Sekretarz generalny NATO zaapelował do krajów Sojuszu o wysłanie dodatkowych wojsk do Afganistanu. To reakcja Andersa Fogha Rasmussena na decyzję prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Barack Obama ogłosił w nocy, że kontyngent USA w Afganistanie zwiększy się o 30 tysięcy żołnierzy. Trafią oni na misję na początku przyszłego roku.
W czasie konferencji prasowej w kwaterze głównej NATO Anders Fogh Rasmussen powiedział, że kraje Sojuszu powinny wykazać solidarność ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie Afganistanu. Dlatego spodziewa się, że sojusznicy wyślą na misję co najmniej pięć tysięcy dodatkowych żołnierzy. "To jest nasza wspólna walka i musimy ją razem zakończyć. W tym bardzo ważnym momencie NATO musi raz jeszcze pokazać swoją siłę i jedność. Konkretnie, oznacza to, że wszyscy partnerzy i sojusznicy muszą zrobić więcej" - powiedział.
Anders Fogh Rasmussen zaapelował także do krajów członkowskich o większe niż dotąd finansowanie szkolenia miejscowych sił bezpieczeństwa. Odpowiednio liczne i wyszkolone wojsko oraz policja są bowiem warunkiem, pod jakim wojska NATO mogłyby opuścić Afganistan.
Sekretarz generalny NATO zapewnił, że wojska Sojuszu zostaną w Afganistanie dotąd, aż wypełnią wszystkie swoje zadania. "Zostaniemy tak długo, jak będzie trzeba, by zakończyć nasze zadanie. Nasza misja w Afganistanie skończy się, gdy Afgańczycy będą zdolni sami zabezpieczyć swój kraj i nim władać" - zadeklarował Rasmussen.
Decyzja Baracka Obamy oznacza, że w Afganistanie będzie wkrótce służyć ponad 130 tysięcy zagranicznych wojsk, z czego niemal sto tysięcy to Amerykanie.
Polski premier Donald Tusk zapowiedział, że decyzja w sprawie wysłania na misję dodatkowych żołnierzy będzie ogłoszona pod koniec roku. Z nieoficjalnych informacji IAR wynika jednak, że ta decyzja jest już podjęta i że do Afganistanu trafi około 600 Polaków. Tym samym nasz kontyngent będzie liczył 2600 osób.