Facebook Google+ Twitter

Rachunek wszech czasów

Uwaga! Po raz pierwszy w historii będę bronił urzędnika. Do tego urzędnika z PiS. Do tego urzędnika oskarżonego niemal o defraudację. Chore? Oceńcie sami...

W ostatnich dniach media rozpisywały się o dwóch urzędnikach byłego rządu. Jeden przy pomocy służbowej karty kredytowej regularnie robił rachunki w perfumeriach i salonach prasowo-muzycznych. Stale i regularnie. Nie ma co komentować. Słów szkoda.

Większa pozornie "afera" wybuchła w przypadku drugiego pana. Otóż, jego syn podczas wczasów za granicą używał tatusiowego - służbowego laptopa. I nabił rachunek za korzystanie z internetu na 80 tys. zł. Media "przejechały się" po urzędniku bez litości. No bo urzędnik, bo z PiS, bo 80 tys. zł. A ja im dłużej myślę o tej sprawie, tym więcej mam wątpliwości. Na podstawie swoich własnych doświadczeń i logiki dochodzę do wniosku, że to raczej nie jest wina urzędnika, ani jego syna.... A przynajmniej nie tylko nich. Jedno jest poza dyskusją - synek nie powinien używać służbowego laptopa. Ale to jedyna rzecz w tej sprawie oczywista. Bo dalej, to ja mam same wątpliwości.

Jak nabić rachunek za 80 tys. zł? Widzę trzy możliwości. Po pierwsze, ktoś ma masę kasy i wydaje ją jak lubi. Wątpię, aby tak było w tym przypadku. Wbrew pozorom urzędnik to nie krezus. A jeśli krezus, to w mniejszej skali.
Po drugie, może ktoś liczył, że wprawdzie będzie ogromny rachunek, ale nie trzeba go będzie zapłacić. Scenariusz możliwy, ale... wątpię w jego prawdziwość. Nie podobały mi się metody rządzenia PiS, ale większość ludzi z kręgu tej partii to w mojej ocenie osoby osobiście uczciwe. Reakcja pechowego urzędnik - deklaracja oddania wszystkich oszczędności, będąca zresztą ułamkiem rachunku i szczere przeprosiny - nie wskazują na naciągacza. Taki powiedziałby - potrąćcie mi do 3 pensji i koniec... Więcej nie można.

Pozostaje trzecie rozwiązanie. Serfujący z ciepłych krajów nastolatek, ani jego opiekunowie nie mieli świadomości ceny usługi, z której korzystają. I z czystym sumieniem liberała i konserwatysty piszę - jeśli nie wiedzieli jaki jest rachunek, ile mają zapłacić, to duża część winy leży po stronie... dostawcy usługi. Absurd? Brak odpowiedzialności za własne czyny? Wcale nie. Bo podstawą wszelkich rozliczeń i usług musi być świadomość kosztów i skutków swoich działań.

I w tym miejscu pozwolę sobie na nieco dłuższą dygresję. Czy ktokolwiek z Was, Drodzy Internauci, próbował załatwić coś w jakimkolwiek telekomie? Każda czynność zmierzająca do poprawy Waszej - klientów - sytuacji, obwarowana jest szeregiem warunków. Pokazać dowód osobisty, wystąpić na piśmie, wysłać sms. Ostatnio firma, do której podobno należy przyszłość, za dostarczenie mi szczegółowego rachunku na papierze (faktura elektroniczna długo się generowała) chciała opłaty. Gdy w tej samej firmie zamawiałem telefon w internetowej promocji spostrzegłem, że mają mój stary numer dowodu osobistego, mimo że pół roku wcześniej zostawiłem ksero dowodu podpisując nową umowę. Pisałem 3 razy w tej sprawie, 3 razy wysyłałem fax. Jako, że fax był nieczytelny, musiałem pojechać do punktu obsługi. Wszystko zajęło ok. tygodnia. W tym czasie promocyjne telefony się skończyły. Człowiek, który nie naniósł poprawki na moim koncie być może został "pracownikiem roku" (a "pracownikiem miesiąca" to na 100 proc. - uśmiech miał szeroki!). Przeczołgano mnie równo - żebym dostał 50 zł zniżki, mimo że wina telekomu była oczywista. (Inna sprawa - ciekawe gdzie jest to ksero mojego dowodu, które zostawiłem za pierwszym razem !). I co? i nic?

A co to ma do urzędnika rachunku na 80 tys. zł, być może w innej firmie? Otóż chyba ma.
Bo jak to jest, że w drobnych sprawach organizacyjnych wszystkie telekomy wymagają potwierdzeń, zapewnień, "udowodnień", a doprowadzenie rodziny do trwałej upadłości nie wymaga żadnego potwierdzenia, żadnej akceptacji. Może się faktycznie odbyć poza naszą świadomością. Czy firmy świadczące tego typu usługi nie powinny nas informować - szczególnie przy pewnej wysokości rachunku np. od 3 tys. zł - o ponoszonych kosztach? Nie o limitach transmisji, abstrakcyjnych kilo- i mega- bajtach, ale o wydawanych pieniądzach. Czy naprawdę trudno jest wyświetlać komunikat "Przekroczyłeś 3 tys. zł"? Nie, to bardzo proste. Ale z punktu widzenia telekomów nieopłacalne. Dlatego trudno zamówić komórkę w promocji, a łatwo nabić rachunek za 80 tys. zł.

Można pisać i mówić o odpowiedzialności człowieka za własne czyny. Oczywiście. Ale w przypadku tak złożonych rozliczeń - internetowo-międzynarodowo-komórkowych - nikt nie może wymagać od klienta pełnej wiedzy o kosztach. To - przepraszam za określenie - psi obowiązek dostawcy usługi - przełożyć cennik z papierowych tabelek na realia.

Dlatego urzędnika z laptopem i nabitym rachunkiem na 80 tys. zł, zwyczajnie po ludzku mi szkoda. A sprawa uregulowania tej sfery usług to dla mnie problem wyłącznie czasu. Bo tak, jak jest teraz dalej być nie może. Brak jasnych zasad o informacji to zaprzeczenie wolnego rynku. A jednocześnie zobaczycie, jak telekomy będą ustami swoich PR-owców lobbować przeciwko jakimkolwiek rozwiązaniom w tej sprawie. Będziecie wierzyć w ich czyste i jasne intencje? Ja nie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Arnione

nie oceniam świata wg siebie:) Ale ja wolę ostrzeżenie, że była taka rozmowa niż rachunek za 80 tys. zł:) Poza tym w internecie jest zachowana pewna anonimowość usługi - tzn. liczy się transfer + ew. czas. I powinni ostrzegać. MOIM zdaniem.

najlepszego:)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.12.2007 10:00

do Archie :)

Problem w tym, że kiedy operator próbuje wykonać jakieś działania w celu uświadomienia klientowi jakie koszta generuje swoim ruchem telefonicznym naraża się na nieprzyjemności/sprawy w sądzie. Swego czasu tp wprowadziła do standardu obsługi klienta akcję monitorowania rachunków klientów. W praktyce wygląda to tak. Pani Basia płaci co miesiąc rachunek za 30 minut rozmów miejscowych i nagle pojawia się w jej billingu droga, długa międzynarodowa rozmowa. Pracownik infolinii dostaje odpowiedni komunikat i dzwoni do Pani Basi z informacją i pytaniem, że nastąpił taki incydent i czy jest tego świadoma (czy to przypadkiem nie dziecko wydzwania itp). Nawet nie wiesz jak często ludzie są oburzeni inwigilacją ich ruchu telefonicznego. Kończy się to czasem pisemnym zażaleniem a bywa, że i pismem do UOKiK.

Ja po takim telefonie pomyślałbym sobie, że jednak jako klient się liczę dla operatora i fajnie, że ktoś dba żebym przypadkiem nie wydzwonił za dużo. To, że taka akcja telefoniczna chroni klienta jest dla mnie oczywiste. Ale to nie znaczy, że dla wszystkich. Nie można oceniać świata według siebie... :)

pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

do Bonara i Arnione:)
szanowni! co do idei i zasady nawet bym się z wami zgodził. ale... ale lata pracy dziennikarza ekonomicznego dały mi setki przykładów, gdy teoretycznie ktoś ma wiedzę o kosztach, a na koniec jest i tak zdziwiony. Za dużo jest takich sytuacji, aby uznać to za przypadek. Deweloperzy i ich "końcowe rozliczenia", serwisy samochodowe, telekomy. szacunek za Wasze poglądy, ale czy naprawdę wierzycie, że w Polsce konsument ma pełnie wiedzy? A co do kota w mikrofali. Dla mnie sprawa oczywista, dla Ciebie też. Ale to nie znaczy, że dla wszystkich. Nie można oceniać świata wg siebie... Pozdrawiam wszystkich.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 18.12.2007 12:07

Zastanawia mnie czy temu urzędnikowi aby na pewno potrzebny jest służbowy laptop skoro bez problemu użyczył go swojemu synowi. Na służbowym komputerze prawdopodobnie zapisane były służbowe informacje, które niekoniecznie powinny być dostępne dla osób trzecich. Jeśli ich nie było to znaczy, że urzędnik nie wykorzystywał laptopa do pracy a co za tym idzie nie powinien go w ogóle otrzymać.

Co do samego rachunku Bonar ma 100% racji. Jeśli ktoś korzysta z jakiejś usługi to powinien przynajmniej się orientować jakie to ciągnie za sobą koszty. Telekom nie interesuje się w jakim celu ktoś korzysta z jego usług. Jego zadaniem jest dostarczenie usługi i zapewnienie jej poprawnego działania a nie pilnowanie kto i jak z niej korzysta.

Co do komunikatu o przekroczeniu jakiejś sumy rachunku to o ile mi wiadomo istnieje taka usługa. Może nie dokładnie taka ale można ograniczyć maksymalną wysokość rachunku (bardzo często wykorzystywana usługa w telefonach służbowych).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.12.2007 14:08

Poruszono bardzo ważny problem mataczenia telekomów , ale chyba na zupełnie niewłasciwym przykładzie . Umowe podpisywal pracodawca urzędnika dlatego na nim ciazy obowiazek pouczenia uzytkowników o taryfie. Ciekawi mnie co trzeba zrobić z laptopem, aby wyszedł taki rachunek. PS Użyczenie laptopa synowi świadczy o wyjątkowej prywacie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jezeli autor, obronca urzednikow uzna,ze urzednik panstwowy byl niepelnosprawny umyslowo. to moge sie zgodzic z teza zawarta w artykule.
Tylko co ten czlowiek robil na takim stanowisku?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fakt że ktoś nie znał ceny usługi z której korzysta świadczy o jego lekkomyślności. Ot, lapotop służbowy, tatuś jest VIPem więc czym się tu przejmować, hulaj dusza piekła nie ma...

Nie możemy obarczać operatora winą za to że ktoś wyjeżdżając na wakacje nie myśli o kosztach. Nie bądźmy amerykanami którym trzeba przypominać że kota nie suszy się w mikrofali. Odrobina zdrowego rozsądku by wystarczyła żeby do całej sytuacji nie doszło. Nie bronię operatorów którzy gotowi są ściągnąć żywcem skórę z klienta, bronię zdrowego rozsądku którego używanie, szczególnie w sferach zbliżonych do rządowych (sejmowych i ogólnie władzy) wyraźnie zanika...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.