Facebook Google+ Twitter

"Que Viva Mexico!" - niedokończony film Siergieja Eisensteina

Rewolucja meksykańska widziana oczami Sergieja Eisensteina. Film, za który ekipa powinna zostać zesłana na Sybir, a reżysera chyba należałoby rozstrzelać. Tyle, że cwaniak zdążył umrzeć.

Jakiś czas temu na półki sklepowe trafił ostatni, niedokończony film Siergieja Eisensteina „Niech żyje Meksyk” („Que viva Mexico!”). Reżyser nie zdążył ukończyć postprodukcji filmu, ponieważ zmarł. Obraz został dokończony przez montażystę, a przy okazji opatrzony pretensjonalnym i patetycznym komentarzem z offu.

Pierwsza rzecz, która dosłownie rzuca się w oczy po włożeniu płyty do odtwarzacza, to ilość reklam, przez którą widz musi przebrnąć i których nie da się przewinąć. Czekając na koniec reklam nie mogłem uwierzyć, że kupiłem płytę za czterdzieści złotych, a nie tzw. insert dodawany za dychę do kolorowych szmatławców.

Widocznie dystrybutor Mayfly kosztem widzów połasił się na ofertę reklamodawców. Nie wiem, jaki skutek zamierzał osiągnąć, w moim przypadku zaowocowało to reakcją na granicy alergii i obietnicą, że już nigdy nie kupię żadnego filmu wydanego przez Mayfly. Kupując pełne wydanie filmu DVD, widz ma prawo oczekiwać produktu na poziomie, a nie insertowego dodatku naszpikowanego zbyt długimi, a w dodatku marnymi reklamami.

Sam film jest nudny, a patetyczny komentarz z offu i słaba muzyka powodują, że po jednokrotnym obejrzeniu filmu (przy czym muszę przyznać, że nie dałem rady skonsumować tej pseudointelektualnej szmiry podczas jednego podejścia), wylądował on na samym dnie szafki, w towarzystwie innych nieudanych inwestycji w tzw. kulturę...

Oczywiście, nie zamierzam negować geniuszu Eisensteina, w końcu „Pancernik Potiomkin” jest dziełem, które zasadniczo wpłynęło na prowadzenie narracji w filmie oraz sposób przedstawiania upływu czasu do tego stopnia, że słynna scena na odeskich schodach była kilkukrotnie cytowana przez innych filmowców (m.in. Briana de Palmę czy Zbigniewa Rybczyńskiego). Może właśnie dlatego niedokończone i nieudane dzieło o rewolucji meksykańskiej nigdy nie powinno trafić do dystrybucji? Czy idea Eisensteina została wypaczona podczas montażu filmu, kiedy zmarły reżyser mógł się co najwyżej przewrócić w grobie? Czy jego zamiarem było stworzenie filmu poetyckiego, zaś pretensjonalny komentarz został dodany podczas montażu, aby uczynić film bardziej czytelnym, a tym samym bardziej płytkim?

Nie radzę szukać odpowiedzi na te pytania, bo żeby to uczynić, trzeba by najpierw obejrzeć to wątpliwej wartości dzieło. A na to szkoda zarówno czasu, jak i pieniędzy. Może gdyby Stalin żył w momencie ukończenia filmu, ktoś poniósłby konsekwencje za tę szmirę, kogoś zesłano by na Sybir, a ktoś inny dostałby kulę w łeb? Po skończonym seansie wydaje mi się, że nie byłaby to kara nazbyt sroga. Także dla dystrybutora.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.