Facebook Google+ Twitter

Quo Vadis piłkarska Polsko?

W miniony tydzień reprezentacja Polski zagrała dwa spotkania w ramach eliminacji do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w Brazylii, które miały dać odpowiedż na pytanie w jakim miejscu znajduje się obecnie polski futbol, miały ...

 / Fot. PAP/Leszek SzymańskiPolska szkoła kompromitacji…Miało być jak nigdy, skończyło się jak zawsze

Właściwie po takich spotkaniach jak mecz z niedawnymi "znajomymi" z Mistrzostw Europy 2012, które wspólnie zorganizowaliśmy, dziennikarski obowiązek można by określić świętą zasadą każdej … stypy mianowicie o zmarłych
mówi się albo dobrze albo wcale! Jednak summarum suma nakazuje rozliczenie z sumieniem i wyrzucenie z siebie wszystkich emocji zrodzonych w trakcie ukraińskiego gwałtu o podłożu piłkarskim. Od lat słyniemy jako zespół, który
uwielbia grę z kontrataku oraz jako drużyna, której najlepiej idzie kiedy pełni rolę Dawida w starciu z Goliatem. Przykłady
na potwierdzenie tych słów można by mnożyć. Mecze z Anglią, Portugalią czy nawet Niemcami utwierdzają
w przekonaniu, że kiedy nikt na nas nie stawia to my stawiamy na siebie i taka mikstura zazwyczaj wypala, niestety od
lat gorszącym mankamentem Polskiej drużyny jest ośmieszanie się w starciach z zespołami równorzędnymi.

Powód? Mimo wszystko winy szukałbym w braku odporności psychicznej i braku zaufania do własnych umiejętności, poza tym nie bez znaczenia jest to, że trzon reprezentacji stanowią piłkarze klasy średnio-europejskiej a pozostali kadrowicze w większości są solidnymi graczami, których wywalczoną pozycją w klubie jest miejsce na … ławce rezerwowych. Tym razem było jednak inaczej – Lewandowski, Piszczek, Błaszczykowski, Boruc i jeszcze kilku innych to piłkarze regularnie grający w klubie i to z niemałymi sukcesami (zwłaszcza ta pierwsza trójka) tak więc na braki w prezencji futbolowej nie mogliśmy narzekać. Z tego samego powodu wypadł z listy argument odnoszący się do słabości psychicznej w końcu jeśli Robert Lewandowski potrafi strzelać bramki Realowi Madryt w Lidze Mistrzów nie może się tłumaczyć nieskutecznością w meczu z Ukrainą.

Co więc było przyczyną katastrofy w której Polacy bezwzględnie polegli?
Mateusz Borek, komentator Polsatu Sport winę upatruje w fakcie, że mamy dobrych piłkarzy ale gorzej z drużyną. Patrząc na ‘’wyczyny’’ polskich piłkarzy w piątkowy wieczór na Stadionie Narodowym trudno jest się nie zgodzić z dziennikarzem Polsatu. Drużyny nie było! Już w pierwszej minucie kibice przeżyli nie miłe zaskoczenie gdy po strzale pomocnika rywali Artur Boruc był bezradny, ledwo zdążyliśmy uświadomić sobie przykry stan rzeczy a pogrążył nas drugi atak Ukraińców, którzy w 8 minucie prowadzili już 2:0 … Stadion Narodowy w Warszawie przecierał oczy ze zdumienia patrząc na to co się działo na boisku. Wiarę, że nie wszystko jest jeszcze stracone przywrócił – choć, jak się później okazało nie na długo – wspomniany Łukasz Piszczek strzelając bramkę skądinąd piękną w 17 minucie. Wydawało się, że to początek rekonwalescencji Polaków i w niedługim czasie wszystko się unormuje czyli wygramy ten arcyważny mecz, niestety dla nas tylko i wyłącznie wydawało się...

Polacy grali ospale by nie powiedzieć, że nie grali w ogóle. Mecz w którym mieliśmy wylać na boisko całość atramentu sportowych emocji, zaangażowania, pasji okazał się być w naszym wykonaniu meczem, gdzie artysta miał chandrę, teatr czekał a domniemaną sztukę triumfu wykluczyła wymowna próżnia tuszu. Kiedy ogień (właściwie płomień) nadziei z rzadka bo z rzadka, ale jednak tlił się w powietrzu budząc w sercach wiarę na lepsze nadeszło gorsze. Gol na 3:1 w ostatnich fragmentach pierwszej połowy można potraktować jako wypełnienie słów prośby, znanej z klasyki polskiej literatury : Kończ waść, wstydu oszczędź … Druga połowa nie przyniosła zbyt wiele zmian mimo, że Waldemar Fornalik w przeciwieństwie do swojego poprzednika gustuje w zmianach w składzie, gdy drużynie nie idzie. Tego dnia Polska była wyraźnie bezradna, a gdyby nie bramkarz Southampton w polskiej bramce mogło by się skończyć nawet 1:5!

Najgorsze, że chocholi taniec polskich piłkarzy okazał się być skutkiem gry drużyny, która de facto
nie zachwyciła. Ukraina nie grała nic poza to, co powinien reprezentować sobą przeciętny zespół europejski. I tylko żal kibiców, którzy wierzyli do końca i jak zawsze zostawili na stadionie sto procent siebie i swojego patriotyzmu. Wszyscy oczekiwaliśmy Polski agresywnej, zadziornej, bezwzględnej i wszyscy się pomyliliśmy… Niestety po raz kolejny po ważnym meczu reprezentacji Polski możemy poczuć się jak Hiszpanie niegdyś, którzy zawsze po porażkach powtarzali graliśmy jak nigdy, przegraliśmy jak zawsze tylko, że u nas już chyba jedynie hobbystom muzyki chciałoby się zaśpiewać Nic się nie stało? Wczuwając się w sytuację piłkarzy reprezentacji Polski należy wyrazić żal, że w piątkowy wieczór na Stadionie Narodowym nie spadło choć trochę deszczu wtedy, byłby to zapewne główny argument tłumaczący wynik meczu, ale co tam zawsze pozostają w obwodzie słynne słowa natury adwokackiej decydentów reprezentacji Polski winni dziennikarze, winny Donald Tusk … W końcu także uczestniczyli w rzeczonym meczu, co prawda w sposób pośredni ale czyż pośrednictwo klęsce nie jest tworzeniem klęski ?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.