Imię, imiona, nazwisko - krótko o sobie? Renata Olczykowski - redaktor naczelny magazynu "Żongler" oraz witryny internetowej Polonia
- Nova w Wiedniu, wdowa, dwoje dzieci, syn Patrick (student architektury), córka Melanie (uczęszcza do gimnazjum baletowego). Jest poniekąd kosmopolitką, aczkolwiek (choć pozornie jedno drugiemu zaprzecza)
w głębi serca przeświadczoną patriotką. Akceptuje ludzi z ich zaletami i wadami. Kocha morze oraz koło, które powstaje w wyniku przecięcia się sfery niebieskiej na dwie części, czyli tzw. horyzont. Uwielbia lato i upalne noce, wysokie obcasy i modną biżuterię. Jest sceptyczną optymistką a jednocześnie romantyczną realistką albo jak kto woli, realną romantyczką.
Co najchętniej wspominasz z dzieciństwa? - Oranżadę i napoleonki. Ale też dzikie palże, których nad Bałtykiem już niestety nie ma. W pamięci utkwiły mi wizyty na wsi, w woj. tarnowskim. Ciepłe mleko prosto od krowy, to dla dziecka z „dużego miasta” wyjątkowa egzotyka. Podglądałam jak ubija się masło z mleka, biernie uczestniczyłam w żniwach, kąpałam w rwącym, zdradliwym Dunajcu. „Kiedy patrzę hen za siebie”, do dziś pamiętam kolorowe, niedzielne jarmarki, „pierzaste koguciki i baloniki na druciku” - dokładnie takie, o jakich śpiewa Janusz Laskowski i Maryla Rodowicz.
Co najchętniej wspominasz z okresu nauki? - Serdecznie wspominam paczkę szkolnych przyjaciół, beztroskie wagary, wakacje pod namiotem.
Z ogromnym szacunkiem i podziwem wspominam nauczyciela historii, który w przedmaturalnych klasach dopuszczał, by uczniowie sami referowali wiedzę nabytą jedynie w rodzinach polskich patriotów, na temat zatajonych szczegółów historii XX wieku. Nauczyciel, któremu w szkole nie wolno było przekazywać prawdy, przysłuchiwał się tej, poza programowej świadomości niektórych uczniów z dużym uznaniem oraz nieukrytym zdziwieniem dla ich erudycji. Były to bardzo niekonwencjonalne i jedyne w swoim rodzaju lekcje. W moich oczach był on nad wyraz odważnym człowiekiem, choć wtedy niezupełnie rozumiałam ile ryzykował.