Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

20401 miejsce

„Pułapka na myszy” Olgi Lipińskiej – w potrzasku intrygi

Agata Christie, Olga Lipińska, zespół Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie – czegóż pragnąć więcej? Klasycznie skonstruowana i mistrzowsko zrealizowana „Pułapka na myszy” nie rozczarowuje, ale wywiera na widzach silne wrażenie.

Marcin Kuźmiński jako Agata Christie w spektaklu "Pułapka na myszy" / Fot. Tomasz Żurek/Materiały prasowe W zimowy wieczór publiczność zasiada na widowni dużej sceny dziewiętnastowiecznego gmachu teatralnego w Krakowie, by rychło się przekonać, że zgromadziła się przy kominku w angielskim salonie pensjonatu Monkswell Manor pod Londynem, na pustkowiu odciętym od świata przez śnieg i zamieć, aby zaprzątać sobie głowę rozlicznymi pytaniami natury nie tylko kryminalnej. Zachęca ją do udziału w dociekaniach detektywistycznych sama autorka intrygi, Agata Christie w nonszalanckiej formie, w wykonaniu Marcina Kuźmińskiego, asystenta reżysera, sugerując przyjęcie dystansu wobec mających nastąpić wypadków. Wkrótce jednak okaże się, że zachowanie spokoju jest niemożliwe. Misternie skomponowana historia stopniuje napięcie, konstrukcja akcji niepostrzeżenie wciąga w dramat kryminalny. Realistycznie zarysowana scenografia i kostiumy sprzyjają ułudzie autentyczności przedstawionych sytuacji.

Akcja w ekspozycji rozwija się jeszcze leniwie, układa w obyczajową opowieść o młodym, zwyczajnym małżeństwie, które stawia pierwsze kroki w branży hotelarskiej. Akt pierwszy wprowadza kolejnych klientów pensjonatu Mollie i Gilesa Ralstonów (w tej roli Barbara Kurzaj i Grzegorz Łukawski). Prezentacja osób odbywa się w przypadkowym porządku, wkraczają na scenę osobno, przybywając na nocleg uprzednio zarezerwowany lub też niespodziewanie, powierzchownie przedstawiając się gospodarzom. Sceny rozgrywek interpersonalnych pozwalają uwidocznić indywidualne charaktery, skrywane namiętności, a niekiedy tożsamość. Tworzyć się zaczynają ugrupowania postaci na zasadzie pierwszych sympatii, przy czym kokieteria i uwodzenie zostały rozegrane prawdziwie, z głęboką znajomością arkanów efektów komicznych.

Nic z pozoru nie zdradza śmiertelnego niebezpieczeństwa, w jakim znajdą się mieszkańcy pensjonatu, choć zdaje sobie sprawę z tego widz. Naiwne i zagadkowe zachowania bohaterów wzbudzają jego czujność. Odcięcie od świata w sensie dosłownym odbiera jako zagrożenie życia, podczas gdy postaci skłonne są narzekać jedynie na niewygody niewielkiego pensjonatu. Upewnia go o niebezpieczeństwie, niby zapowiedź mrocznych zdarzeń, powtarzający się przeraźliwy hałas zimowego wiatru, który wdziera się przez okno balkonowe do salonu, ilekroć pojawi się u drzwi gość lub przestąpi próg domu któryś z domowników. Gwałtowność silnego wiatru potęguje nastrój grozy, z czego bohaterowie nie zdają sobie sprawy nawet wówczas, gdy przez drzwi balkonowe wkroczy do salonu na nartach sierżant policji Trotter.

Mimo że nieznana jest bliżej sama zbrodnia, widz podejrzewa o nią każdego. Nie ma pojęcia wszak o celu zabłąkania poszczególnych postaci do podlondyńskiego pensjonatu. Ponadto wszyscy bohaterowie wydają się zdolni do zbrodni. Roszczeniowa pani Boyle (odegrana przez Annę Sokołowską) nie zdobywa niczyjej sympatii, podobnie jak drażliwa, przebojowa młoda dama w męskim garniturze – panna Casewell (w tej roli Marta Chodorowska). Oryginałami są artysta Christoher (Grzegorz Mielczarek), major Metcalf (Feliks Szajnert) oraz cudzoziemiec Paravicini (Marcin Kuźmiński). Wraz z wkroczeniem na scenę ostatniego aktora dramatu – sierżanta policji (w osobie Krzysztofa Piątkowskiego) akcja nabiera rozpędu i sensacyjnego charakteru. Kiedy zaczyna się dochodzenie, kto poprzedniego dnia w mieście popełnił zbrodnię i zapowiedział kolejne morderstwa, nie ma już czasu na zastanowienie się nad rozstrzygnięciem zagadki.

Dochodzenie sierżanta - Krzysztofa Piątkowskiego w spektaklu "Pułapka na myszy" / Fot. Materiały prasowe Wtargnięcie policjanta nagle wytwarza katastrofę dramatyczną. Wówczas z werwą i elegancją odegrane postacie zaczynają ujawniać nieznane wcześniej zależności, które pogłębiają podejrzenia co do ich zamieszania w zbrodnie. Nawiązujący do Szekspirowskiego Hamleta tytuł przywołuje znany sposób tropienia zbrodni przy pomocy inscenizacji. Sytuacja odegrania cudzych ról pojawia się w analogicznej funkcji – służy ujawnieniu sprawcy, ale jedynie za sprawą nieoczekiwanego zbiegu okoliczności. W pozbawionym przerw przedstawieniu uwaga trzymana jest konsekwentnie w napięciu aż do niespodziewanego finału, który podnosi wartość zręcznej gry dramatycznej.

Realizacja krakowska sztuki Pułapka na myszy autorstwa Agaty Christie, wystawianej bez przerwy na różnych scenach od czasu premiery 25 listopada 1952 roku na londyńskim West Endzie, potwierdza słuszność słów autorki, zapisanych w Autobiografii: „W tej sztuce każdy znajdzie coś dla siebie, niezależnie od wieku i gustu”. Trzeba wszakże pewnego wyrobienia odbiorczego, żeby wyczuć jej efekty artystyczne. Wartość sztuki tkwi głównie w figurach i wspaniale zaaranżowanej grotesce. Kwintesencji przedstawionej historii szukać trzeba w dialogach, dotykających ponadczasowych kwestii moralno-społecznych. Niepozbawiona znamion komizmu kryminalna historia, spointowana w finale przez ducha autorki sztuki, niewątpliwie wywiera na widzach wrażenie.


Pułapka na myszy, sztuka Agaty Christie, reż. Olga Lipińska, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, premiera 15 V 2007 r; recenzja spektaklu z 24 I 2013 r.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Pani Dominiko, każdy ma prawo do subiektywnego odbioru. Często się zdarza, że odmienne oczekiwania rzutują na rozbieżności w ocenie. Jeśli chodzi o mnie, cenię styl teatru zaprezentowany w recenzowanym spektaklu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No i właśnie takie recenzje wprowadzają człowieka w błąd. Dawno nie widziałam nudniejszej sztuki. Brakowało jeszcze podłożonej ścieżki dźwiękowej ze śmiechem. To jest sztuka dla młodzieży szkolnej co z resztą w teatrze było widać i słychać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Andrzeju, zdziwił mnie przywołany przez Pana fragment, jakby nie wyszedł spod mojej ręki. Okazuje się, że słusznie, bo cytuje Pan niedokładnie - napisałam "wszyscy bohaterowie wydają się zdolni do zbrodni". Po pierwsze w Pańskim przekręceniu mojego zdania jest stwierdzenie faktu (w moim przypuszczenie), po drugie zapisuje Pan "bohaterowie pensjonatu" - co brzmi stylistycznie nieodpowiednio i właściwie nie określa kręgu podejrzanych (czy chodzi o właścicieli pensjonatu czy kogoś innego?).
Zatem nie wiem, czy podoba się Panu moje zdanie, czy to Pańskie przekształcenie. Niemniej dziękuję za komentarz, w którym pojawia się ciekawe skojarzenie o ogródkach, na których w naszej rzeczywistości też zachodzą zdarzenia niespodziewane. Również pozdrawiam!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podoba mi się to zdanie: "...wszyscy bohaterowie pensjonatu są zdolni do zbrodni!" SAMO żyCIE"! Przypomina mi się od razu piosenka o ogródkach działkowych i posianych tam trupach pomiędzy grządkami ;)) Byle do Wiosny! Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję tak dobrze napisanej recenzji. Świetnie buduje napięcie i czyta się ją z ciekawością jak kryminał:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

O dobrym przedstawieniu teatralnym zawsze miło się czyta. Zwłaszcza, jeśli ktoś tak zajmująco pisze, jak Adrianna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Recenzja świetna, z przyjemnością przeczytałam ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.