Facebook Google+ Twitter

Puchar Polski: Jagiellonia – Widzew 2:4

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2007-09-26 11:13

W Białymstoku Widzew jest zespołem kultowym. To dzięki łodzianom w tym mieście rozgrywano dwa mecze Pucharu UEFA z Elfsborgiem Boras (0:0) i Spartą Praga (1:0) w 1983 roku.

 / Fot. Dziennik ŁódzkiHistoryczny pierwszy mecz Jagiellonii w ekstraklasie w 1987 roku z Widzewem zakończył się wynikiem 1:1. Na ławce trenerskiej w zespole gospodarzy był Janusz Wójcik, a u gości Orest Lenczyk. Później razem obie drużyny spadły z ekstraklasy w sezonie 1989/1990. Później walczyły razem o awans - widzewiakom udało się to w 2006 roku, a Jagiellonii rok później. Wczorajsze pucharowe spotkanie rozpoczęło się minutą ciszy ku czci zmarłego w niedzielę Krzysztofa Surlita, którego pogrzeb odbędzie się w piątek o godz. 13.30 na cmentarzu na Zarzewie. Goście grali w białych koszulkach z czarnymi opaskami.

Widzewiacy rozpoczęli ślamazarnie i nic nie zapowiadało, że wygrają. Od początku inicjatywę mieli gospodarze, a wyrazem przewagi było ich prowadzenie już w 11 minucie. Po trzecim rogu przy niemrawej postawie defensywy Vuk Sotirović z bliska strzelił nie do obrony. Tym razem Bartosz Fabiniak był bezradny, choć w 2 minucie fantastycznie obronił strzał z bliska głową Adriana Napierały. Gol podziałał na wyobraźnię łodzian, którzy zaczęli przeprowadzać groźne kontrataki. Pierwszy w 21 minucie jeszcze nie przyniósł gola po dośrodkowaniu Wojciecha Jarmuża, ale w drugim minutę później strzelał sam na sam Łukasz Mierzejewski, bramkarz sparował, a Piotr Grzelczak głową wyrównał.

Pięć minut później po dośrodkowaniu z prawej Mateusza Brozia łodzianie objęli prowadzenie. Najwyżej wyskoczył Piotr Grzelczak i strzelił głową nie do obrony. To trzeci gol tego młokosa w spotkaniach pucharowych, bo przecież tydzień temu zdobył też bramkę w zwycięskim meczu z Kolporterem w Pucharze Ekstraklasy. Dlatego tytuł sprawozdania nie może dziwić. Do końca pierwszej połowy widzewiacy wypracowali znacznie więcej okazji, bo obrona gospodarzy spisywała się fatalnie.

Po przerwie najlepszy w Jagiellonii Vuk Sotirović, którego łódzcy kibice pamiętają z występów w ŁKS, zaskakującym strzałem z ponad 20 metrów trafił w 49 minucie w słupek. Ten sam zawodnik zainicjował akcję w 62 minucie, podał do Vahana Geworgjana, ten obsłużył płaskim podaniem Mariusza Dzienisa i Jaga wyrównała na 2:2. Kibice zaczęli już śpiewać Kalinkę, ale nie dokończyli nawet pół zwrotki, kiedy Krzysztof Sokalski przelobował z bliska sprytnym uderzeniem Marcina Mańkę i widzewiacy znowu prowadzili.

Później goście wypracowali przynajmniej pięć sytuacji bramkowych i nawet cofnięcie się do defensywy rutynowanego Jacka Chańki nie uporządkowało gry w białostockiej obronie. W 68 minucie groźnie główkował Adrian Napierała, wcześniej piłkę zmierzającą do pustej bramki wybił głową Mariusz Lisowski, bo miejscowi za wszelką cenę dążyli do wyrównania i dogrywki. Ale Widzew nie tylko się bronił. W 70 minucie Krzysztof Sokalski w sytuacji sam na sam wręcz podał w ręce Marcina Mańki, próbując go lobować, ale w 76 minucie Piotr Grzelczak w sytuacji sam na sam z bramkarzem strzelił, Adrian Budka przejął piłkę i silnym uderzeniem pod poprzeczkę ustalił wynik dnia.

Widzew kończył w dziesiątkę, bo w przedłużonym czasie gry opatrywany poza boiskiem był Mateusz Broź, a wszystkie zmiany były już dokonane. W sobotę na tym samym stadionie Widzew rozegra mecz ligowy. Spotkanie ma rozpocząć się o godz. 18.15 i ma to być inauguracja sztucznego oświetlenia. Na razie leżą na ziemi tylko słupy oświetleniowe. Gospodarze zapewniają jednak, że już piątkowy trening odbędą przy sztucznym świetle, a mecz z całą pewnością będzie rozegrany zgodnie z zapewnieniami, jakie złożyli komisji licencyjnej PZPN.

Po meczu trener Widzewa Marek Zub powiedział: - To było ciekawe widowisko, a co do poziomu, to pozostawiało sporo do życzenia. Istotna sprawa to kolejne zwycięstwo (jest faktem, że to trzecia wygrana w ciągu tygodnia - przyp. bk). Najważniejsze, że strzeliliśmy dużo bramek, w tym także najmłodsi zawodnicy. Na kilka dni przed ligową rywalizacją pozwala to odważniej podejść do sobotniego spotkania. Myślę, że po dzisiejszym meczu większą szansę na grę i pokazanie się ma Piotr Grzelczak.

Trener Jagiellonii Artur Płatek skomentował: - Kibice obejrzeli bardzo dobry mecz, było wiele goli i mnóstwo dobrych sytuacji. Nasz zespół grał pierwszy raz w tym składzie i początkowo miał przewagę, a nawet był lepszy. Jednak przyznaję, że Widzew był skuteczniejszy i wygrał zasłużenie. W sobotę wybiegną jednak inne jedenastki, będzie to inny mecz i nie przeceniałbym tego pucharowego wyniku.

Trener młodzieżowej reprezentacji Polski Andrzej Zamilski też chwalił widzewiaków: - Na razie powołuję Piotra Kuklisa i Krzysztofa Sokalskiego, ale z pewnością dostanie szansę Piotr Grzelczak, który był dziś najlepszym zawodnikiem meczu. A swoją drogą, nie powinienem zapominać także o Mateuszu Broziu, który przecież dzisiaj wykonywał wolne, nawet zaliczył asystę i też się mógł podobać. Na Widzew muszę częściej jeździć.

Jagiellonia – Widzew 2:4

1:0 - Vuk Sotirović (11), 1:1 - Piotr Grzelczak (22, głową), 1:2 - Piotr Grzelczak (27, głową), 2:2 - Mariusz Dzienis (62), 2:3 - Krzysztof Sokalski (63), 2:4 - Adrian Budka (78).

Jagiellonia: Mańka - Falkowski, Napierała, de Lima (46, Kwiek), Wincel - Niedziela (58, Dzienis), Markiewicz, Chańko, Geworgjan (66, Konon) - Sotirović, Janik. Trenerzy: Janusz Białek i Artur Płatek.

Widzew: Fabiniak - Szeliga, Ukah, Stawarczyk, Lisowski - Mateusz Broź, Bono (73, Juszkiewicz), Panka, Jarmuż (66, Budka) - Mierzejewski (46, Sokalski), Grzelczak. Trener: Marek Zub.

Żółte kartki: Markiewicz, Niedziela, Janik, Mańka (Jagiellonia)

Sędzia: Paweł Gil (Lublin).

Widzów 2 tys.
K. W.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.