Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

180518 miejsce

Quo vadis reprezentacjo?

Zwycięstwem reprezentacyjnych dublerów nad zespołem Zjednoczonych Emiratów Arabskich zakończył się międzynarodowy sezon drużyny narodowej...

Nie miałbym nic przeciw temu, by passa ta trwała do 21 listopada przyszłego roku, kiedy to nasze Orły rozegrają ostatni eliminacyjny mecz z Serbią. Wydaje się to realne życzenie, bowiem wiele na to wskazuje, że Leo Beenhakker po falstarcie z Finlandią i Serbią opanował sytuację i obecnie, podobnie jak kiedyś Kazimierz Górski w sposób profesjonalny tworzy narodowy team; nie tylko na dziś, ale również na przyszłość.

Przypomnę tylko, że trener tysiąclecia , pan Kazimierz nie spoczywał na laurach i wielokrotnych sukcesach, a ciągle poszukiwał „świeżej krwi” do swojej drużyny, wychodząc ze słusznego założenia, że w piłce nigdy nie jest tak dobrze, by nie mogło być lepiej. Klasycznym przykładem jest rotacja jaka nastąpiła w podstawowej, reprezentacyjnej jedenastce w okresie 1972-1974. Po zdobyciu olimpijskiego złota , kiedy wydawało się, że już mamy drużynę marzeń, pan Kazimierz , rok później na Wembley dokonał 6 (słownie - sześciu) zmian w wyjściowym składzie, wychodząc ze słusznego założenia, że ci, którzy pokonali amatorów z Węgier niekoniecznie mogą podjąć równorzędną walkę z angielskimi zawodowcami. Okazało się to jak najbardziej słuszne założenie i Polska zakwalifikowała się do finałowej walki o futbolowy prymat na naszym globie.

Wówczas ten „zwycięski remis” został odebrany w światowym środowisku piłkarskim jako ogromnego kalibru sensacja, polscy kibice zgodnie określili ten mecz pojedynkiem wszech czasów, a każdy z 11 graczy (trener, mimo ogromnej dramaturgii podczas pojedynku w Londynie, nie dokonał żadnej zmiany) był przekonany, że wybiegnie na niemiecką murawę w pierwszym , grupowym pojedynku. Jakież było zdziwienie fachowców , kibiców i samych zawodników, kiedy w inauguracyjnym spotkaniu na MŚ-74 z Argentyną w wyjściowym składzie zabrakło trzech(Mirosława Buczackiego, strzelca złotej bramki Jana Domarskiego i Lesława Ćmikiewicza.) bohaterów z Wembley, którzy zostali zastąpieni przez „żółtodziobów” z młodzieżówki : Władka Żmudę i Andrzeja Szarmacha, oraz Zygmunta Maszczyka.

Na tym właśnie polegał geniusz pana Kazimierza, który nigdy (jak to uczynił Engel) nie uznawał selekcji za zakończoną, dawał swoim wybrańcom do zrozumienia, że nie mają etatów w kadrze, zmuszając ich tym samym do ciągłego samodoskonalenia. Oczywiście duży wpływ na taką politykę kadrową pana Kazimierza miało doskonałe rozeznanie bezpośredniego zaplecza szerokiej kadry, bowiem przed podjęciem pracy z zespołem narodowym, trener Górski był najpierw przez kilka lat selekcjonerem juniorów , a następnie drużyny potocznie zwanej młodzieżówką. Znał wszystkie wady i zalety swoich ewentualnych wybrańców. Wiele na to wskazuje, że podobnie ma się sprawa teraz , kiedy to Beenhakker , po pierwszych niepowodzeniach dokonał przeglądu zaplecza i co najważniejsze, podobnie jak Górski , wymaga od nich „kopiowania gry” starszych kolegów. Z przyjemnością patrzyłem więc na mecz w Abu Dhabi w którym nie chodziło o rekordowe zwycięstwo a o sprawdzenie dublerów w systemie gry 1-4-3-2-1, a więc takim , który pozwolił nam na zdobycie kompletu punktów z Kazachstanem, Portugalią i Belgią.`

Wydaje się, że jeśli Leo-zawodowiec nie zaprzestanie twórczych poszukiwań i „poceluje” w optymalne ustawienie drużyny, a jego wybrańcy nie zwolnią tempa pracy i podczas kolejnych czterech grupowych spotkań zdobędą komplet punktów z przeciętnej, by nie powiedzieć słabej klasy przeciwnikami (2 razy z Azerbejdżanem i Armenią) - to 8 września, będziemy walczyli na wyjeździe z wielką trójką o dwa premiowane miejsca.

W związku z tym nasuwa się, niestety retoryczne, pytanie: skoro prowadzenie drużyny narodowej jest tak proste, to dlaczego dla kilku ostatnich selekcjonerów było tak trudne?. Niestety, prawda jest okrutna, ale trzeba jasno stwierdzić, że czterem poprzednim sternikom reprezentacji przyświecały całkiem inne cele niż w/w dwójce. I tak Janusz Wójcik zasłynął z powiedzenia „kasa Misiu kasa” i realizacji koncepcji (zmieniamy szyld i jedziemy dalej) budowania reprezentacji tylko na młodzieżowych srebrnych medalistach z Barcelony co spowodowało stagnację i przeciętność, która nie mogła się przełożyć na międzynarodowe sukcesy w piłce seniorskiej.

Z kolei Jerzy Engel po niezłym początku i uzyskaniu awansu do MŚ-2002 „uciekł ze swoimi podopiecznymi w reklamy” , co musiało zaowocować (zachwiana proporcja między komercją a szkoleniem) „koreańską kompromitacją” i szybkim powrotem do kraju. Poza tym okazało się, że panu Jerzemu bardziej chodziło o dowartościowanie ewentualnych kontraktów reklamowych, niż doskonalenie gry swoich podopiecznych. A tak na marginesie, to na kolejny propagandowy kit dał się również złapać dyletancki właściciel krakowskiego klubu, Bogusław Cupiał, któremu Engel obiecał wprowadzenie drużyny Białej Gwiazdy do futbolowego Edenu, czyli Ligi Mistrzów.

Niestety Wisełka zamiast wypłynąć na szerokie wody , została „zatopiona” przez słabiutką grecką flotę w bitwie pod Akropolem i pan Jerzy z braku laku robi dziś za głównego szkoleniowego guru w Listkolandzie. Niestety, jak było do przewidzenia, z miernym skutkiem, no, chyba że za jego ogromny sukces uznamy konflikt z holenderskim szkoleniowcem. Jeśli chodzi o Zbigniewa Bońka, to nie warto nawet wspominać jego przygody z kadrą, bowiem był to raczej „temat zastępczy” mający na celu odwrócenie uwagi od afer, skandali i przekrętów na „miodowych salonach”.
Natomiast niemający trzeźwego spojrzenia na futbol Paweł Janas, po uzyskaniu awansu poszedł dalej niż Engel, bowiem powołał „Boską kadrę”, ponieważ chyba tylko jeden Bóg wiedział na jakiej podstawie zostały przyznane nominację na „mundialowca”. Na dodatek skandaliczne zachowanie kierownictwa ekipy i lekceważenie dziennikarzy przez sztab szkoleniowy dopełniły czary (należałoby powiedzieć wiadra pomyj) goryczy.

Zatem czy po takich fachowcach, którzy po zakończeniu pracy na selekcjonerskim stołku, ze względu na brak nie tylko lukratywnych, ale jakichkolwiek propozycji - zakończyli trenerską przygodę można było spodziewać się międzynarodowych sukcesów? Te, niestety, smutne fakty, nie tylko obnażają ludzi (Michał plus cały zarząd), którzy decydowali o selekcjonerskich nominacjach , ale również wskazują drogę na przyszłość. Jeśli Beenhakker nie dotrzyma słowa i nie awansujemy do finałów ME, będzie musiał odejść, ale kolejny kandydat z konkursu na selekcjonera powinien kontynuować styl jego i pana Kazimierza, pracy z reprezentacją, bo takie są wymogi profesjonalnej piłki, których żaden „cudotwórca” nie może zmienić czy bagatelizować.

Jeśli ktoś z zainteresowanych czuje się pokrzywdzony tekstem Jana Tomaszewskiego ma prawo dochodzić sprawiedliwości drogą prawną. Jednocześnie informujemy, że autor felietonu może też dochodzić swoich praw w sądzie powszechnym.
Jan Tomaszewski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.