotki:


Nurka z podwórka i inne koty
Nurka vel Ślepotka poznaje świat i najbliższe otoczenie


W "Psiej Kości" bywam dosyć często, a te wizyty nie zawsze i niekonieczne związane są li tylko z chorobami moich kotów. Po prostu lekarze w tej lecznicy, mimo ogromnej liczby pacjentów na czterech łapach, zawsze znajdą chwilę czasu, by porozmawiać o sprawach odnoszących się do - najogólniej rzecz ujmując - stosunku społeczeństwa do naszych braci mniejszych w rozmaitych tego stosunku przejawach; również takich, które świadczą, że z tą miłością do czworonożnych przyjaciół bywa różnie. I poprzecznie, i podłużnie - jak zwykł mawiać pewien domorosły filozof.

 / Fot. Ewa ŁazowskaKtoś może zadać pytanie - dlaczego napisałam tę "laurkę" na temat "Psiej Kości"? Pretekstem do jej napisania była moja wczorajsza wizyta z Nurką w tej lecznicy. O przyjaznej atmosferze, panującej w przychodni dla zwierząt państwa Agaty i Marcina Klimczaków, niech zaświadczą te zdjęcia, wykonane przeze mnie komórką w trakcie wspomnianej wizyty. Wynika z nich niezbicie, że nie tylko lekarz weterynarii był z niej zadowolony, ale także kocia pacjentka - czyli Nurka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Jutro odbieram z innej, łódzkiej lecznicy - wysterylizowaną, bezdomną kotkę z działek. Bardzo jestem ciekawa czy tamta lecznica przynajmniej w połowie jest tak dobra jak opisana przeze mnie w materiale.

Komentarz został ukrytyrozwiń

I jak tu nie chwalić "Psiej Kości"?. Wczoraj na działkach błąkał się mały kotek, niestety chory. Dał się złapać, więc zaniosłam go do lecznicy. Jeden z akurat dyżurujących weterynarzy kota zbadał , zaaplikował mu antybiotyki, wyczyścił uszy zainfekowane świeżbowcem, odpchlił i... nie wziął za to złotówki. I jak tu nie chwalić tej lecznicy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aniu! Może warto rozejrzeć się w Twoim miejscu zamieszkania i zmienić lecznicę. W tym fachu, jak prawie w żadnym innym, decyduje jednak konkurencja. Domyślam się, że to tej lecznicy masz najbliżej i to jest wygoda dla Ciebie i Twoich kocinek, ale czasem warto zadać sobie większy wysiłek (no trochę większy) i taką niemiłą lecznicę wymienić na inną. Ja mam dosłownie o rzut beretem też lecznicę, ale nie umywa się do "Psiej Kości" pod każdym względem. Tam załatwiono moją Bubę. Pozdrawiam! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja Ewo zazdroszczę Ci, że masz taką lecznicę. Ja niestety, w mojej najbliższej, do której czasami noszę koty za każdym razem trafiam na innego weta (określenie internautów oceniających lekarzy weterynarii w moim mieście). Mogę natomiast powiedzieć o zachowaniach wręcz odwrotnych do tych opisanych przez Ciebie, ale nie będę psuć nastroju. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ja - pisze: "Bo ludzkie to całkiem co innego niźli człowiecze". Tak. Pod tym komentarzem podpisuję się czterema łapami. Piękny aforyzm i bardzo trafny. Pozdrawiam!

Jadziu! Byłaś tam i na własne oczy widziałaś, że moja "laurka" nie jest przesadzona . Oni faktycznie mają LUDZKIE podejście do zwierzaków, które leczą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znam tę lecznicę i moge się pod laurką Ewy popisać,

Komentarz został ukrytyrozwiń
ja
  • ja
  • 26.05.2011 00:36

Co człowiek to inne spojrzenie.
Jeśli człowiek potrafi dostrzec zwierzaka, to świadczy o jego ludzkim postrzeganiu świata.
Bo ludzkie to całkiem co innego niźli człowiecze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Alicjo! A ja takie "laurki" lubię pisać. Z pewnością laurki podobnej treści nie wystawiłabym pewnej poradni hematologicznej, którą musiałam dziś odwiedzić. )-: Szkoda gadać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takie laurki lubię czytać :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj to, oj to - Jadwigo. Na podstawie moich licznych kontaktów z tą lecznicą mogę powiedzieć, że jednak nie wszystko w naszym ukochanym kraju schodzi na psy - za przeproszniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.