Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3924 miejsce

Raport - Praca ratownika górniczego

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2006-12-14 08:39

Gdy w lutym tego roku śląscy ratownicy wyciągali Zbigniewa Nowaka zasypanego kilometr pod ziemią w kopalni Halemba, na plecach mieli te same aparaty powietrzne, jakie chroniły ich kolegów w 1971 roku, przy wyciąganiu Alojzego Piontka, uratowanego po siedmiu dniach.

Ratownicy z zabrzańskiej Stacji Ratownictwa Górniczego. Od lewej: Artur Kędzierski i Janusz Binkowski. Od prawej: Andrzej Leszczyński, Tadeusz Zajusz i Mariusz Mik. /Fot. Dziennik Zachodni

Skąd się biorą ludzie, którzy podejmując ryzyko chcą poświęcać się dla kolegów i wchodzą w najdalsze zakamarki kopalnianych wyrobisk? - To zawód jak każdy inny - mówią zazwyczaj ratownicy.

Ratownictwo górnicze to służba dobrowolna. Mogą nimi zostać tylko najlepsi z najlepszych - kandydaci muszą mieć przynajmniej roczny staż pracy na dole, nieskazitelną opinię przełożonych.

Najważniejszy jest jednak najlepsi z najlepszych, bo do ratowania nadają się tylko ci naprawdę z końskim zdrowiem.

- Ratownicy raz do roku przechodzą specjalistyczne badania wydolnościowe. Między innymi w komorze cieplnej, gdzie badamy zachowanie organizmu na temperaturę. 70-80 procent kandydatów nie przechodzi badań pozytywnie, więc to o czymś świadczy - mówi Andrzej Kuszewski, dyrektor techniczny Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.

Obecnie na Śląsku jest 4800 ratowników górniczych. Gdy dzwoni alarm, że gdzieś na kopalni kogoś zasypało, albo wybuchł pożar, porzucają wszystko i ruszają na akcję.

Sprzęt ratownika waży ok. 40 kg. Jak zapewniają w stacji, ratownicy dysponują najnowocześniejszą aparaturą elektroniczną m.in. do pomiaru dołowej atmosfery. O tym jeszcze kilkanaście lat temu można było pomarzyć. Co najciekawsze, od kilkudziesięciu lat nie zmieniają się natomiast aparaty tlenowe.

To stare, ale bardzo skuteczne na dole W-70, czyli charakterystyczne blaszane plecaki z butlami w środku, które pozwalają górnikom oddychać w beztlenowej atmosferze przez cztery godziny.

- To prawda, że to wysłużony sprzęt, ale sprawdzony i skuteczny. Prosta konstrukcja jest bezawaryjna - wyjaśnia Kuszewski.

Obecnie jedynie zastęp w Bytomiu posiada 26 supernowoczesnych, niemieckich aparatów tlenowych, naszpikowanych elektroniką. Waży 2 kilogramy mniej od rodzimych aparatów. Koszt zakupu jednego wynosi jednak ok. 30 tysięcy złotych.

- Jednak nawet w Niemczech jest rzadko stosowany, ze względu na cenę. Tam mają aparaty podobne do naszych - mówi Kuszewski. - Jeśli chodzi o usprzętowanienie, nie mamy się czego wstydzić. Rocznie wydajemy na ten cel ok. trzech milionów złotych.

Zastępy ratownicze są tak dobierane, by każdy z jego członków miał inną specjalność: są cieśle, elektrycy, ślusarze, eksperci od wentylacji, wydobycia... - Chodzi o to, by w każdych warunkach mogli sobie poradzić - wyjaśnia Kuszewski.

Polscy ratownicy są uważani za jednych z najlepszych na świecie. Są wysyłani także do gaszenia podziemnych pożarów, m.in. w kopalniach USA.

Nasi wicemistrzowie świata

We wrześniu tego roku podczas Międzynarodowych Zawodów Zastępów Ratowniczych, rozegranych w chińskiej prowincji Henian, śląscy ratownicy zdobyli wicemistrzowstwo świata. Nasz kraj reprezentowali ratownicy z Południowego Koncernu Węglowego ZG Sobieski, bo wygrali ostatnie z organizowanych Centralnych Zawodów Ratowniczych. Główną konkurencją zawodów było przeprowadzenie na specjalnie przygotowanym torze symulowanej akcji ratowniczej. Zastęp po otrzymaniu zadania miał przeszukać wyrobisko, podjąć próbę ugaszenia ognia, odszukać poszkodowanych i po udzieleniu im pierwszej pomocy przetransportować do bazy. Zadanie należało wykonać w nieprzekraczalnym czasie 150 minut, uzyskując jak najmniej punktów karnych. Punkty te udzielane były za najmniejsze uchybienie regulaminu zawodów. Nasz zastęp startował w składzie: Michał Masiarczyk (kierownik bazy), Wiesław Kmiecik (kapitan zastępu), Krzysztof Bigaj (pomiarowiec), Paweł Barański (mapowy), Tomasz Drozd (specjalista od udzielania pierwszej pomocy), Robert Kania (zastępca zastępowego). Załogi z Chin zajęły pierwsze i trzecie miejsce, a na czwartym miejscu byli Ukraińcy. Następne zawody odbędą się w roku 2008 w Australii.

Dobry ratownik jest rzetelny, uczciwy i zawsze gotowy do akcji

Andrzej Leszczyński ma 43 lata. W górnictwie przepracował już 25 lat, a ratowaniem kolegów zajmuje się od 17. Obecnie podlega pod Okręgową Stację Ratownictwa Górniczego w Zabrzu. Mężczyzna przyznaje, że w jego fachu najważniejsza jest chęć pomagania innym, bez względu na ryzyko.

- Wiadomo, że strach zawsze jest, bo nie ma takich, co się nie boją. My musimy sobie jakoś z tym radzić - mówi Andrzej.

Wspomina dwie ostatnie akcje w kopalni Halemba: w lutym wydobycie żywego górnika, a ostatnio 23 tragicznie zmarłych kolegów. - To dla nas wszystkich było niesamowitym przeżyciem - przyznaje. Tam, na dole, zawsze przypomina sobie o rodzinie: żonie Marioli, która zawsze się o niego martwi i dzieciach. - Mam dwie córki i syna - mówi z dumą.

W czasie akcji jest jak w piekle. Dym, wysoka temperatura i ciemności. To nie są warunki dla zwykłego człowieka. Może właśnie dlatego dla 39-letniego Arkadiusza Kędzierskiego najtrudniejszą w życiu akcją było ratowanie kolegów po zawale w kopalni Bielszowice w 1996 roku.

- Byłem tam od początku do końca akcji. Zawał miał miejsce na odcinku około 100 metrów, a naszym zadaniem było wydrążenie w węglu równoległego chodnika do tego zasypanego. Ciemność, i dziura metr na metr, kopało się na siedząco, w środku mieściła się tylko jedna osoba - przypomina.

Jakie są najważniejsze cechy dobrego ratownika?

- Rzetelność, uczciwość i dyspozycyjność - mówi Kędzierski.

Tadeusz Zajusz, choć w górnictwie przepracował 19 lat, ratownikiem jest dopiero od sześciu. W tym czasie zdążył już jednak dobrze poznać ten fach. I nauczył się jednego, że na dole nie tylko sprzęt jest ważny, ale o wszystkim decyduje bezgraniczne zaufanie do kolegów.

- Tam trzeba się rozumieć bez słów. Trzeba mieć pewność, że w razie najmniejszych kłopotów ktoś natychmiast ruszy ci z pomocą - mówi z przekonaniem.

Ratownikom górniczym niepotrzebne są terapie, spotkania z psychologami. Niepisaną tradycją jest, że zawsze po przeprowadzonych akcjach spotykają się wspólnie w jakimś lokalu. Piją piwo, rozmawiają, śmieją się...

- Ale już do akcji staramy się nie wracać, choć to czasami nieuniknione. Chodzi o zwykłe, ludzkie odreagowanie w gronie kumpli z roboty - mówi Zajusz.


Śląski towar eksportowy

Polscy ratownicy górniczy są uważani za jednych z najlepszych fachowców na świecie. Do tej pory brali udział w akcjach ratowniczych w 30 krajach na różnych kontynentach świata.

Jednym z najstarszych i najbardziej wypróbowanych partnerów Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu była Główna Stacja Ratownictwa Górniczego w Ostrawie w Czechach. Polscy ratownicy uczestniczyli w akcjach ratowniczych w kopalniach: CSA, Cingr, Fucik, Dukla, Doubrava i 1-Maja i Zarubek, pomagając czeskim kolegom w likwidacji pożarów, wybuchów gazów.

Ratownicy od wielu lat współpracują z ratownikami z Chin. Między innymi w ramach tej współpracy, dla chińskiej kopalni węgla kamiennego Lao Hu Tai opracowano ekspertyzę obejmującą szczegółową analizę sieci wentylacyjnej oraz występujących tam zagrożeń pożarowych, gazowych. Natomiast dla kopalni Da Tong opracowano ekspertyzę dotyczącą likwidacji pożaru.

W Centralnej Stacji w Bytomiu przeszkolono np. ośmiu specjalistów kolumbijskich, którzy w późniejszym czasie kierowali budową stacji ratowniczych w pięciu tamtejszych okręgach węglowych. Przedstawiciele CSRG brali również udział w organizacji kolumbijskiej medycznej służby ratowniczej.

Śląscy ratownicy realizowali kontrakt także w Argentynie. Opracowali ekspertyzę dotyczącą zwalczania zagrożenia metanowego w kopalni Rio Turbio.

To nasi specjaliści opracowali technologie wygaszania pożarów w kopalniach: Zenica, Stara Jama (b. Jugosławia) i Berga (Hiszpania), współpracują też z górnictwem w Meksyku

Co ciekawe, specjaliści CSRG uczestniczyli w gaszeniu pożaru w kopalniach złota Libanon, należących do Koncernu Gold Fields w Republice Południowej Afryki. Ponieważ pożaru tego nie udało się ugasić w początkowej fazie, zdecydowano się podjąć próbę gaszenia pożaru za pomocą polskiego Gazowego Agregatu Gaśniczego z udziałem polskich specjalistów z zakresu wentylacji. Pożar został ugaszony, a kierownictwo koncernu użyło sprzętu powtórnie przy gaszeniu pożaru w kopalni Deelkral.

SMS


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2014 Wiadomosci24.pl

Witryna korzysta z plików cookies oraz informacji zapisywanych i odczytywanych z localStorage, aby dopasować interesujące treści oraz reklamy. Korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień przeglądarki, w szczególności w zakresie cookies, oznacza, że pliki będą umieszczane na urządzeniu końcowym. Możesz zmienić ustawienia przechowywania i dostępu do cookies i localStorage używając ustawień przeglądarki lub używanego urządzenia. Szczegóły w Polityce Prywatności.

Zamknij