Facebook Google+ Twitter

Radio Maryja, czyli stary tygrys traci zęby

Miała być wielka manifestacja „w obronie życia”, która niechętnych zmianom w konstytucji i wahających się powinna przekonać do projektu LPR. Mimo wielodniowych wezwań przyszło tylko kilka tysięcy osób. To nic, w porównaniu do wielkich marszy lat 90. w obronie życia poczętego, gdy do Sejmu przywożono worki listów.

Roman Giertych na Marszu życia w Warszawie. Fot. Agata ŚlusarczykSkromna mobilizacja zwolenników Radia Maryja zaskoczyła wszystkich – przeciwników Radia tak samo jak organizatorów manifestacji, a po części chyba także służby porządkowe. Ale toruńska rozgłośnia już od dawna nie jest tym, za co ją mają dziennikarze Gazety Wyborczej z jednej i posłowie LPR i PiS z drugiej strony. Można nawet domniemywać, że wiedzą oni, że tygrys z Torunia się starzeje i że wypadają mu zęby – ale nie do końca jest w ich interesie, aby ta wiadomość dostała się do szerokiej publiczności.

Radio obu stronom jest potrzebne jako straszydło – liberalna strona sceny politycznej dzięki Radiu zawsze ma wroga, który pozwala jej zawrzeć szeregi i ostrzec przed dyktaturą ciemnogrodu, a te partie, które na prawicy akurat cieszą się poparciem księdza Rydzyka, mogą to wykorzystać przeciwko prawicowej konkurencji. Nikomu nie zależy na tym, aby ukazać wpływ Radia Maryja takim jaki on jest – nader skromny. Radio co prawda ma ok. 2 milionów stałych słuchaczy – ale tylko ok. 40 proc. z nich głosuje rzeczywiście tak, jak kierownictwo Radia im każe.
W wyborach z 2005 r. niektórzy słuchacze Radia nawet głosowali na SLD. Absolutna większość słuchaczy jest wierna radiu nie z powodu jego – stosunkowo rzadkich – audycji politycznych, lecz mimo nich. Oni słuchają to radio głównie z powodu audycji religijnych, muzyki, katechezy. Politykę ignorują.

Radio się mocno rozbudowało w ostatnich latach, to prawda. Ale jednocześnie rosło mu sporo konkurencji: zaczęły nadawać różne kościelne stacje, jak Radio Józef w Warszawie, konserwatywno-katolickie stacje komercyjne. W ostatnich dwóch latach polityczni zwolennicy Radia Maryja sami przykładali się do zmniejszenia jego wpływu. Teraz podobne treści polityczne jak w Radiu Maryja można słuchać w Polskim Radiu, w państwowo-politycznej telewizji i w niektórych gazetach, „odzyskanych” przez obóz władzy.

Radio Maryja politycznie zawsze było jednoznacznie kojarzone: było to radio przeciwko rządzącym i przeciwko hierarchii kościelnej, z którą miało i ma liczne zatargi. Od dwóch lat jednak wyraźnie się chwieje. W Toruniu nie wiedzą, jakie stanowisko przyjąć w sprawie lustracji, skoro przez cały czas redakcja była za „ujawnieniem prawdy o przeszłości”, atakowała byłego prezydenta Lecha Wałęsę z powodu jego rzekomej współpracy agenturalnej i popierało partie, które opowiadały się za rozliczeniami. Ale lustracja godzi teraz we wszystkich, którzy urodzili się przed 1972 rokiem – a to większość słuchaczy Radia i większość hierarchii kościelnej, również tej Radiu przychylnej.

„Elektorat Radia Maryja” ta część słuchaczy, która trwa przy Radiu z powodów politycznych, potrzebuje jednak jasno wytyczonych kierunków. Są to ludzie autorytarni, patriarchalni, którzy słuchają ks. Rydzyka i jego kolegów właśnie dlatego, że nie chcą sobie wyrobić własnej opinii, tylko czekają na przedstawienie spójnej interpretacji świata i jasnych nakazów działania. Radio, które waha się między poparciem dla różnych partii politycznych, nie ma jasnego stanowiska, musi ich rozczarować.

Mimo to Radio nie zniknie. Słuchacze, których interesuje tylko religia, zostaną przy nim. Ale siła Radia w latach 90. polegała na tym, że dla jednego jasnego celu przez krótki czas mogło mobilizować gigantyczną liczbę zwolenników. Tej możliwości już nie ma, bo rzesza słuchaczy się odpolityczniła – można ich trzymać przy odbiornikach, ale nie da się mobilizować dla celów jawnie politycznych. Ciekawsze niż obserwowanie odpływu zwolenników Radia Maryja jest jednak pytanie, dokąd oni pójdą – zasilą rzesze niegłosujących, staną się apolityczni czy staną się pożywką dla nowego ruchu, nowej, radykalnej partii, na prawo od LPR?

Klaus Bachmann

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

RM tworzy lekko sekciarskie towarzystwo i tyle. Ale zębów nie traci, o nie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

o cholera ale niechcący plamę dałam :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kilka uwag.

1. Co do formy:

A) Niejednokrotnie dawałem wyraz swojemu podziwowi dla sprawności Klausa w operowaniu polszczyzną (przecież to dla niego język obcy!). Nie zmienia to faktu, że - czego nie zauważył nikt z przedmówców - szeregi się zwiera, nie zaś zawiera. Ot, drobiazg.

B) Językowa norma wykształca się przez usus. Dotyczy to przede wszystkim, choć nie tylko, zapożyczeń. Inwazja anglicyzmów do rozmaitych języków może się spotykać z różnymi reakcjami. Na przykład Finowie i Francuzi mają własne słowa na określenie tego, co my nazywamy komputerem. Być może zatem istnieje coś takiego, jak swego rodzaju "zbiorowy zmysł równowagi". Coś, co sprawia, że jedne słowa wchodzą na trwałe do słowników (mam na myśli kanon poprawnej polszczyzny), a inne nie. Coś, co pozwala bez trudno definiowalnego poczucia niesmaku posługiwać się słowem "komputer", a zarazem powstrzymywać się od używania równie powszechnego słowa "zajebiście".

C) Beata ma rację. I kropka.

2. Co do meritum.

D) Uwagi Klausa na temat Radia Maryja etc. nie grzeszą może nadmierną odkrywczością, ale - skoro wywołują tak ciekawą dyskusję - zasługują na uwagę.

E) W potoku gazetowej paplaniny warto, w moim przekonaniu, wsłuchiwać się w głosy ludzi, którzy jedną nogą stoją w Niemczech, a drugą w Polsce. Także w głosy specjalistów w swojej dziedzinie, którzy do tego mają szersze horyzonty oraz dobrą pamięć. W głosy takie, jak powyższy komentarz Mirosława Kraszewskiego.

3. Zupełnie nie a propos.

Nie chciałbym zanudzać, ale zarówno Klausa, jak i wszystkich zainteresowanych stosunkami polsko-niemieckimi oraz tzw. "polityką pamięci" serdecznie zapraszam do dyskusji, którą sprowokowała moja propozycja pod adresem tzw. "wypędzonych". Można ją znaleźć tu: http://mementomori.salon24.pl/9935,index.html

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Panie Bachmann,

po przeczytaniu Panskiego artykulu na temat Radia Maryja i marszu przeciw aborcji i zwiazanej z tym dyskusji chcialbym pogratulowac Panu odwagi przy odswiezajacym kierunku fachowego podjecia sie tego tematu i jednoczesnie chcialbym poprosic o uwzglednienie mojej opinii na ten temat.

Jako polski i niemiecki lekarz wiem najlepiej, ze z miesiaca na miesiac zmieniaja sie wskazania i przeciwwskazania do zabiegow lekarskich.Nie nadazaja za tym organizacje lekarskie, komisje etyki jak rowniez duze organizacje miedzynarodowe a szczegolnie dziennikarze. Najlepszym przykladem tego zjawiska jest ten wlasnie artykul.

Aborcja przed 20 laty i dzisiaj nie jest tym samym, podobnie jak antykoncepcja. Prawo nie nadaza za rzeczywistym rozwojem medycyny i jest przestarzale i tutaj niestety Radio Maryja jest nowatorskie w ksztaltowaniu przestarzalego prawa i przestarzalych pogladow.

Dlatego dyskusje o koniecznosci dostosowania sie Polski do standardów miedzynarodowych sprzed 20 lat i to tych absolutnie nie odpowiadajacych obecnemu stanu wiedzy i rozwoju , swiadczy o ignorancji rzeczywistosci.

Byc moze polska delegacja do ONZ powinna wystapic w sprawie zakazow aborcji w celu ochrony zycia dziecka bo przeciez to z polskiej inicjatywy i na wniosek polskiej delegacji do ONZ powstala Konwencja Praw Dziecka.
Mozemy byc z tego dumni.

Byc moze standardy prawne miedzynarodowych organizacji w sprawie dopuszczalnosci aborcji moglyby byc sensowne w Niemczech, ale nie odnosi to sie chyba do Polski. To , ze ratyfikacja Konwencji Praw Dziecka byla od wielu lat do dzisiaj blokowana przez rzad niemiecki nie jest przypadkiem , tylko wyrazem stosunku Niemcow do dzieci i Niemcy sie tym szczycili dziesiatki lat.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Droga Oliwio, w "Polityce" pracuje Janina Paradowska, a nie Paradecka. A co do dyskusji, Adorno i jego zespół używali pojęcia "osobowość autorytarna" i przypisywali ludziom o takich cechach skłonność, między innymi, do uległości wobec autorytetu i władzy. W Polsce klasyczne badania dotyczące osobowości autorytarnej prowadzili: socjolog Jadwiga Koralewicz ( w latach 70. i 80. ) i psycholog społeczny Krzysztof Korzeniowski - w latach 90. Nie potrzeba kruszyć kopii w zbędnych polemikach, kiedy w nauce można znaleźć precyzyjne definicje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakiś czas temu Paradecka w Polityce przytaczała wyniki badań elektoratów poszczególnych partii. Wynikało z nich dokładnie to, o czym pisze w tekście Klaus. Jeśli komuś bardzo zależy, mogę sprobować szukać w swoich archiwach.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.03.2007 18:26

Przymiotnik "autorytarny" ma takie znaczenie jak przytoczyłem wyżej. Termin "człowiek autorytarny" jest dosłownym tłumaczeniem, a być może - mówiąc precyzyjniej - anglicyzmem. Nie potępiam tego tłumaczenia i nie podważam, po prostu wyrażam pewne wątpliwości. Ja już widziałem w życiu wiele nieudolnych, słabych tłumaczeń z angielszczyzny, np. te nieszczęsne "kompleksy witamin" lub "nowe linie kosmetyków", które nieustannie powtarzają się w reklamach. Z poprawną polszczyzną niewiele ma to wspólnego, choć nie jest zbrodnią. Jeżeli można powiedzieć "zestaw" zamiast "kompleks", to chyba warto? Można się tłumaczyć "naukowym językiem", ale nauka do poprawności językowej (językoznawstwo to też nauka) nie stoi w opozycji. Ja rozumiem, że to jest termin naukowy, ale modyfikuje nieco znaczenie przymiotnika "autorytarny", a więc skłonny do podporządkowywania się autorytetom, a to inne znaczenie niż pierwotnie w j. polskim (Słownik Kopalińskiego: "autorytarny - władczy, nadużywający władzy; absolutystyczny, autorytatywny, pewny siebie, zarozumiały" ). Co do tego wyrażam swoją wątpliwość. Nie twierdzę, że to złe tłumaczenie, ale może warto by poszukać lepszego lub choćby innego odpowiednika?

PS: jeśli chodzi o oportunistów, to prawda, Beata ma absolutną rację, bo zgodziła się z tym co napisałem, a przytoczyłem definicję słownikową.:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Beata_B:

Klaus ma rację. Wystarczy zajrzeć do Wikipedii:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Osobowość_autorytarna
http:// l.wikipedia.org/wiki/Autorytaryzm_(psychologia)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beata ma rację - terminologia naukowa często idzie pod prąd języka potocznego, w dodatku wiele teorii (w socjologii, politologii, psychologii) które powstały kiedy Polska była jeszcze komunistyczna, nie doczekało się adaptacji w Polsce, stąd trudności z tłumaczeniem. Może lepiej by było napisać "człowiek przywiązaniu do patriarchalnych stosunków społecznych i rodzinnych" (tylko to się potem trudno czyta, takie długie zwroty) albo "zwolennik patriarchatu".
Co do autorytarnych osobowości - ten sam problem. Polskie tłumaczenie tego wprowadziłem sam, pisząc dwa lata temu książkę o rozliczeniach z przeszłością w Niemczech, nie znalazłem nikogo, który w Polsce zajmował się teorią autorytarnej osobowości, więc nie miałem do czego się odwołać. Pojęcie nie jest wewnętrznie sprzeczne, zgodnie z tą teorią takie osobowości są autorytarne wobec innych (rozkazują im, nie pozwalają na kwestionowanie własnych decyzji etc), ale jednocześnie też bezkrytycznie odnoszą się do swoich przełożonych, do autorytetu państwa, urzędników, księży etc.
Co do oportunistów, znów Beata ma rację, to nie ludzie stawiający opór, wręcz przeciwnie, to tacy, co korzystają z okazji (oportunite) obracają się jak wiatr wieje, albo, jak kto chce (każdą cechę charakteru można opisać pozytywnie i negatywnie), po prostu "pragmatycy".

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 30.03.2007 17:00

Bo to chyba ciekawszy temat od tego radia.:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.