Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15532 miejsce

"Raj utracony" czyli wariacja na temat Księgi Rodzaju

Historia zna przypadki ludzi, którzy, pragnąc wiecznej pamięci następnych pokoleń, podporządkowują swoje życie marzeniu o stworzeniu jednego, ale doskonałego dzieła. Bywa jednak, że jego realizacja przychodzi albo pod koniec życia, albo wcale.

Okładka "Raju utraconego" Johna Miltona, wyd. Zielona Sowa. / Fot. Iwona WeremczukJest rok 1667. Schorowany i niewidomy, blisko siedemdziesięcioletni Anglik doczekał się wydania poematu, o którego napisaniu marzył przez całe życie. Od dzieciństwa, studiując "żywoty" wielkich pisarzy antyku, średniowiecza i renesansu, dążył do tego, aby zaliczono go w ich poczet. W tym celu podjął studia w Cambridge, gdzie posiadł wszechstronną wiedzę i perfekcyjnie opanował pięć języków. Śladami swoich renesansowych mistrzów odbył także podróż po Włoszech. I wciąż pisał. Sonety, liryki, ody, elegie, wystąpienia i polemiki polityczne - wszystko to aby posiąść niezbędne do napisania dzieła życia umiejętności. I choć ostatecznie rozeszło się ono jak świeże bułeczki, trafiając zarówno w ręce wielkich uczonych, jak i pod strzechy, nie przyniosło autorowi należytej zapłaty, która pozwoliłaby mu godnie przeżyć ostatnie siedem lat życia. Czy więc warto było podporządkowywać całe życie idei, którą nie dane było się nawet nacieszyć?

Marzenie to, które nieco później nazwane zostało dziełem na miarę Homera i Wergiliusza oraz największym poematem nowożytnego świata, to "Raj utracony" Johna Miltona. Oparty na biblijnej Księdze Rodzaju, próbuje raz jeszcze opisać pochodzenia świata i człowieka, dobra i zła. Poemat rozpoczyna się od upadku Szatana, a kończy na zrealizowaniu przez niego upragnionej zemsty na Najwyższym, której skutkiem było odejście Adama i Ewy z Edenu. Milton stara się opowiedzieć tę znaną każdemu - przynajmniej z grubsza - historię tak, aby luki i niedopowiedzenia pozostawione w Genesis zostały wypełnione niepozostawiającymi wątpliwości rozwiązaniami. Stara się odpowiedzieć na dręczące ludzi od zarania dziejów pytania: skąd wzięło się zło? Dlaczego Bóg stworzył świat i człowieka? Dlaczego nie przeszkodził upadkowi pierwszych ludzi? Dlaczego za głupotę Ewy i Adama ma odpowiadać cała ludzkość? Czy człowiek, zwiedziony i pozostawiony na pastwę losu, może być nazwany winnym...?

Znając swoje, jako przedstawiciela rodzaju ludzkiego, ograniczenia, Milton, tropem antycznych poprzedników, wzywa na pomoc Muzę i Ducha Świętego. Inwokacja ta nie ma tu na celu jedynie powielenie klasycznej formy - jest wyrazem szacunku dla tajemnic nigdy do końca przed człowiekiem nieodkrytych. Autor, mimo swojej wszechstronnej wiedzy i geniuszu, pokornie oddaje zadanie opisania początku świata w ręce siły wyższej. Ta z kolei, jakby doceniając miły gest, pomaga posklejać znane dotąd w kulturze rozwiązania dręczących zagadek tak, aby powstała idealna i logiczna odpowiedź na wszystkie pytania. Stąd wątki biblijne, które siłą rzeczy przeważają w poemacie, mieszają się, paradoksalnie, z inspiracjami mitologicznymi i filozoficznymi. Dzięki temu w jednej chwili to, wobec czego lakoniczna wersja Genesis rodziła wiele pytań, stało się jasne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

I po co mu to było?! Po co?? Zamiast życie trwonić na nauki, mógł przecież jako i.. Casanova "doznawać behaviorystycznie - Raju i upadków rozkoszy: Tu i teraz - z Kobietą... Aniołem wszelkiego Dobra i Zła;))

Zamiast trwonić czas i życie pomiedzy kartkami książek "uczonych"; - w zimnych murach anglosaskich uczelni!! Ech, losie ty mój losie!....pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.