Facebook Google+ Twitter

Pytajnik Adama Lesławczyka. Odpowiada: Anna Danuta Koralun

Poszukując dziennikarskich tematów, spotkałem wielu ciekawych ludzi. I tak zrodził się pytajnik Adama Lesławczyka, doszedłem bowiem do wniosku, że każdy człowiek ma coś ciekawego do powiedzenia i każdy znajduje swoje miejsce w życiu.

Anna Danuta Koralun / Fot. Album rodzinny  Anny DanutyImię, imiona, nazwisko - krótko o sobie?
- Anna Danuta Koralun. Moje dwa imiona mają swoją historię. Mama zafascynowana była bohaterką cyklu powieści o Ani z Zielonego Wzgórza autorstwa Lucy Maud Montgomery i obiecała sobie, że swojej córce da na imię Anna. Ojciec uparł się przy Danucie, gdyż takie imię miała jego pierwsza sympatia. Ani jedno ani drugie nie chciało ustąpić. Rozstrzygnął ksiądz przy chrzcie, twierdząc, że Danuta to imię pogańskie i co najwyżej może być jako drugie. No i jeszcze trochę się powymądrzam. Otóż, jeśli wierzyć stronie "Moi krewni" - jestem jedyną osobą w Polsce, która się nazywa Anna Danuta Koralun. I to jedyna rzecz jaka mnie wyróżnia bo tak, uważam, że jestem bardzo przeciętna, bardzo średnia, że tak powiem.

Co najchętniej wspominasz z dzieciństwa?
- Wczesne dzieciństwo, a więc okres 3-5 lat kojarzy mi się z ciągłym lękiem i niedoinformowaniem. Bałam się wszystkiego: ciemności, burzy, nieznajomych osób. I nigdy nie otrzymywałam odpowiedzi na swoje pytania, bo albo: "jesteś jeszcze za mała, potem się dowiesz", albo pobłażliwy śmiech, a czasami po prostu "nie zawracaj głowy". Z tego dzieciństwa bardzo wczesnego najchętniej wspominam święta Bożego Narodzenia, oczywiście prezenty pod choinką, zawsze książki.

Anna Danuta Koralun, w zadumie.W tle ciekawy krajobraz / Fot. Album rodzinny  Anny DanutyCo najchętniej wspominasz z okresu nauki?
- Z tego okresu najchętniej wspominam moją drużynę harcerską z II połowy szkoły podstawowej. Były zbiórki, ogniska, kominki. Nauczyłam się wówczas wielu piosenek harcerskich, które pamiętam do dzisiaj.

Najgłupsza rzecz, którą zrobiłaś ?
- Najgłupsze było to, że pomimo wielu możliwości nauczenia się języka obcego, nie skorzystałam z nich.

Największa porażka?
- Moja największa porażka: zawalenie egzaminów wstępnych na Wydział Pedagogiki Uniwersytetu Warszawskiego. Wtedy akurat były niedobory i przyjmowano naprawdę wszystkich. Oczywiście tych, którzy cokolwiek umieli. Ja z biologii nie wiedziałam kompletnie nic. A mogłam wiedzieć. Ale też nie wiem, czy to aż taka porażka. Wkrótce bowiem poznałam chłopaka, za którego wyszłam za mąż i do dziś jestem z nim szczęśliwa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.