Facebook Google+ Twitter

Rafał W. Orkan - "Dziki Mesjasz"

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-11-19 14:35

Kontynuacja powieści "Głową w mur" - błyskotliwego debiutu jednego z najbardziej obiecujących piór polskiej fantastyki.

 / Fot. Materiały promocyjneRafał W. Orkan - Urodzony we Wrocławiu 10 kwietnia 1980 roku. Debiutował w czerwcu 2007 w "Science Fiction, Fantasy i Horror", ale rozkwitł i literacko dojrzał w ZakuŻonych Warsztatach periodyku internetowego „Fahrenheit”.
Wewnętrznie niezdolny do podporządkowania się systemowi państwowej edukacji, porzucił szkołę, skutkiem czego w rubryczkach poświęconych wykształceniu wpisuje dziś - "podstawowe". Zawodu wyuczonego brak, wykonywał i wykonuje zaś prace najróżniejsze - od wypału węgla w Bieszczadach, do magazynowania elektroniki i odzieży, po drodze m.in. budując, wyburzając i grzebiąc w ziemi.
Jest miłośnikiem zimnej muzyki, mięsistej poezji, czarnych myśli i przedmiotów upaćkanych czerwoną farbą. Książki czyta od czwartego roku życia, najchętniej oczywiście fantastykę.
Pisanie traktuje jak uzależnienie, z którego nie sposób się uwolnić, oddając się mu z największą rozkoszą. Za swego najgorszego wroga uważa sen - podstępnego zdrajcę, którego stara się wystrzegać jak ognia. Osobnik trudny w obsłudze, rozkochany we wszystkim, co ma ostrza. Aż dziw, że żona i córka z nim wytrzymują...

Oficjalny blog autora

Przeczytaj fragment najnowszej jego książki:

"Nie na darmo nazywano ich Natchnionymi. I wcale nie chodziło o to, że Ruah Hakodesh, Święte Tchnienie, nazywana również Miazmatem, ucieleśniała gniew Sześciorękiej Bogini, zsyłając natchnienie najwyższemu prorokowi ich młodej sekty. Otóż Dziki Mesjasz, jak go powszechnie nazywano, przed każdym kazaniem na Placu Szalonych Proroków rozdawał swoim słuchaczom po kropli cudownej krwi z własnych żył. Złocista ciecz wyzwalała w nich nadzwyczajne emocje i odczucia, tak że po każdym kazaniu zdawali się nie widzieć wokół siebie smutnej rzeczywistości Domeny Dzbana, lecz Gan Eden, Ogród Rozkoszy, którego wizję roztaczał przed nimi Dziki Mesjasz i którego istoty zdawali się dotykać jeszcze długo po tym, gdy kazanie dobiegało końca.
Dzikiego Mesjasza odprowadzała przyboczna gwardia najrajskich wojowników o twarzach poznaczonych rytualnymi bliznami i tatuażami. Po każdym kazaniu udawali się do swej siedziby na samym krańcu Małego Kotła, podczas gdy coraz to większe tłumy Natchnionych rozpraszały się po niezliczonych uliczkach podmiasta, niosąc radosną nowinę o kresie ponurej egzystencji pod jarzmem możnych – Arystokratów, Mazurbalańczyków, Złotorękich i Technomagów. Głosili nadejście lepszego świata, swoistej duchowej i fizycznej przemiany całego Vakkerby; od najgłębszych ściekowisk Dzielnicy Tykwy aż po najwyżej położone rejony Stalowych Ogrodów.
Mieszkańcy Wielkiego Kotła różnie reagowali na rozweselone, roześmiane i dość krzykliwe grupki Natchnionych, włóczących się ulicami, zaglądających w okna na wpół zrujnowanych kamienic lub ceglanych czynszówek oraz wesoło tańczących w zaułkach przystrojonych schnącymi na sznurach prześcieradłami. Niektórzy kiwali głowami, uśmiechając się z aprobatą, inni wzruszali ramionami lub odwracali z niesmakiem głowy. Byli nawet tacy, co przyłączali się do barwnego korowodu, gangerzy zaś zwykle całkowicie ignorowali Natchnionych, mając ich za ludzi opętanych dziwnym rodzajem szaleństwa i, w związku z tym, nietykalnych."

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.