Pozycja materiału w rankingach:
Afera wokół Radziszewskiej to fakt medialny, nie realny. Większość społeczeństw Europy nie akceptuje wpływu homoseksualistów na dzieci i młodzież, i wcale nie jest to przejaw niechęci do mniejszości.
Zobacz także:
Artykuły
(39)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(3.57)
Wiek: 30 | Miejscowość: Kętrzyn | Kraj: Polska
O mnie: Typowo: podróże, zwierzęta i kuchnia.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Miroslaw Kraszewski 27.12.2011 02:27
Pani minister Radziszewska powiedziala o jedno slowo za duzo:
Ze zakazywanie Polakom jezyka polskiego przez Niemcy, Jugendamt i niemieckie sady to dyskryminacja. Uczynila to w tvn24 u Rymanowskiego. Reprezentowala wiec inna poltyke niz ekipa rzadzaca, Tusk, Bartoszewski, Sikorski&CO, ktorzy uwazaja zakazy jezyka polskiego Polakom w Niemczech za zupelnie normalne suwerenne decyzje zgodne z niemiecka praworzadnoscia juz od czasow Bismarcka.
Grzegorz Wink 27.12.2011 01:43
A ja tak sobie pomyślałem abstrahując od prawa.
- Na jakich ludzi wychowa dzieci szkoła, do której nie przyjmuje się do pracy części dorosłych "bo urodzili się "be""?
Przecież nikt nie zostaje homo bo chce. Ci ludzie rodzą się w heteroseksualnych rodzinach, mają heteroseksualne wzorce kulturowe, a i tak są homo.
Anna Hausman 27.12.2011 01:08
Pani Jadwigo,
obliczanie ryzyka w profilaktyce zdrowotnej rządzi się swoimi prawami, których chyba pani nie rozumie. Zresztą czytając pani refleksje na temat rodziny odnoszę wrażenie, że przerzuca pani jakieś mało reprezentatywne doświadczenia na ogół.
Łukasz Brzezicki,
Piszesz
" Co za brednie! A co z dziećmi, których jedno z rodziców zginęło w wypadku, lawinie, popełniło samobójstwo etc. i są wychowywane tylko przez matkę, albo tylko przez ojca? Albo dzieci, których ojciec całe dnie spędza w melinie, a zajmuje się nimi nietrzeźwa matka. Często spotykana Polska rodzina, której polskie państwo sponsoruje mieszkania komunalne i pomaga z podatków pracujących ludzi."
Matka alkoholiczka, wdowa czy rozwódka nie przysłaniają albo mniej przysłaniają reprezentację rodzica drugiej płci. Rodzice jednopłciowi wykluczają matkę lub ojca. Są lepsi albo równie dobrzy więc rodzic drugiej płci jest niepotrzebny. Na tym tragedia równania wszystkiego i wszystkich polega. Że udaje się kompetencje, których się nie posiada.
Pytasz, retorycznie
"Czy to też są "skrajności"? Czy te dzieci też są "pozbawione sfery uczuć"? Przecież to "rodzina".
Co dzieci tracą można dowiedzieć się z artykułu autorki. Różnice w efektach rozwojowych są znaczne.
Jadwiga Kowalczyk 06.12.2011 06:44
"Kanada, USA i Wielka Brytania zakazują homoseksualistom oddawania krwi a osobom z upośledzeniem błędnika wsiadania za kółkiem samochodu."
Pani Czerw wsiadła na ukochanego konika czyli "gender".
Nie uwzględnia jednak problemu małżeństw, w ktorych jedno z partnerów nie "outuje" (cokolwiek to znaczy), nie uwzglednia też faktu, że idąc do punktu krwiodawstwa nikt nie musi przyznawac sie do homoseksualizmu, a również - że przejsciowe ale powtarzalne zaburzenia błędnika zwane stanem po spożyciu, jest permanentnym staniem dużej części kierowców w Polsce.
Łukasz Brzezicki 06.12.2011 02:15
Co za brednie! A co z dziećmi, których jedno z rodziców zginęło w wypadku, lawinie, popełniło samobójstwo etc. i są wychowywane tylko przez matkę, albo tylko przez ojca? Albo dzieci, których ojciec całe dnie spędza w melinie, a zajmuje się nimi nietrzeźwa matka. Często spotykana Polska rodzina, której polskie państwo sponsoruje mieszkania komunalne i pomaga z podatków pracujących ludzi.
Czy to też są "skrajności"? Czy te dzieci też są "pozbawione sfery uczuć"? Przecież to "rodzina".
Piotr Wierzbicki 06.12.2011 02:03
Świat zmysłowy kobiety i mężczyzny są sobie biegunowo odmienne. Dziecko wychowywane w jednej skrajności jest pozbawione sfery uczuć jakie posiada druga połowa. A to powoduje ogromną przepaść nie do odrobienia w dorosłym życiu.
Marta Jenner 27.09.2010 12:45
Marcinie, jak zwykle zdania są podzielone. Minister Radziszewska była w przeszłości krytykowana przez PiS, który naprawdę trudno posądzić o sympatię dla środowiska gejowskiego i agresywnych feministek. Oczywiście, trzeba spojrzeć na jej problemy w szerszym kontekście i tu posłużę się wypowiedzią posłanki PiS z marca ubiegłego roku:
"Zdaniem Joanny Kluzik-Rostkowskiej, łódzkiej posłanki PiS, chaotyczna nieporadność Radziszewskiej, wytykana przez środowiska kobiece i opozycję, ma swoje źródło w decyzjach premierów Marcinkiewicza, a potem Tuska. Pierwszy z nich pełnomocnika przetransferował do resortu pracy, ale z całym dobytkiem: budżetem, ludźmi, zdolnościami legislacyjnymi i dostępem do dotacji unijnych. Tusk zaś reaktywował stanowisko pełnomocnika w randze sekretarza stanu w Kancelarii Premiera, podczas gdy cała reszta została w ministerstwie pracy.
- Efekt jest taki, że Radziszewska nie ma pieniędzy nawet na stronę internetową i zajmuje stanowisko, które zostało utworzone, nie wiadomo po co - mówi "Dziennikowi Łódzkiemu" Kluzik-Rostkowska, która jako minister pracy w rządzie PiS nadzorowała pion pełnomocnika. - Premier nominował ją, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że ona nie ma narzędzi do działania. Ale jest druga strona medalu, bo ona sama powinna wymóc na premierze zmianę tej sytuacji, a nie potrafi tego zrobić i to jest jej wina. W takiej sytuacji powinna położyć na biurku Tuska dymisję i trzasnąć drzwiami. Poza tym pani minister zwyczajnie nie ma pomysłu na siebie w roli pełnomocnika. "
link
Wejście naszego kraju do UE sprawiło, że pełnomocnik znajduje się między młotem i kowadłem w postaci prawa polskiego i unijnego, co wymaga bardzo sprawnego poruszania się w gąszczu przepisów i zdolności dyplomatycznych. Pani Radziszewskiej zabrakło w tym momencie i jednego, i drugiego. Mówiąc kolokwialnie, podłożyła się. Przy okazji mieliśmy pokaz nieudolności premiera, który to ważne stanowisko traktował, jak widać, jak piąte koło u wozu.
A teraz proponuję uważne przestudiowanie projektu ustawy, od którego wszystko się zaczęło:
http://bip.kprm.gov.pl/g2/2010_05/2702_fileot.pdf
Jego ostateczny kształt jest przecież istotny dla wszystkich, nie tylko dla gejów i lesbijek.
Marcin Stanowiec 27.09.2010 04:47
Marto, Radziszewska jest króciutko, ale zrobił już wiele dobrego. Chwalą ją Romowie, rodziny wielodzietne, forum kobiet. Geje oczywiście nie wspominają, że poparła akcje przeciwko dyskryminacji na tle orientacji seksualnej.
http://www.rownetraktowanie.gov.pl/aktualnosci/444
http://www.rnw.nl/english/article/church-schools-can-fire-gay-teachers
Starcia z p. Śmiszkiem nie uważam za nieudane. Nie outowała go, bo sam się swoją orientacją afiszuje. Wskazała na źródło jego subiektywizmu.
Marcin Stanowiec 27.09.2010 04:43
I kolejna sprawa. Co jest pierwsze dobro wspólne czy równość. W artykule pada przykład krwiodawstwa.
Marcin Stanowiec 27.09.2010 04:39
Jeszcze jedna myśl. Czy nie jest to aby spór o prawo do definiowania dobra wspólnego. A w takim kontekście o zasadę pomocniczości.
Społeczne podmioty pierwotne (wtórnym jest instytucja państwa) definiują dobro wspólne na swoim poziomie. Czyli rodzice, nauczyciele, dyrekcja szkoły dochodzą do swoich słusznych wniosków, że geje - wychowawcy to nie jest dobry pomysł.
Jak wykładnia dobra wspólnego ma obowiązywać? Ta implementowane przez państwo, organizację międzynarodowe, gremia naukowe? jakie gremia naukowe, jakie organizacje międzynarodowe?
Gdy 70 naukowców podpisze się pod apelem o obronę przed zmianami klimatycznymi, to ma to obowiązywać cały świat?
Katowice. Straż Pożarna zaprasza
(odsłon: +134)