Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

54080 miejsce

Rana Dasgupta "Solo" - recenzja książki

Co robilibyście, gdyby przyszło wam doczekać swoich setnych urodzin? Co byście jedli? Jak spędzalibyście czas? I najważniejsze pytanie... czy nie bylibyście sami?

 / Fot. Materiały prasoweUrlicha, prawie stuletniego Bułgara poznajemy w jego maleńkim mieszkaniu we współczesnej Sofii, nieopodal dworca, skąd przez okno czuć zapach moczu, hałas miasta i nieprzyjemną atmosferę. Nie brzmi to zachęcająco, zwłaszcza dla zapomnianego przez świat i ludzi, prawie ślepego sędziwego człowieka. Jedynymi osobami, które dbają (choć to i za dużo powiedziane) o jakiekolwiek przetrwanie dnia Ulricha są jego sąsiedzi, wykazujący okrojone współczucie. Prędzej kierujący się próbą uciszenia własnego sumienia, że oto ten człowiek jest sam i jeśli nie pomogę mu, będzie mnie to męczyć po jego śmierci. Ale nic poza tym. Widać to pięknie przy próbie podjęcia dyskusji, wspomnień. Sąsiadka starca wykonuje to, co dyktuje jej powinność - przyniesie ciepłą strawę, coś tam pomoże. A gdy człowiek chce z nią porozmawiać, wspomnieć o paru rzeczach - choć w przypadku stuletniego człowieka wspomnienia nie kończą się na jednym zdaniu - sąsiadka niebezpośrednio zniechęca go do zwierzeń.

Tak wygląda rzeczywistość. Urlich wraca wspomnieniami do swojego dzieciństwa (solowy taniec, śpiewy, zakazana gra na skrzypcach), prześlizguje się przez przedwojenny Berlin (i swoją fascynację jazzem oraz ukochaną chemią), wraca do powojennej Sofii ogarniętej komunizmem oraz prześlizguje się do dzisiejszej rzeczywistości. Sam. Prawie zawsze towarzyszy mu muzyka. Ona też odgrywa ważną rolę w utworze. Gdzieniegdzie we wspomnieniach pojawiają się znane mu i w jakiś sposób kochane osoby: zesłana do łagrów matka, zafascynowany koleją ojciec, przyjaciel i jego siostra - ukochana Urlicha jeszcze z czasów młodości. Wraca do bolesnych wspomnień o żonie, nie widzianym już nigdy synu, przymusie wschodniej władzy, która dzięki swojemu reżimowi zawładnęła także jego życiem osobistym. Co miał innego zrobić? Został sam. Z niczym. Należało się po prostu podporządkować. A gdzie czasy, kiedy mógł stanowić sam o sobie, kiedy był jednostką, która miała, choć mogła mieć znaczenie? O tym traktuje druga część książki. Są to swoistego rodzaju sny na jawie, jak u Marqueza budujące równoległą rzeczywistość.

Nie ukrywam, że książka była dla mnie ciężka do przewertowania. Zabierałam się do niej kilkukrotnie. Dla mnie należałoby ją postawić na półce z hasłem: nie zniechęcać się przynajmniej do pierwszych pięćdziesięciu stron. Sporo zyskuje na głębszym wertowaniu. Choć przyznam, że nie przepadam za motywem snu i powieścią. Ociekająca metafizyką druga część aż prosiła się o to, aby wreszcie zakończyć powieść. Jednocześnie autor tą wędrówkę między światem rzeczywistym a fantazją ociemniałego Urlicha przeprowadza niesamowicie sprawnie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Recenzja zachęciła mnie do poszukania tej książki. Dziękuję:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.