Facebook Google+ Twitter

Rasizm po peruwiańsku: biały płaci więcej

Zła wiadomość dla wybierających się do Peru: będą próbować złupić Was do ostatniego grosza. Ale jest i dobra: można się nie dać. I wszyscy będą zadowoleni.

W Peru obowiązują ceny umowne. Jak się umówisz, tak płacisz / Fot. Piotr Maciej MałachowskiZa mahoniowy stół, na którym napisałem dla W24 pierwsze teksty o Peru, stolarz w Limie chciał ode mnie 150 nowych soli, czyli 150 złotych polskich. Była to cena ostateczna, po negocjacjach, ale stołu nie kupiłem, bo zapachniało lipą. Wysłałem do stolarza znajomą Peruwiankę, dla której ten sam mebel był po 50 soli. Kupiła go dla mnie.

W Peru można być także zrobionym w balona, a właściwie w banana. W niektórych miejscach kilogram tych owoców kosztuje w sezonie jednego sola. Ale gdy chcę je kupić, cena podskakuje. Nawet do pięciu soli. Pięć złotych to banany kosztują w Tesco, nie w Peru, więc trzeba się targować. Maksymalna cena, którą jestem skłonny zapłacić, to dwa sole. Moja strata, jakiś podatek klimatyczny musi przecież być.

Jednak czasami sprzedawca jest nieustępliwy i żąda więcej. Czyli zdzierca. Wtedy zaczepiam pierwsze z brzegu dziecko:

- Mały, chcesz zarobić jednego sola?

Jasne, że chce. W Peru za złotówkę można kupić bardzo wiele rzeczy.

- To masz tu dwa sole - wręczam dziecku monety. - Idź kup mi dwa kilo bananów od tamtego pana. Jak wrócisz, dostaniesz ode mnie jednego sola.

Po chwili mały wraca z bananami. Daję mu obiecaną peruwiańską złotówkę. I kilo bananów ekstra. Bo przecież chciałem tylko kilogram.

W ten sposób zamiast pięciu soli, płacę trzy. A przy okazji dwie osoby zarobiły, dwie najadły się bananami i trzy są zadowolone.

Gorzej, gdy ktoś jest całkowicie zielony, tak jak ja, gdy przyjechałem do Peru po raz pierwszy, a chce kupić na przykład czerwone pomidory.

Kupowałem je na targowisku San Francisco w Limie, jednym z najtańszych w stolicy. Po tygodniu ktoś zapytał mnie czy podoba mi się Peru?

- Bardzo mi się podoba - odparłem. - Tylko... macie trochę drogo.
- Drogo? - kolega był ciekawy szczegółów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Mariusz Lewicki
  • Mariusz Lewicki
  • 28.07.2011 23:38

Ja nie mogę się zgodzić z tym, że obcokrajowcy płacą wielokrotnie więcej w różnych krajach na świecie, nie tylko Peru. To nie ma żadnego uzasadnienia. A w szczególności Polska nie ma nic wspólnego ze zbrodniami i rabunkiem sprzed kilku wieków. Kwestie odszkodowań powinny być załatwiane pomiędzy państwami. Dojenie turystów opiera się na tym, że większość z nich pochodzi z krajów bogatych. Ale czy to automatycznie oznacza, że każdy turysta jest bogaty? Dla biednego Peruwiańczyka - tak. Bo przecież ma kasę na podróż. No to w takim razie, na zasadzie wzajemności, Peruwiańczyk w Europie też mógłby płacić cenę razy dziesięć. W końcu jeśli stać go na przyjazd...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetny tekst, teraz wiem czy warto jechać do Peru:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja się zgadzam z tym. Uważam nawet że to wciąż trwa. Że zachodnie społeczeństwa wciąż łupią biedniejsze kraje. Być może ludzie nie są tego świadomi, że życie na wyższym poziomie wciąż bardzo często odbywa się kosztem biednych i słabych krajów. Oczywiście, niewielu europejczyków czy amerykanów bierze w tej ciągłej grabieży udział, bo dzieje się to za pośrednictwem kapitału i międzynarodowych firm.
A my nie wiemy lub rżniemy głupa.
Ciężko bowiem wychynąć spod ciepłej pierzynki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dobry tekst.

Nie zgadzam się jednak z takim podejściem. Nie jesteśmy winni krzywd, jakie wyrządzono społecznościom południowoamerykańskim.
W takim razie my powinniśmy sprzedawać produkty 10-krotnie drożej Niemcom? Polacy za bardzo rozpamiętują się w historii, gdy chodzi o bieżące relacje z ludźmi innych narodowości.

Proszę wyobrazić sobie sytuację, że przyjeżdża do nas Azjata lub Afrykańczyk i dowiaduje się, że musi zapłacić więcej, bo jest innej rasy. Od razu zrobiłoby się głośno, że Polska jest rasistowskim krajem.

Z drugiej strony jak ktoś się daje robić w banana to jego problem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest mi bardzo niezręcznie kwestionować nauki pana Cejrowskiego, bo to między innymi dzięki nim znalazłem się w Peru. Skoro powiedział, że jeden dzień wystarczy na ten kraj, to widocznie jest tak w jego przypadku. Ja proponuję minimum miesiąc. Który? To zależy od nastawienia i co chce się zobaczyć? Peru jest krajem, który kryje w sobie jakby trzy "podkraje": Costę, Selvę i Sierrę. Każdy z nich jest inny, łącznie z pogodą. Dlatego trudno odpowiedzieć konkretnie na pytanie: kiedy jechać? Jechać można zawsze. I zawsze można tak zorganizować sobie pobyt, by nie wrócić rozczarowanym. Czego życzę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawie napisane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ależ to nie domena tylko Peru... Podobnie jest w wielu krajach (swojego czasu dwie ceny - jedna dla miejscowych, a inna dla nie mówiących w tubylczym języku - były nawet na Slowacji paręnaście lat temu ;) ). W Egipcie np. przy zakupie obowiązkowo trza się targować bo inaczej obrażasz sprzedawce (a i tak zazwyczaj kupujesz drożej niż miejscowi). Taki to już koloryt globtropingu... Obcy to frajer, którego należy choćby spróbować wydoić. Jak ma kasę na podróż,e to niech płaci... ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

ha ha :) ciekawa i pouczająca historia :) a mogłabym się dowiedzieć, w jakiej porze roku / miesiącu warto zawitać w Peru? PS. Wojciech Cejrowski w którymś ze swoich programów tv wymienił parę państw, których nie warto zwiedzać.. wymienił też Peru.. wg niego wystarczy 1 dzień, aby wszystko zobaczyć i zaspokoić turystyczną ciekawość.. Jakie jest Pana zdanie na ten temat? Serdecznie pozdrawiam :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesujące :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.