Pozycja materiału w rankingach:
Współautorzy:
Barbara Podgórska
Mistrzowskie poetyckie opisy litewskiego krajobrazu, bogactwa przyrody, uroków życia w łączności z naturą, polowań, szlacheckich obyczajów staropolskich, to powszechnie uznawane walory poematu "Pan Tadeusz".
Mistrzowskie poetyckie opisy litewskiego krajobrazu, bogactwa przyrody, uroków życia w łączności z naturą, polowań, szlacheckich obyczajów staropolskich, to powszechnie uznawane walory poematu "Pan Tadeusz". Niestety, epopeja ta często nawet dla zagorzałych zwolenników jest nie do końca przeniknioną. Sam sięgałem po urzekające strofy Pana Tadeusza wielokrotnie, jako uczeń podstawówki, potem człowiek dojrzały i zawsze fascynowały mnie te właśnie kwestie, bowiem z fabułą, czyli ze zrozumieniem o co właściwie chodzi w dwunastu księgach, do dziś nie potrafię sobie poradzić.Zobacz także:
Artykuły
(895)
Galerie
(264)
Średnia ocen
(4.11)
Wiek: 61 | Miejscowość: Ruda Śląska | Kraj: Polska
O mnie: www.podgorscy.info
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Adam Podgórski 22.03.2011 08:59
Panie Krzysztofie! Ale mnie Pan zalatwil. Uznaję się za pokonnego! Nastepna rozprawk, gdy znajde czas, popelnię o mateczniku Slowckiego. Nie żartuje! Alo zrómby to wspolnie!
Krzysztof Masłowski 21.03.2011 13:51
Aha, i jeszcze o Słowackim Panie Adamie. Znów muszę poddać weryfikacji Pańskie jakże arbitralne stwierdzenie jakoby, tu cytat "Slowcki na szczęście o matecznikach nie pisywał, nawet kiedy tęksnil za czyms lub za kims, jak Mickiwicz za swoją Litwą".
A skąd ta pewność, że spytam? I cytat prześlę, a owszem. Ten jednak za Słowackim:
"Matecznik" - Juliusz Słowacki
Bóg, który łono wszelkich tajemnic odmyka,
Do tego ohydnego w duchu matecznika,
Gdzie duch z duchem się bije, a kość trupia z kością,
Pozwolił wejść i oczy oswoić z ciemnością.
I zoczyłem okropną umysłów ruinę.
Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine,
Żywe zwierze, myślące o knucie i carze,
Dalej trupy — i skryte na trupy smętarze
Tam, jeśli który ludzkiej nie wytrwa ohydzie,
Pokorny, wariat blady, sam na cmentarz idzie
I kładzie się i kona od braci daleko;
Dlatego nigdy trupów za sobą nie wleką,
Ani się pokazują śród ludzi ze łzami,
Ani krzyku usłyszysz stojąc pod oknami.
Pośrzodku tron ujrzałem zbroczony i czarny,
Na którym usiadł straszny duch — niedźwiedź polarny,
Figura z krwi i ciała, ohydna i tłusta,
M o c a r z zapowiedziany w proroctwie o s z u s t a.
Przed jego pożyczoną od Mongołów mocą
Szkielety waryjatów kładną się — gruchocą,
Podlą się i za podłość mu składają dzięki;
Słychać trzask czaszek, grzechot piszczeli i jęki.
Któż by rzekł, że ta ciemna tajemnic kotara
Kryła taką straszliwą ucztę Balthazara,
Że tam w nocy, po ciemku, bez gwiazd i miesiąca
Jest ręka cara ogniem po ścianach pisząca,
Że przy stole żebrackie zbierając okruchy
Siedzą ciała, nie swymi napełnione duchy,
Liczba jakaś szatanów, która ciał używa,
Ten powie j a, a drugi duch się w nim odzywa.
Inny, którego przeszłość w siebie zajrzeć znęci,
Spojrzy i cudzą pamięć znajdzie w swej pamięci;
Inny, gdzieś pod Grochowem naznaczony blizną,
Zapomni się i Moskwę nazywa ojczyzną.
Tamten rozczochra włosy i podniesie pięście
I wrzaśnie jak kobieta: „Boże! o! nieszczęście!”
A potem, gdy w szlochaniu pozbędzie oddechu,
Upada w zgrzytającą harmonikę śmiechu,
Z tonu na ton zlatując, jak czart i kobiéta,
I szkło, które pod palcem zajęczy i zgrzyta.
Pośrzodku upior — niby zachłyśniony Bogiem,
Swojej dawnej ojczyzny matki stanął wrogiem.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
W serce, gdzie ona jeszcze święty ogień trzyma,
Swymi sztyletowymi utkwiony oczyma...
Wariat, a mądry... sztandar zaguby rozwinie,
Wszystkich wyszle i straci — ale sam nie zginie,
Jako płaz będzie pływał w skorupach i ślinie.
I teraz stoi, patrzaj, jak trup w grobie cały,
Od którego robaki sto lat uciekały,
I nareszcie z przestrachem rzuciły trumnicę,
Gdzie kości wypróchniałe gorzały jak świéce.
I nad okropnym, ciemnym piekła malowidłem
Szary tak machnął ręką, jak niedoperz skrzydłem...
I jest matecznik a w nim duchy, demony, trumny, kości, przodkowie, historia... Matecznik!
Krzysztof Masłowski 21.03.2011 13:31
Jak przekornie to przekornie. To, że coś jest czymś obronne oznacza przecież, że jest przez to drugie bronione. Bronić czegoś nie oznacza być w tym samym miejscu lecz najcząściej okalać je, być przed nim. Czasem nawet w znacznej odległości by wcześnie zniechęcić natręta. Nie muszą więc szerszenie, mrówki czy osy w bagnisku się sadowić. Stąd i biotop szerszeni "zdies' ni pri czom".
Adam Podgórski 21.03.2011 08:07
Bracia Moi, w poezji umilowani! Tudziez ekologii. Zaprawde powiadam Wam, że herazja biologiczna mocne ci uczymnila spustoszenia w Waszych łbach szlacheckich, na co remedium może byc tylko jedno, zgodnie z zasadamoii homeopatii od zacnego Samuela Hahnemanna juz znanej. Otoz jad szerszeni i zmiji zmieszny z roslolem z ropuchy ugotowaej w garncu zalepionym glina i w ogień wetknietm, z uncją blota z kniei litewskich, wszysko to posypawszy popiolem ze spalonej karty ksiegi IV zawierającj opis matecznika, wymieszac i miksture ową zazywać przed napisaniem czegokolwiek na tym forum, aczkolwiek, gdy skutecznym okaże sie lekiem, będę w jakies mierze niepocieszony, gdyż obcowanie duchowo z Waszmosciemi nader mi humor poprawialo. Szcagolnie argument grzybowy PAna Brudysa sczegolnie do mnie przemawia. O grzybach tez Mistrz Adam nie zapomnial był napisać, porownując grzybiarzy do cieni na Polach Elizyjskich. Ot, i kolejna rzeczywistośc polska. Przepraszam litewska, Z czego wynika, że Mickiewicz wielkim poetą był. Co prawda już dawno wysmiano takie podejście we Fedrydurke, ale tam chodzillo jakoby o Slowackiego Slowcki na szczęście o matecznikach nie pisywał, nawet kiedy tęksnil za czyms lub za kims, jak Mickiwicz za swoją Litwą. Wiadomo :tesknota slowo zużyte: co odkryl niejaki Tuwim, ale na mózg tez nieżle rzucić się moze!
--
Sebastian Brudys 21.03.2011 03:44
Jestem!
Ośmielę się zgodzić z Panem Krzysztofem, jego racji dowodząc poniższym wywodem.
Z faktu występowania gadziny pełzającej nie wynika również nieistnienie rzeczonych żmijowisk.
Z mojej znajomości lasów mazurskich, dość słabej, ale jednak na potrzeby niniejszego twierdzenia w pełni wystarczającej wynika, że są to lasy o ściółce mieszanej - od bagiennych, zalewowych, po suche.
(i gdzie woda nie stoi, tam przezacne grzybki znaleźć można, o czym Pana Adama przekonuję, Pana Krzysztofa nie muszę, bo jako tubylec i miłośnik przyrody wiedzieć o tym musi, znając przezacny smak onych grzybków przeróżnych gatunków, szczególnie ze śmietaną, marynowanych lub z jajkiem i cebulą przyrządzonych)
Z tej prawdy cząstkowej mogę wysnuć prawdę ogólną na lasy okoliczne, w tym przedmiotowe litewskie, że tam takoż lasy suche z bagiennymi sąsiadują. Domyślam się tego, bom krajobraz litewski widział, do mazurskiego wielce podobny.
(na jakie sposoby z prawdy cząstkowej prawdę ogólną wysupłać, tegom się od brata Wilhelma dowiedział, jak nowicjuszowi Adso tłumaczył ten filozoficzny problem)
By swój wywód spuentować, muszę jeszcze raz fragment rzeczonej IV księgi przytoczyć:
Trafisz w głębi na wielki wał, pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni
I siecią zielsk zarosłych i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.
Otóż nie wynika z niego wcale, że lasy litewskie tylko na bagnach stoją, co potwierdzają inne fragmenty dzieła. Chodź niewątpliwie tam występują. Tym bardziej nie wynika, że szerszenie, tudzież osy, czy wężowiska, na przedmiotowych bagnach się znajdują. Chodź tego ostatniego z kategorycznością pełną stwierdzić nie można. Ale i zaprzeczyć takoż. A gdzie nie występuje konkretne umiejscowienie przedmiotu, przyjąć trzeba z kontekstu opisu całego, a nawet dzieła w ogólności, że opisywane gniazda os, szerszeniów i kłęby wężowisk leżą w lasach litewskich, z przekonaniem graniczącym z pewnością, że na terenach innych niż bagienne. Z wyjątkiem wężowisk, do których też nie jestem w pełni przekonany. Ale jeżeli uznać, że 2 węże, tudzież żmije w okresie godowym, splecione w miłosnym złączeniu to kłebowisko - opis wydaje mi się poprawny.
Do głowy mi jeno jeszcze przychodzi, czy konstrukcja "kłębami wężowisk" jest językowo poprawna? kłęb z pewnością może mieć wąż, ale czy wężowiska mają kłęby? I tu być może, że wieszcz Mickiewicz na łatwiznę poszedł, wyraz kłębowiska do kłębów skracając, co by izosylabizm zachowany został. Ale kategorycznie tego stwierdzić nie umiem, do wiedzy fachowców polonusów się zwracam, co by swe stanowiska w kwestii tej wyłuszczyli.
Takom to wykoncypował.
Pozdrawiam Waszmościów, i przepraszam, że tak krótko, bo inne jeszcze argumenty mi do głowy przychodzą.
Adam Podgórski 21.03.2011 02:03
Panie Krzysztofie! Otóz, my dwaj, jak te ramiona w hiperbolii, ale matematycznej. Zblizamy sie do asymptoty, ale zbliżyc sie nie zdolamy. Wszysko co Pan pisze jest "najprawdziwszą prawdą" oraz "oczywista oczywistoscią". Natomiast z faktu, że ma moczarach zyja rozmaite gady pezające, nie wynika świadectwo istnienia zmijowisk. A biotopem szerszeni nie są lasy bagienne! Uklony
PS. A ciekawe gdzie sie podzial Pan Sebastian Brudys. Jakoś tęskno mi za nim
Krzysztof Masłowski 20.03.2011 21:14
Panie Adamie, piszę przecież i o szerszeniach, i o osach, i o bagnach, i moczarach i nawet o takich zbiornikach śródleśnych których barwa wody i zapach każą się zastanowić zanim się do nich podejdzie. To wszystko są realia. Jeśli chodzi o węże to przecież Pan, którego kompetencje związane z wykształceniem w pełni uznaję, przyzna, że właśnie na takich moczarach, wilgotnych terenach spotkać możemy obydwa gatunki zaskrońców, rzadziej żmiję. Poeta nie mijając się według mnie z prawdą pisze o tym w stylu epoki, stosując dla wzmożenia nastroju hiperbolę. Takie właśnie są moje argumenty, które nieśmiało zamieszczam w obronie pierwszego cytatu. Pozdrawiam Pana.
Adam Podgórski 20.03.2011 20:59
Panie Krzysztofie Drogi! alez ja caly czas twierdzę, że poezja, nie poetyka ma swoje prawa. Niech wiec Mickiewicz wypisuje co chce o wałach, mrowiskach, szerszeniach i zmijowiskach, byle nie brac tego za prawdę. Slyszał Pan o szerszeniach w puszcach, o mrowiskach na trzęsawiskach, o żmijowiskach. O żmijowskach to ja slyszalem, jako demonolog, w ludowych, bajkowych podaniach o wężu Złoczyniu albo Zlotogłowcu Rogatym. Nigdy w naukowych pracach o gadach. Ukłony niskie!
Krzysztof Masłowski 20.03.2011 20:41
Panie Adamie, cytując poniższe:
"Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał, pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni
I siecią zielsk zarosłych i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk".
wysnuwa Pan tezę, że opis powyższy nic nie ma wspólnego z przyrodniczymi realiami. Dlaczego tak Pan twierdzi? Poetyka ma swoje prawa, romantyczna tajemniczość i czerpanie z ludowej mądrości również. Jakże udowodnić w pełni tezę o nieprawdzie? Czy w głębi naszych lasów nie ma niedostęopnych miejsc, mokradeł, gdzie wykroty i umarłe, stare pnie omszałe tworzą obrazy dziwne i zaskakujące? Sam często próbując ciekawy kadr uchwycić z trudnością przedzieram się przez ściany traw wysokich, drapiących krzewów czy wrastających w siebie świerków. Czy dziś jeszcze idąc leśną ścieżką nie słyszymy w drzewach lub pod stopami tego przerażającego niektórych brzęczenia os i szerszeni? Ja doświadczam tego tu na polsko-litewskim pograniczu każdego lata. Z wyjątkiem wężowisk, oczywiście. Stąd też moje opinie i wskazywanie elementów prawdziwych w opisach wieszcza. To jest prawda, jaką widzę. Pozdrawiam serdecznie!
Adam Podgórski 20.03.2011 20:24
Panie Krzysztofie! Uwielbiamy takie nazwy, jak te których litanię Pan raczyl był wymienic. Wspaniala wyliczanka. Naprawe, bez żadnych złosliwoasci! Uprzejmie jednak prosze o udowodnienie mi, że moje tezy są nie do końca udowodnione, natomiast utopijne obrazy Mickiewicza o szczęśliwym krolestwie zwierzatek albo o ich cmentarzyskach, sa cokolwiek warte. Sadzę że raczej nie pomoże tutaj przylożenie wspólczesnego pojęcia matecznika, do matecznika stworzonego w glowie i sercu romatycznego poety. To że Mickiewicz jest Mistrzem, nie oznacza, że znał się na matecznikach. Na wielu innych sprawach też sie nie znal, ale przez to wielkosci mu nie ubywa. Serdecznosci wielkie!