Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

173898 miejsce

Radiohead - "In Rainbows". Płyta za 99 lub 0 funtów

  • Tomasz J
  • Data dodania: 2007-10-31 09:11

Po czterech latach milczenia z nową płytą powraca jeden z najbardziej kreatywnych zespołów świata, Radiohead. "In Rainbows" można określić jako swego rodzaju powrót do muzycznych korzeni.

10 października… no właśnie – nie ukazała się nowa płyta Radiohead. Po rozstaniu się z wytwórnią płytową zespół podjął historyczną decyzję i zrezygnował z wydania swojego najnowszego albumu w tradycyjny sposób. Zamiast tego, fani mogą ściągnąć go w formacie mp3 z oficjalnej witryny internetowej Radiohead. Co więcej – sami mogą ustalić cenę, jaką są w stanie za longplay zapłacić. W tym także 0 funtów.

Po zaledwie trzech tygodniach, jakie upłynęły od tej nietypowej premiery nowego dzieła zespołu, widać, że podjęta decyzja była strzałem w dziesiątkę. Wszystko było wiadome właściwie już po upływie jednej doby – tylko w tym czasie liczba osób, które ściągnęły ze strony radiohead.com album "In Rainbows" grubo przekroczyła milion (sam album był już także wówczas dostępny w sieci p2p). Warto zwrócić uwagę, że zaledwie 25 proc. użytkowników wybrało opcję niepłacenia lub jak kto woli – zapłacenia 0 funtów. Wszyscy pozostali płacili, nierzadko i najwyższą możliwą sumę, czyli 99, 99 £.

Najniższą ceną za album "In Rainbows" jest zero funtów. / Fot. T. JośkoTyle o dystrybucji, co zatem z muzyką? Jeszcze nigdy w fani nie czekali na nowy album swoich idoli tak długo (poprzednia płyta "Hail to the Thief" ukazała się w 2003 roku). Z drugiej strony, każdy album kwintetu był inny, każdy dowodził twórczych poszukiwań zespołu i niechęci do powielania przyjętych wcześniej konwencji. Krótko napisać, że Radiohead słyną z niekonwencjonalnego podejścia do muzyki, to nic nie napisać. W przypadku "In Rainbows" zespół ponownie zaskoczył, choć trzeba uczciwie przyznać – rewolucji nie ma. Nadal jednak w dziedzinie wyprzedzania trendów (które zresztą sam kreuje) nie ma sobie równych.

Album otwiera utwór "15 Steps" – już od początku słychać, że mamy do czynienia z Radiohead, nawet mimo zauważalnej od pierwszych sekund różnicy w produkcji (odpowiedzialni są za nią Mark Stent i Nigel Godrich). Kawałek rozpoczyna się transowym i nieco nerwowym perkusyjnym rytmem do którego dołącza głos Thoma Yorka z, trzeba to podkreślić, naprawdę świetną melodią. W miarę upływu czasu machina się rozkręca, słychać gitarę Johny’ego Greenwooda (który na tej płycie upodobał sobie techniczny i dźwiękowy minimalizm) i za chwilę słyszymy Radiohead już w pełnej krasie. Świetne otwarcie płyty.

Nowa płyta Radiohead. / Fot. radiohead.comDalej jest jeszcze intensywniej – "Bodysnatchers" to czystej wody wyspiarski rock, okraszony oczywiście radioheadowym feelingiem. Mamy więc tu i przedziwnie przesterowaną gitarę (taki mocno klarowny fuzz, jakkolwiek dziwnie to brzmi) i nietypowy wokal, i oryginalną aranżację. Mocny powrót do korzeni.

"Nude" przynosi wyciszenie – początek jest spokojny, niemal klaustrofobiczny. Klimat nieco jak w "How to Disappear Completely" z "Kid A". Po chwili słyszymy tylko cichą perkusję i ascetyczny bas, na tle których swoją opowieść zaczyna snuć Yorke. Taki nastrój – oczywiście z towarzyszeniem pozostałych instrumentów – utrzymuje się już do końca utworu.

"Weird Fishes/Arpeggi" to ponownie zdecydowany ale i zarazem prosty perkusyjny rytm, wokół którego budowane zostaje napięcie za pomocą kolejnych instrumentów. Cały utwór jest nieskomplikowany i jednostajnie miarowy; podobnie jak inne, utrzymany jest w minimalistycznej konwencji.

Nastrój zmienia się z nadejściem "All I Need" – tu słyszymy Radiohead w jego najpiękniejszej odsłonie. Dziwne dźwięki na wstępie, klimat jak w zespołach trip-hopowych, leniwie kroczący bas są tylko przedsmakiem cudownej melodii, która nadchodzi wraz z rozwinięciem się utworu. W tle słychać dzwonki, gdzieś tam przemykają skojarzenia z "No Surprises" z "OK Computer". Po wejściu pianina atmosfera robi się niemal podniosła, szkoda, że utwór tak szybko się kończy.

"Faust ARP" to z kolei akustyczna miniaturka, zaledwie dwie minuty grania. Utwór jest niemalże zwiewny, do gitarowego motywu dołącza wokal (zaskakująco prosty) i smyczki. Zaskakujący i ciekawy jest nieparzysty podział rytmiczny. Całość ma wręcz urzekający klimat, który znajduje swoje rozwinięcie w kolejnym utworze. "Reckoner" rozpoczynają instrumenty perkusyjne, szybko wzbogacone gitarą i głosem. Ponownie ładna melodia, ponownie proste granie (jak na Radiohead oczywiście). W połowie utworu słyszymy fantastyczną partię pianina i marszowe tempo, coś jak zamykający "Amnesiac" utwór "Life In a Glasshouse". Szkoda, że ten motyw nie znajduje rozwinięcia, po chwili wraca stary rytm i kawałek kończy się. Mimo to jest naprawdę udany.

Nierealny nieco klimat zostaje zastąpiony łagodnym bujaniem – w "House of Cards" słyszymy rytmy żywcem wyjęte z reggae. Udana aranżacja i oszczędna gitara sprawiają, że cały czas słychać, że to wciąż Radiohead, ale efekt przyjemnego zaskoczenia (i odprężenia!) pozostaje. Warto podkreślić, że mimo odmiennego klimatu, utwór nie burzy koncepcji płyty, która brzmi niezwykle spójnie.

W "Jigsaw Halling Into Place" mamy kolejny ciekawy patent aranżacyjny, stosowany już na wcześniejszych płytach Radiogłowych. Akustyczna gitara zestawiona tu jest z zdecydowanym rytmem perkusji. Pewnym zaskoczeniem z kolei są wokalizy Thoma Yorke’a, spełniające tu rolę partii dodatkowego instrumentu. Sam zabieg nie jest niczym szczególnym, ale sposób, w jaki został on użyty jest naprawdę ciekawy.

Album zamyka utwór "Videotape" i jest to spokojne i raczej wyciszające podsumowanie płyty. Charakterystyczne brzmienie pianina i nietypowe perkusyjne wstawki dobrze się uzupełniają, tworząc udaną całość z resztą.

"In Rainbows" to krótki album. Trochę ponad 42 minuty, to jak na płytę zespołu pokroju Radiohead naprawdę niewiele. Z drugiej strony, wiadomo, liczy się jakość, nie ilość. "In Rainbows" zaskakuje, ale tylko umiarkowanie. Mało kto spodziewał się po Radiohead albumu tak w swojej formie prostego, ascetycznego i nieskomplikowanego, zwłaszcza po odjazdach zapoczątkowanych płytą "Kid A". Warto jednak zaznaczyć, że "In Rainbows" to longplay bardzo spójny – żaden z utworów nie robi wrażenia przypadkowego. I co najważniejsze – od pierwszych sekund słychać, że gra Radiohead. Charakterystyczne harmonie, rozwiązania rytmiczne, głos wokalisty, myślenie o melodii, rola gitar - to czynniki dla nich niezmienne. Niezależnie od wciąż się zmieniającej i ewoluującej postaci ich muzyki. Muzyki, która na albumie "In Rainbows" jest naprawdę warta posłuchania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Nie oczekiwałaś, Marto, zaskoczenia? Przyznam, że ja trochę tak ;-) Po Nich nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. A i tak mnie zadziwili. Jak zwykle.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Właśnie przesłuchuję "In Rainbows", jakoś wcześniej nie było kiedy... Zgadzam się, że nie ma wielkiego zaskoczenia, ale wcale go nie oczekiwałam. Płyta ma bardzo fajny klimat. I duży + za artykuł!

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.11.2007 12:09

Tymczasem zespół podpisał umowę z wytwórnią XL Recordings, która wyda album w wersji normalnej na całym świecie z wyjątkiem: USA, Kanaday i Meksyku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy może mi ktoś powiedzieć, jak ściągnąć tę płytę?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tą niską inteligencją ssacza coś na rzeczy jest faktycznie. Ale zespołowi to nie robi chyba wielkiej różnicy, czy ktoś ściągnie album za darmo z ich strony, czy przez p2p. Zwłaszcza, że niezależnie od formy wydania płyty, tak czy siak krążyłaby ona spiracona po sieci. Ale te trzy czwarte, które zapłaciło, to już coś. Szczególnie, że wpłacone pieniądze idą prosto do zespołu, nie ma po drodze żadnej wytwórni...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.