Facebook Google+ Twitter

Punk szyty na miarę

Jonas Brother wyglądają prawie jak The Stooges. Opadające na oczy grzywy, nisko zawieszone Gibsony, rzucanie statywem od mikrofonu oraz wszechobecna atmosfera buntu. Niestety po raz kolejny za buntu wzięli się specjaliści od promocji.

 / Fot. Oficjalna strona zespołuCelowo wspomniałem o The Stooges. Zespół Iggiego Popa jest bowiem klasycznym przykładem na to, jak bunt w muzyce powinien wyglądać. Publiczne okaleczanie się, obnażanie, bójki z publicznością i permanentny stan wskazujący na spożycie. Mówiąc krócej ‘autentyczność’. Bez starannie wykalkulowanej strategii reklamowo-promocyjnej, kontroli rodzicielskiej i kolorowych teledysków z biegającymi dzieciakami w różowych Conversach.

Wydana właśnie w Polsce druga płyta amerykańskiego tria Jonas Brothers (w Stanach premierę miała w sierpniu 2007 roku) zatytułowana po prostu "Jonas Brothers" (prawie jak debiut The Stooges) jest przykładem na to jak bunt wyglądać nie powinien. Mamy więc do czynienia z wielomilionowym kontraktem, filmem emitowanym przez Disney Channel, pierścieniami czystości (z których chłopaki wydają się być jak najbardziej dumni) i autobusem sponsorowanym przez Gibsona. Wszystko prócz autentyzmu.

Jonas Brothers wpisują się w nurt w kulturze masowej przeznaczony dla ‘na100latków’. Gdzie nie ma przemocy i seksu. Gdzie autorytetami są rodzice, a obowiązującym kolorem jest kolor różowy. Sztandarowymi produktami tego nurtu jest film "High School Musical" oraz serial "Hannah Montana".

Jeżeli zaś chodzi o samą płytę. Jest ona schematyczna do bólu. Po singlowym "S.O.S." jest... następny singlowy "Goodnight and Goodbye" i tak do ostatniego utworu – coveru Kim Wilde - "Kids Of The Future". Nie ma bowiem na tej płycie ani jednego utworu, który by się w jakiś sposób wyróżniał. Wszystko odbywa się według zaplanowanego schematu: ostro, szybko i gitarowo – wolno, balladowo – ostro, szybko, gitarowo. Nastolatek musi mieć przecież czas na złapanie tchu.

Chłopaki z wdziękiem śpiewają o buncie. Pewnie sprzedadzą jeszcze z parę milionów płyt. Gorzej jeżeli naprawdę zaczną się buntować. Co może z tego wyniknąć najlepiej obrazuje przykład Britney Spears (która przecież również zaczynała w grzecznym „Mickey Mouse Club”) i niedawna foto-afera z Miley Cyrus w roli głównej. Są bowiem czynniki, których specjaliści nie są bowiem przewidzieć. Ja je nazywam życiem.

Jonas Brothers "Jonas Brothers" dostępna jest od 20 czerwca. Wydawcą jest Universal Music Polska.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

ja sie z tym wcale nie zgadzam dletego ze kazdej gwiazdzie czy tez zespołowi ktory nie ma na swoim koncie zadnych skandali wróży sie zły koniec.
Najbardziej irytujące jest to iz kazdy jakoś musi zacząć a że JB zaczynają akurat od Disney Channel to ich sprawa i tykko im pogratulować ze sie wybili:)
Dla wilu jednak najwikszą uciecha jest patrzeć jak zespół, ktory szybko sie wybił spada na somo dno;/;/;/

Komentarz został ukrytyrozwiń

czyli nuda z tego co czytam. swoją drogą to wydaje mi się, że dzisiaj jakikolwiek bunt jest raczej niemożliwy, bo i tak zostanie przez wszystkich sprowadzony do zabiegu PR.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.