Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2619 miejsce

Puszczański matecznik Mickiewicza. Żadna puszcza tak nie wyglądała

Współautorzy: Barbara Podgórska

Mistrzowskie poetyckie opisy litewskiego krajobrazu, bogactwa przyrody, uroków życia w łączności z naturą, polowań, szlacheckich obyczajów staropolskich, to powszechnie uznawane walory poematu "Pan Tadeusz".

Rysunek piórkiem i tuszem. Lata 50. XX wieku. Autor nieznany. Ze zbiorów autorów. / Fot. Adam K. PodgórskiMistrzowskie poetyckie opisy litewskiego krajobrazu, bogactwa przyrody, uroków życia w łączności z naturą, polowań, szlacheckich obyczajów staropolskich, to powszechnie uznawane walory poematu "Pan Tadeusz". Niestety, epopeja ta często nawet dla zagorzałych zwolenników jest nie do końca przeniknioną. Sam sięgałem po urzekające strofy Pana Tadeusza wielokrotnie, jako uczeń podstawówki, potem człowiek dojrzały i zawsze fascynowały mnie te właśnie kwestie, bowiem z fabułą, czyli ze zrozumieniem o co właściwie chodzi w dwunastu księgach, do dziś nie potrafię sobie poradzić.

Matecznik nielitewski i nie Mickiewicza

W księdze IV, w liczącym 86 wersów ustępie, zatytułowanym przez autora "Matecznikiem", a poprzedzającym "Łowy na niedźwiedzia", znajdujemy pasjonujący opis odwiecznej puszczy litewskiej, długo uznawany przez rzesze estetów literatury za przepyszny, nieomal doskonały jej wizerunek. Tymczasem, jak słusznie, i z niejakim przekąsem stwierdza znakomity krakowski botanik, z przełomu XIX i XX stulecia, Józef Rostafiński, którego zasługą jest ponadto przywrócenie narodowej kulturze ważnych rozpraw staropolskich o łowiectwie, "Żadna puszcza tak nie wyglądała i nie mogła tak wyglądać".

Co ciekawsze, pomysł do podjęcia tematu matecznika, poddał Mickiewiczowi Stefan Witwicki, drugorzędny, nieomal zapomniany poeta romantyczny ze skłonnościami do grafomaństwa, syn dyrektora liceum krzemienieckiego, i on właśnie napisał pierwotne strofy, co wieszcz uczciwie ujawnia w pierwszym paryskim wydaniu [1834] epopei.

Nota bene Mickiewicz strofy owe czterokrotnie przerabiał, ze znakomitym zresztą skutkiem, który wcale nie jest rzeczą oczywistą, pamiętając oczywistą w końcu rzecz, że lepsze jest z reguły wrogiem dobrego.

Stefan Witwicki nie doznał osobistej iluminacji. Jego wyobrażenia o wyglądzie i naturze jądra puszczy - matecznika, są przekazem starszych baśni, legend, przesłań wierzeniowych, nawet nielitewskich wcale, ale białoruskich zwłaszcza. Witwicki, a potem Mickiewicz, gładząc kunsztownie pierwotny pomysł powiada, iż:

Myśliwiec krąży koło puszcz litewskich loża,
Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,
Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice;
Wieść tylko, albo bajka wie, co się w nich dzieje.
Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał, pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni
I siecią zielsk zarosłych i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.


Trzeba przyznać: opis przejmujący, choć niewiele mający do czynienia z realiami przyrodniczymi. Kolejne wersy przynoszą barwne relacje o rojstach czyli torfowiskach, zwanych mszarnikami, mszarami, a na Podhalu po prostu borami, od czego zresztą biorą pierwowzór słowa: bór (drzewostan sosnowy), borowina (torf), borowiec (demon leśny) i wreszcie najznamienitszy z polskich diabłów – Boruta.

Trzy puszczańskie żywioły

„Zapory” te można pokonać tylko „nadludzkim męstwem”, czyli trudem – przekonuje Mickiewicz i podaje kolejne, większe niebezpieczeństwa, budzące trwogę. Wytłuszczenie przez nas tych dwóch słów, a niebawem jeszcze trzeciego, stanie się wkrótce zrozumiałe.

Dalej, co krok czyhają, niby wilcze doły,
Małe jeziorka, trawą zarosłe na poły,
Tak głębokie, że ludzie dna ich nie dośledzą,
(Wielkie jest podobieństwo, że diabły tam siedzą).
Woda z tych studni sklni się, plamista rdzą krwawą,
A z wnętrza ciągle dymi zionąc woń plugawą
.

Mistrz polskiej poezji nie jest oryginalny zarówno w przedstawieniu bagnisk, jak w przywoływaniu istot demonicznych zasiedlających odwiecznie owe obszary. Wiadomo przecież powszechnie, iż diabły i inne postaci z kręgu tradycyjnej demonologii ludowej: błędne ognie, świetliki, zwodziasze, ogniany, szyszymory, z ochotą bytowały na podmokłych pustkowiach i uroczyskach. Do tych wyobrażeń chętnie odwołuje się Adam Mickiewicz, pisząc w dalszym ciągu:

... drzewa w koło tracą liść i korę;
Łyse, skarłowaciałe, robaczliwe, chore,
Pochyliwszy konary mchem kołtunowate,
I pnie garbiąc brzydkimi grzybami brodate,
Siedzą wokoło wody, jak czarownic kupa
Grzejąca się nad kotłem, w którym warzą trupa.

Scena nieomal jak z Makbeta!

Po kolejnych wersach dotyczących fantastycznego „królestwa zwierząt i roślin stolicy” następuje opisanie domeny śmierci. Zwierzęta mają bowiem

... swój smentarz, kędy bliscy śmierci,
Ptaki składają pióra, czworonogi sierści,
Niedźwiedź, gdy zjadłszy zęby strawy nie przeżuwa,
Jeleń zgrzybiały, gdy już ledwie nogi suwa,
Zając sędziwy, gdy mu już krew w żyłach krzepnie,
Kruk, gdy już posiwieje, sokół gdy oślepnie,
Orzeł, gdy mu dziób stary tak się w kabłąk skrzywi,
Że zamknięty na wieki już gardła nie żywi,
Idą na cmentarz. Nawet mniejszy zwierz, raniony
Lub chory, bieży umrzeć w swe ojczyste strony.
Stąd to w miejscach dostępnych, kędy człowiek gości,
Nie znajdują się nigdy martwych zwierząt kości.


Teraz następuje fragment sławiący niebiańskie nieomal życie zwierząt w mateczniku, gdzie bytują rządząc się samodzielnie, zachowując dobre obyczaje:
Jeszcze cywilizacją ludzką nie popsuci,
Nie znają praw własności, która świat nasz kłóci,
Nie znają pojedynków, ni wojennej sztuki,
Jak ojce żyły w raju, tak dziś żyją wnuki,
Dzikie i swojskie razem, w miłości i zgodzie,
Nawet jeden drugiego nie kąsa, nie bodzie.
Dzieje się tak dlatego, iż:
Szczęściem, człowiek nie zbłądzi do tego ostępu,
Bo Trud, i Trwoga, i Śmierć bronią mu przystępu
.

Wszystko staje się jasne

Penetrację przez człowieka dzikiego „jądra puszczy” uniemożliwiają trzy personifikowane żywioły: Trud, Trwoga i Śmierć. Wypada w tym miejscu podkreślić magiczność liczby „3” zawartej w wielu mitach, sagach, klechdach najrozmaitszych narodów, np. o trzech parkach greckich, rzymskich mojrach, trzech słowiańskich zorzach dziewiczych, o trzech zaklęciach, o trzech braciach mądrych albo głupich, o trzykrotnych zmaganiach się przeciwnościami losu (‘do trzech razy sztuka’), itp.

Rostafiński miał zatem rację! Osławiony matecznik, to nie realia litewskiej puszczy, nie przyrodnicza rzeczywistość, nie dzika natura, lecz całkowicie fikcyjny, fantasmagoryczny świat, zrodzony w głowach Witwickiego i Mickiewicza pospołu, świat romantycznych i idealistycznych wyobrażeń. To piękna, przejmująca i trwożąca zarazem bajka, korzeniami osadzona w podaniu białoruskim, co ujawnił, jako pierwszy S. Zdziarski [Pierwiastek ludowy w poezji polskiej XX wieku, Warszawa 1901].

Także wyraz "matecznik" ma pochodzenie białoruskie. Lud tak nazywał miejsca wiecznego spoczynku zwierząt dzikich, zupełnie nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika. Dodajmy do tego słowiańskie, pogańskie jeszcze przekonania o lasach, puszczach, kniejach, jako miejscach bytowania dusz ludzi zmarłych, siedliska „dziadów” – protoplastów rodów, a Mickiewiczowska koncepcja leśnych ostępów, jako mitycznej krainy, stanie się całkowicie zrozumiałą w ujęciu koncepcyjnym, lecz trudną do zaakceptowania w obliczu powszechnego przekonania, że Pan Tadeusz to „najprawdziwsza prawda” o kulturze polskiej na Litwie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (34):

Sortuj komentarze:

Panie Krzysztofie! Ale mnie Pan zalatwil. Uznaję się za pokonnego! Nastepna rozprawk, gdy znajde czas, popelnię o mateczniku Slowckiego. Nie żartuje! Alo zrómby to wspolnie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aha, i jeszcze o Słowackim Panie Adamie. Znów muszę poddać weryfikacji Pańskie jakże arbitralne stwierdzenie jakoby, tu cytat "Slowcki na szczęście o matecznikach nie pisywał, nawet kiedy tęksnil za czyms lub za kims, jak Mickiwicz za swoją Litwą".
A skąd ta pewność, że spytam? I cytat prześlę, a owszem. Ten jednak za Słowackim:
"Matecznik" - Juliusz Słowacki

Bóg, który łono wszelkich tajemnic odmyka,
Do tego ohydnego w duchu matecznika,
Gdzie duch z duchem się bije, a kość trupia z kością,
Pozwolił wejść i oczy oswoić z ciemnością.
I zoczyłem okropną umysłów ruinę.
Oczy krwią zaszłe, twarze ołowiane, sine,
Żywe zwierze, myślące o knucie i carze,
Dalej trupy — i skryte na trupy smętarze
Tam, jeśli który ludzkiej nie wytrwa ohydzie,
Pokorny, wariat blady, sam na cmentarz idzie
I kładzie się i kona od braci daleko;
Dlatego nigdy trupów za sobą nie wleką,
Ani się pokazują śród ludzi ze łzami,
Ani krzyku usłyszysz stojąc pod oknami.

Pośrzodku tron ujrzałem zbroczony i czarny,
Na którym usiadł straszny duch — niedźwiedź polarny,
Figura z krwi i ciała, ohydna i tłusta,
M o c a r z zapowiedziany w proroctwie o s z u s t a.
Przed jego pożyczoną od Mongołów mocą
Szkielety waryjatów kładną się — gruchocą,
Podlą się i za podłość mu składają dzięki;
Słychać trzask czaszek, grzechot piszczeli i jęki.
Któż by rzekł, że ta ciemna tajemnic kotara
Kryła taką straszliwą ucztę Balthazara,
Że tam w nocy, po ciemku, bez gwiazd i miesiąca
Jest ręka cara ogniem po ścianach pisząca,
Że przy stole żebrackie zbierając okruchy
Siedzą ciała, nie swymi napełnione duchy,
Liczba jakaś szatanów, która ciał używa,
Ten powie j a, a drugi duch się w nim odzywa.
Inny, którego przeszłość w siebie zajrzeć znęci,
Spojrzy i cudzą pamięć znajdzie w swej pamięci;
Inny, gdzieś pod Grochowem naznaczony blizną,
Zapomni się i Moskwę nazywa ojczyzną.

Tamten rozczochra włosy i podniesie pięście
I wrzaśnie jak kobieta: „Boże! o! nieszczęście!”
A potem, gdy w szlochaniu pozbędzie oddechu,
Upada w zgrzytającą harmonikę śmiechu,
Z tonu na ton zlatując, jak czart i kobiéta,
I szkło, które pod palcem zajęczy i zgrzyta.

Pośrzodku upior — niby zachłyśniony Bogiem,
Swojej dawnej ojczyzny matki stanął wrogiem.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
W serce, gdzie ona jeszcze święty ogień trzyma,
Swymi sztyletowymi utkwiony oczyma...
Wariat, a mądry... sztandar zaguby rozwinie,
Wszystkich wyszle i straci — ale sam nie zginie,
Jako płaz będzie pływał w skorupach i ślinie.

I teraz stoi, patrzaj, jak trup w grobie cały,
Od którego robaki sto lat uciekały,
I nareszcie z przestrachem rzuciły trumnicę,
Gdzie kości wypróchniałe gorzały jak świéce.

I nad okropnym, ciemnym piekła malowidłem
Szary tak machnął ręką, jak niedoperz skrzydłem...

I jest matecznik a w nim duchy, demony, trumny, kości, przodkowie, historia... Matecznik!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak przekornie to przekornie. To, że coś jest czymś obronne oznacza przecież, że jest przez to drugie bronione. Bronić czegoś nie oznacza być w tym samym miejscu lecz najcząściej okalać je, być przed nim. Czasem nawet w znacznej odległości by wcześnie zniechęcić natręta. Nie muszą więc szerszenie, mrówki czy osy w bagnisku się sadowić. Stąd i biotop szerszeni "zdies' ni pri czom".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bracia Moi, w poezji umilowani! Tudziez ekologii. Zaprawde powiadam Wam, że herazja biologiczna mocne ci uczymnila spustoszenia w Waszych łbach szlacheckich, na co remedium może byc tylko jedno, zgodnie z zasadamoii homeopatii od zacnego Samuela Hahnemanna juz znanej. Otoz jad szerszeni i zmiji zmieszny z roslolem z ropuchy ugotowaej w garncu zalepionym glina i w ogień wetknietm, z uncją blota z kniei litewskich, wszysko to posypawszy popiolem ze spalonej karty ksiegi IV zawierającj opis matecznika, wymieszac i miksture ową zazywać przed napisaniem czegokolwiek na tym forum, aczkolwiek, gdy skutecznym okaże sie lekiem, będę w jakies mierze niepocieszony, gdyż obcowanie duchowo z Waszmosciemi nader mi humor poprawialo. Szcagolnie argument grzybowy PAna Brudysa sczegolnie do mnie przemawia. O grzybach tez Mistrz Adam nie zapomnial był napisać, porownując grzybiarzy do cieni na Polach Elizyjskich. Ot, i kolejna rzeczywistośc polska. Przepraszam litewska, Z czego wynika, że Mickiewicz wielkim poetą był. Co prawda już dawno wysmiano takie podejście we Fedrydurke, ale tam chodzillo jakoby o Slowackiego Slowcki na szczęście o matecznikach nie pisywał, nawet kiedy tęksnil za czyms lub za kims, jak Mickiwicz za swoją Litwą. Wiadomo :tesknota slowo zużyte: co odkryl niejaki Tuwim, ale na mózg tez nieżle rzucić się moze!
--

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jestem!
Ośmielę się zgodzić z Panem Krzysztofem, jego racji dowodząc poniższym wywodem.
Z faktu występowania gadziny pełzającej nie wynika również nieistnienie rzeczonych żmijowisk.
Z mojej znajomości lasów mazurskich, dość słabej, ale jednak na potrzeby niniejszego twierdzenia w pełni wystarczającej wynika, że są to lasy o ściółce mieszanej - od bagiennych, zalewowych, po suche.
(i gdzie woda nie stoi, tam przezacne grzybki znaleźć można, o czym Pana Adama przekonuję, Pana Krzysztofa nie muszę, bo jako tubylec i miłośnik przyrody wiedzieć o tym musi, znając przezacny smak onych grzybków przeróżnych gatunków, szczególnie ze śmietaną, marynowanych lub z jajkiem i cebulą przyrządzonych)
Z tej prawdy cząstkowej mogę wysnuć prawdę ogólną na lasy okoliczne, w tym przedmiotowe litewskie, że tam takoż lasy suche z bagiennymi sąsiadują. Domyślam się tego, bom krajobraz litewski widział, do mazurskiego wielce podobny.
(na jakie sposoby z prawdy cząstkowej prawdę ogólną wysupłać, tegom się od brata Wilhelma dowiedział, jak nowicjuszowi Adso tłumaczył ten filozoficzny problem)
By swój wywód spuentować, muszę jeszcze raz fragment rzeczonej IV księgi przytoczyć:

Trafisz w głębi na wielki wał, pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni
I siecią zielsk zarosłych i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk.

Otóż nie wynika z niego wcale, że lasy litewskie tylko na bagnach stoją, co potwierdzają inne fragmenty dzieła. Chodź niewątpliwie tam występują. Tym bardziej nie wynika, że szerszenie, tudzież osy, czy wężowiska, na przedmiotowych bagnach się znajdują. Chodź tego ostatniego z kategorycznością pełną stwierdzić nie można. Ale i zaprzeczyć takoż. A gdzie nie występuje konkretne umiejscowienie przedmiotu, przyjąć trzeba z kontekstu opisu całego, a nawet dzieła w ogólności, że opisywane gniazda os, szerszeniów i kłęby wężowisk leżą w lasach litewskich, z przekonaniem graniczącym z pewnością, że na terenach innych niż bagienne. Z wyjątkiem wężowisk, do których też nie jestem w pełni przekonany. Ale jeżeli uznać, że 2 węże, tudzież żmije w okresie godowym, splecione w miłosnym złączeniu to kłebowisko - opis wydaje mi się poprawny.

Do głowy mi jeno jeszcze przychodzi, czy konstrukcja "kłębami wężowisk" jest językowo poprawna? kłęb z pewnością może mieć wąż, ale czy wężowiska mają kłęby? I tu być może, że wieszcz Mickiewicz na łatwiznę poszedł, wyraz kłębowiska do kłębów skracając, co by izosylabizm zachowany został. Ale kategorycznie tego stwierdzić nie umiem, do wiedzy fachowców polonusów się zwracam, co by swe stanowiska w kwestii tej wyłuszczyli.

Takom to wykoncypował.

Pozdrawiam Waszmościów, i przepraszam, że tak krótko, bo inne jeszcze argumenty mi do głowy przychodzą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Krzysztofie! Otóz, my dwaj, jak te ramiona w hiperbolii, ale matematycznej. Zblizamy sie do asymptoty, ale zbliżyc sie nie zdolamy. Wszysko co Pan pisze jest "najprawdziwszą prawdą" oraz "oczywista oczywistoscią". Natomiast z faktu, że ma moczarach zyja rozmaite gady pezające, nie wynika świadectwo istnienia zmijowisk. A biotopem szerszeni nie są lasy bagienne! Uklony
PS. A ciekawe gdzie sie podzial Pan Sebastian Brudys. Jakoś tęskno mi za nim

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Adamie, piszę przecież i o szerszeniach, i o osach, i o bagnach, i moczarach i nawet o takich zbiornikach śródleśnych których barwa wody i zapach każą się zastanowić zanim się do nich podejdzie. To wszystko są realia. Jeśli chodzi o węże to przecież Pan, którego kompetencje związane z wykształceniem w pełni uznaję, przyzna, że właśnie na takich moczarach, wilgotnych terenach spotkać możemy obydwa gatunki zaskrońców, rzadziej żmiję. Poeta nie mijając się według mnie z prawdą pisze o tym w stylu epoki, stosując dla wzmożenia nastroju hiperbolę. Takie właśnie są moje argumenty, które nieśmiało zamieszczam w obronie pierwszego cytatu. Pozdrawiam Pana.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Krzysztofie Drogi! alez ja caly czas twierdzę, że poezja, nie poetyka ma swoje prawa. Niech wiec Mickiewicz wypisuje co chce o wałach, mrowiskach, szerszeniach i zmijowiskach, byle nie brac tego za prawdę. Slyszał Pan o szerszeniach w puszcach, o mrowiskach na trzęsawiskach, o żmijowiskach. O żmijowskach to ja slyszalem, jako demonolog, w ludowych, bajkowych podaniach o wężu Złoczyniu albo Zlotogłowcu Rogatym. Nigdy w naukowych pracach o gadach. Ukłony niskie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Adamie, cytując poniższe:
"Bo gdybyś przeszedł bory i podszyte knieje,
Trafisz w głębi na wielki wał, pniów, kłód, korzeni,
Obronny trzęsawicą, tysiącem strumieni
I siecią zielsk zarosłych i kopcami mrowisk,
Gniazdami os, szerszeniów, kłębami wężowisk".
wysnuwa Pan tezę, że opis powyższy nic nie ma wspólnego z przyrodniczymi realiami. Dlaczego tak Pan twierdzi? Poetyka ma swoje prawa, romantyczna tajemniczość i czerpanie z ludowej mądrości również. Jakże udowodnić w pełni tezę o nieprawdzie? Czy w głębi naszych lasów nie ma niedostęopnych miejsc, mokradeł, gdzie wykroty i umarłe, stare pnie omszałe tworzą obrazy dziwne i zaskakujące? Sam często próbując ciekawy kadr uchwycić z trudnością przedzieram się przez ściany traw wysokich, drapiących krzewów czy wrastających w siebie świerków. Czy dziś jeszcze idąc leśną ścieżką nie słyszymy w drzewach lub pod stopami tego przerażającego niektórych brzęczenia os i szerszeni? Ja doświadczam tego tu na polsko-litewskim pograniczu każdego lata. Z wyjątkiem wężowisk, oczywiście. Stąd też moje opinie i wskazywanie elementów prawdziwych w opisach wieszcza. To jest prawda, jaką widzę. Pozdrawiam serdecznie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Krzysztofie! Uwielbiamy takie nazwy, jak te których litanię Pan raczyl był wymienic. Wspaniala wyliczanka. Naprawe, bez żadnych złosliwoasci! Uprzejmie jednak prosze o udowodnienie mi, że moje tezy są nie do końca udowodnione, natomiast utopijne obrazy Mickiewicza o szczęśliwym krolestwie zwierzatek albo o ich cmentarzyskach, sa cokolwiek warte. Sadzę że raczej nie pomoże tutaj przylożenie wspólczesnego pojęcia matecznika, do matecznika stworzonego w glowie i sercu romatycznego poety. To że Mickiewicz jest Mistrzem, nie oznacza, że znał się na matecznikach. Na wielu innych sprawach też sie nie znal, ale przez to wielkosci mu nie ubywa. Serdecznosci wielkie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.