Facebook Google+ Twitter

Rafał „Dyzma” Pawlak, czyli pozorant na ławce trenerskiej

Rafał Pawlak, obejmując drużynę Widzewa Łódź po Włodzimierzu Tylaku, miał poprawić grę ofensywną spadkowicza z Ekstraklasy. Nie udało mu się to, a dodatkowo popsuł nieźle radzącą sobie defensywę.

Widzew Łódź - Bytovia Bytów / Fot. Michał MikinaPo fatalnym występie Widzewa w meczu z Zagłębiem Lubin (porażka 0:3), trener łodzian zaatakował piłkarzy odmawiając im m.in. umiejętności. Fatalny poziom piłkarski czterokrotnego mistrza Polski nie jest dla nikogo tajemnicą jednak Rafał Pawlak objął drużynę po to, by poprawić jej grę a nie by diagnozować chorobę, która dla wszystkich jest od początku sezonu oczywista. Trener Widzewa próbuje różnych ustawień zespołu ale wyniki osiągane przez jego podopiecznych są z meczu na mecz coraz gorsze.

W przeciwieństwie do taktyki, Pawlak w jednej kwestii jest niezwykle konsekwentny. Po każdym meczu, od treningów z drużyną odsuwani są najsłabsi według trenera piłkarze. Można powiedzieć, że treningi u Pawlaka przypominają musztrę w Legii Cudzoziemskiej gdzie najsłabszy odpada a reszta maszeruje dalej. Subtelna różnica polega jednak na tym, że w elitarnej, francuskiej jednostce wojskowej dowodzą najlepsi z najlepszych a w Widzewie od początku sezonu zatrudniane są największe trenerskie ofermy. Jakim autorytetem może być dla widzewiaków Pawlak? Jako piłkarz rzeczywiście zapisał się w historii klubu złotymi zgłoskami jednak jego przygoda (bo trudno mówić tutaj o karierze) trenerska to pasmo niepowodzeń i kompromitacji. Zwolniono go bowiem nie tylko w poprzednim sezonie z Widzewa ale także kilka lat wcześniej nie poradził sobie z drużyną Sokoła Aleksandrów Łódzki. Zresztą opisując swój pobyt w tamtym klubie także winnych szukał wszędzie poza sobą. Taki charakter.

Niestety ludzi o takich właśnie cechach szuka obecnie Sylwester Cacek. Prezes Widzewa od kilku tygodni nie ukrywa, że nie interesuje go walka o utrzymanie za wszelką cenę więc uporczywie stawia na osoby wyzute z ambicji i talentu, służące tylko do firmowania z kamienną twarzą kolejnych blamażów sportowych. Trudno oprzeć się wrażeniu, że Pawlak tylko dlatego jest trenerem, bo ktoś tą funkcję pełnić musi ale dla Cacka najlepiej by było aby ustalaniem składu i taktyki zajmowała się klubowa sekretarka. I pewnie tak by było gdyby miała ona odpowiednie uprawnienia.

Wotum zaufania jakiego Cacek udzielił Pawlakowi wpisuje się oczywiście w szereg wypowiedzi właściciela łódzkiego klubu, które należy odczytywać wbrew ich dosłownemu znaczeniu. Gdy przed laty, prezes Widzewa mówił o tym, że w ciągu 5-10 lat drużyna będzie walczyć o czołowe lokaty w Ekstraklasie, oznaczało to grę na poziomie 1. lub 2. ligi. Gdy Cacek twierdził, że Mikołaj Zwoliński, to wielki piłkarski talent, należało tą wypowiedź rozumieć jako zakwestionowanie umiejętności młodego pomocnika. W końcu kiedy na początku sezonu biznesmen spod Warszawy wypowiedział słynne zdanie: „Za tą drużynę nie będziemy się wstydzić” była to zapowiedź żenady w wykonaniu piłkarzy na poziomie epickim. Z Pawlakiem jest tak samo. Skoro Cacek twierdzi, że to szkoleniowiec ambitny i perspektywiczny, to znaczy, że w istocie taki z niego trener jak z Adama Dudy napastnik.

Pawlak z kolei brnie w tą szytą grubymi nićmi grę z bezczelnością Nikodema Dyzmy. Snuje swoje opowieści o pozytywnych efektach pracy na treningach, by po kolejnym zawstydzającym meczu, obwiniać swoich podopiecznych a to za brak zaangażowania, a to za brak umiejętności, czy w końcu swojego poprzednika za słabe przygotowanie fizyczne zespołu. Stara się sprawiać wrażenie, że „coś” robi, przesuwając Marcina Kozłowskiego z obrony do pomocy i zmieniając taktykę na 3-5-2 jednak świadczy to tylko o jego braku rozeznania co do potencjału poszczególnych zawodników. Po pięciu spotkaniach pod wodzą Pawlaka, można powiedzieć, że jego poprzednik szybciej zdał sobie sprawę z tego, że drużyna jaką sprezentował mu Sylwester Cacek nie nadaje się do gry w piłkę nożną a jedyną szansą na zdobywanie przez nią punktów to solidna postawa w obronie. Jak do tej pory osiem punktów stanowiących dorobek Widzewa w tym sezonie jest dziełem Włodzimierza Tylaka.

W sobotę drużyna Pawlaka zmierzy się z Chrobrym Głogów, beniaminkiem 1. ligi. Z pozostałymi trzema debiutantami widzewiacy już przegrali więc do „wielkiego szlema” brakuje im tylko porażki na Dolnym Śląsku.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Źle się dzieje. Jeśli taka sytuacja jest w rzeczywistości, to kolejny zasłużony polski klub może spaść w czarną otchłań i już się z niej nie wygrzebać, bo klub tworzą ludzie, nie na odwrót.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.