Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

82608 miejsce

Psychic TV w Gaite Lyrique - bogowie rebelii na scenie

Cokolwiek sobie wyobrażałam przed koncertem nawet nie ocierało się o wrażenia, jakich dostarczył mi wczorajszy koncert - nakładające się na siebie warstwy i narracje zbudowały fascynujące widowisko.

Fascynacja zaczęła się od momentu, w którym Genesis wszedł na scenę. Oglądaliśmy przed sobą postać manifestującą to, co czytamy w gazetach i książkach (lewicowych i często zagranicznych) - walkę ze stereotypowym postrzeganiem płci, połączenie kobiety i mężczyzny, dwupłciowość pozbawiona terminu, jak to artysta nazywa - amalgamat. Oglądaliśmy postać wymykającą się wszelkim kategoriom, ale i przypuszczeniom - widoczna jest u P-Orrige cała kombinacja charakterystyk, których zwykle nie wyobrażamy sobie jako elementów jednej całości. Kobieca subtelność i zmysłowość, twarda męskość, okultystyczne szaleństwo w oczach, nieprzewidywalne skojarzenia, wyjątkowa inteligencja, która jednak nijak ma się do tradycyjnie rozumianej inteligencji - pozwala sobie na ostentacyjną ignorancję i żarty z filozofii, sięga po koncepty wykraczające poza granice poznania, w które i tak nie dowierza.



Tę wyliczankę, połączoną z próbami zrozumienia, o co tak właściwie chodzi P-Orrige, można kontynuować, doszukując się w gestach, zabawkach, tatuażach, koszulkach, projekcjach video, tekstach, kolejnych warstw, elementów, absurdów, przebłysków geniuszu, zaskoczeń. Dwie godziny spotkania z legendą psychodelicznego performance naszpikowane były treścią, a publiczność, głównie lesbijki i geje, namaszczani przez wzruszonego artystę pocałunkami w usta, ale też mnóstwo kolorowej awangardy rodem z Wielkiej Brytanii lat 70/80-tych: irokezy, ćwieki, kolorowe włosy, androgeniczne ciuchy, słuchała z namaszczeniem. Psychic TV poświęca kwestii tożsamości, losu, i tym podobnym, gigantyczną ilość czasu, krytykując współczesne społeczeństwo i konserwatywne, dyskryminacyjne zachowania, kpiąc z nich właściwie, oraz dodając otuchy tym, którzy muszą się z nimi zmagać, chociażby poprzez swoją niezdefiniowaną, niepasującą do schematów tożsamość albo wygląd. Pomiędzy zaangażowanymi utworami tego typu pojawiają się okultystyczne, mistyczne, niekończące się kompozycje traktujące o spotkaniach z papieżami Voodoo w Beninie (ciekawa historia - Genesis trafiła do niego przez przypadek, w poszukiwaniu korzeni najstarszej religii świata; podczas pierwszego spotkania Daagbo powiedział Genesis, że miała kiedyś bliźniaczkę, ale ta zmarła - i że trzeba teraz zrobić laleczkę, dzięki której będą mogły znowu być blisko siebie. Historia miała ciąg dalszy, były też kameleony i jaszczurki w zalewie, zlizywanie pyłu z podłogi i psychodeliczne wizje przez kolejne trzy dni - oraz odkrycie założycielskiego mitu, czyli historii o kameleonie i jaszczurce, które są jednością) i innych wykraczających poza zrozumienie sytuacjach. Skomplikowana, poetyczno-prowokacyjno-manifestacyjna treść zestawiona jest z psychodelicznymi, kiczowatymi, minimalistycznymi kolażami wideo, w których wszechobecny krzyż Psychic TV towarzyszy obrazom operacji plastycznych, kosmosów wygenerowanych w 2d i wirujących, kolorowych cząsteczek.

Muzyka, którą uraczyli nas Psychic TV tego wieczora, była osadzona w krautrockowej retro-wizji, skąpana w oldschoolowej wersji psychodelii, w której ważną rolę spełnia transowy, buzujący bas, powtarzający bez przerwy ten sam motyw, na którym zahaczane są świetne solówki, pasaże na pianinie, melodie grane na flecie, no i pod którymi niezmordowanie wali w bębny doskonały perkusista. Genesis wykorzystuje to tło do melorecytacji i śpiewu, jakiemu daleko jest od estetycznej ogłady, to jednak we wszystkich chropowatościach i okropnościach jej/go wokalu tkwi cały sens i moc przekazu. Utwory trwały po dziesięć minut, dzięki czemu mieliśmy czas wpadać w ekstatyczne stany wywoływane przez kombinację charyzmy lidera/ki i fantastycznej muzyki, łączącej psychodelię z punkiem przede wszystkim. Dołóż do tego mieszankę muzyki z "Insterstellar Overdrive" z tekstami z "Astronomy Domine", cover Can "Mothersky" i świeżutki, ledwo skończony utwór "Suspicious". Gigantyczne energia, niesamowita atmosfera, mnóstwo ciepłych emocji i publiczność absolutnie oddana i zakochana w Psychic TV sprawiły, że ten wieczór w Gaite Lyrique, zjawiskowej sali koncertowej właściwie w sercu Paryża, był jednym z najmocniejszych przeżyć w moim życiu. I mogłam nawet szybko zapomnieć o Magic Markers, którzy zaskakująco słabo wypadli tamtego wieczora.

A dzisiaj w tym samym miejscu spotkanie z innymi bohaterami - A Silver Mount Zion, oraz rozgrzewającymi przed nimi Besnard Lakes.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.