Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15624 miejsce

Pułapka, czyli kociak pod maską samochodu

Wolno bytujące koty osiedlowe na ogół nie włażą pod maskę samochodu w poszukiwaniu ciepła. Nie wiadomo dlaczego mała, bo zaledwie około dwumiesięczna kicia postanowiła wleźć pod maskę zaparkowanego przed blokiem, granatowego forda. Może uciekała przed napastnikiem? Tego się nie dowiemy.

Od dwóch dni spod maski zaparkowanego pod jednym z bloków samochodu na łódzkim osiedlu Teofilów wydobywało, z czasem coraz słabsze, miauczenie kota. Ludzie, mijający samochód z "kocią zawartością" słyszeli rozpaczliwe wołanie o pomoc, ale nikt specjalnie się tym nie przejmował. Uważali pewnie, że skoro kot wlazł pod maskę, to i spod tej maski da radę samodzielne wyjść. Mijały godziny a miauczenie kota w samochodowej pułapce nie ustawało.

Ktoś z mieszkańców osiedla jednak widocznie uznał, że kota powinno się z tej fatalnej matni uratować. Aby to uczynić - trzeba było ustalić w pierwszej kolejności - do kogo z mieszkańców bloku należy ów samochód, zamieniony w kocią pułapkę. Blok, pod którym stoi samochód, liczy sobie około dwieście mieszkań, więc sprawa odnalezienia właściciela pojazdu wcale nie była łatwa.

Na "moim" osiedlu od niedawna pełni służbę nowa pani dzielnicowa. Do niej też zwrócił się o pomoc anonimowy mieszkaniec osiedla w sprawie ustalenia - do kogo należy samochód - zamieniony w kocią pułapkę. Pani dzielnicowa nie zbagatelizowała prośby i włączyła się, niejako z urzędu do akcji ratowania kociaka, zaklinowanego - jak się potem okazało - pod maską samochodu. Personalia właściciela granatowego forda zostały ustalone. I to już była połowa sukcesu w akcji ratowaniu kociego malucha.

O dramatycznej akcji ratowania kota dowiedziałam się, gdy mała kicia była już bezpieczna. Wyciągnięty spod maski samochodu kociak był jednak bardzo wycieńczony i odwodniony. Właściwie, tak na dobrą sprawę zwierzątko cudem przeżyło. Jak powiedziała mi lekarka z sąsiadującej z blokiem lecznicy weterynaryjnej, która uratowanego kota badała - godziny życia malucha były już właściwie policzone.

Wyciągniętą spod maski samochodu kicią zaopiekowała się 11-letnia Daria (znana na osiedlu miłośniczka zwierzaków) oraz jej dwie koleżanki - Marta i Sylwia.

Bura, dwumiesięczna kicia już nie będzie więcej skazana na podły los kotów bezdomnych. Uratowana przez dobrych ludzi kotka ma już nawet dom. Rozmawiałam z panią, która Misię (tak ma teraz na imię kotka) przygarnęła. Jak mi powiedziała jej nowa opiekunka - Misia odsypia teraz dramatyczne dwie doby
spędzone pod maską samochodu.

I na zakończenie jeszcze jedno: Gdy dowiedziałam się od sąsiadki, że pod maską jednego z samochodów znajduje się uwięziony kot i trzeba go ratować, zapytałam - dlaczego wiedząc o tym jeszcze tego nie uczyniła. Otrzymałam odpowiedź: - Ja tam nie wiem gdzie trzeba dzwonić w takich wypadkach. Zadzwoń - dodała - ty wiesz lepiej.

Okazało się jednak, że nie tylko ja wiem - gdzie trzeba dzwonić w podobnych sytuacjach. I to jest drugi (poza dzisiejszym uratowaniem kociaka) - pozytywny aspekt tej "kociej" opowieści. Chociaż tak na dobrą sprawę nie tylko kociej. Także opowieści o ludziach z "mojego" osiedla.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Wczoraj udałam się do komisariatu, w którym pracuje "nasza" pani dzielnicowa. Byłam ciekawa jak wygląda policjantka, która zadała sobie trud odnalezienia właściciela samochodu - pod którego maską uwiązł bohater mojego tekstu. Zobaczyłam piękną, młodą kobietę w stopniu sierżanta. Na moje pytanie - co sprawiło, że zgłoszenia o kocie nie zbagatelizowała - pani sierżant odpowiedziała: - Jestem kociarą.
I bardzo dobrze! - Pani sierżant. W imieniu swoim, a także innych kociarzy dziękuję Pani za uratowanie kociaka. Kicia ma się dobrze. Znalazła fajny dom u jednej z moich sąsiadek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chyba bym nie wpadła na pomysł aby dzwonić do dzielnicowego. Raczej przeleciałabym te 200 mieszkań w poszukiwaniu właściciela auta. Dobrze, że pani dzielnicowa do rzeczy, dobrze, że się dobrze skończyło no i dobrze, że o tym Ewo napisałaś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z cyklu - Zrobię dobry użytek, ale cudzymi rękami. Dziś zaczepiła mnie na osiedlowym ryneczku pani. - Chce pani pieska? - przeszła bez wstępów do meritum. - Nie chcę pieska, bo mam w domu koty. - A bo wie pani - pani parła dalej - tu się taki piesek po osiedlu błąka. To może by go pani wzięła? (?) - A dlaczego pani go nie przygarnie, skoro wzruszył panią los tego zwierzaka? - odparłam. - Co pani? - usłyszałam - mnie nie stać na utrzymanie psa!
Bez komentarza.

Komentarz został ukrytyrozwiń
AL-szamanka
  • AL-szamanka
  • 30.08.2012 10:28

Zrozumiałe, najprzyjemniej się pisze o tym, co się kocha :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na mnie też - AL-Szamanko. I dlatego o tym napisałam :).

Komentarz został ukrytyrozwiń
AL-szamanka
  • AL-szamanka
  • 29.08.2012 21:57

Az będzie mi się tej nocy lepiej spało, kocinka została uratowana - tego typu wiadomości działają na mnie wręcz terapeutycznie :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobrze, Jadwigo, to ujęłaś. Tak właśnie to "polecenie" odebrałam. Widocznie paniusi się wydaje, że jeśli pobiadoli nad zagrożonym zwierzęciem, to rola jej w tym miejscu już się kończy, a konkrety niech załatwiają inni, czyli w tym przypadku - ta, co się zajmuje bezdomnymi kotami . Ech... Niestety, wczoraj owa paniusa, wysiadująca na osiedlowej ławce od rana do wieczora i wiedząca wszystko najlepiej, nie doczekała się komplementu ode mnie za "obywatelską" postawę. :)
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, ciągle ludzie są mało czuli na takie "drobne" wypadki...ale czasem słyszy się, że wzywają straż pożarną, aby zdjąć kotka miauczącego gdzieś w trudnej sytuacji... W Alpach to zaraz helikopter wyrusza zwierzęciu na pomoc. Wielokrotnie widziałam transport krowy wiszącej na linie z helikoptera, a o transporcie innych zwierząt też słyszałam. A jeszcze do niedawna wieś alpejska była b. biedna, to weterynarza wzywano do rodzącej krowy, ale do rodzącej kobiety po lekarza nikt nie wezwał, nie poszedł. Krowa była żywicielką rodziny, a nowe dziecko jeszcze jednym do żywienia...no. ale na szczęście te czasy minęły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ty wiesz lepiej gdzie dzwonić... - klasyczny gest kelnera do klienta czekającego na posiłek: ...kolega....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.