Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9922 miejsce

Ratujemy Michałka!

Wielu ludzi jest tak zaabsorbowanych ratowaniem życia zwierząt, że niekiedy zapominają o własnym gatunku. Michałek Sowa, 4-latek z Gdańska potrzebuje pomocy

Wielu ludzi jest tak zaabsorbowanych ratowaniem życia zwierząt, że niekiedy zapominają o własnym gatunku. Michałek Sowa, przesympatyczny czterolatek ociera się o śmierć a jedynym ratunkiem dla niego jest kosztowna operacja. Michałkiem opiekuje się Babcia Gosia.
"Biegniemy dla Michałka" - Gdańsk, 6 września 2015 r. / Fot. Fundacja Lekarze wmawiali, że trzeba dać mu godnie umrzeć, bezdusznie odbierając nadzieję. Okazuje się jednak, że ta nadzieja jest a operacja ratująca życie jest możliwa, ale nie w Polsce. Jest też bardzo kosztowna.



– Był taki maleńki, opuszczony przez wszystkich, leżał na łóżku szpitalnym z okropną blizną na klatce piersiowej… mieli uratować jego serduszko, rozcięli, zaszyli z powrotem i powiedzieli, że nic nie mogą zrobić, że trzeba dać mu godnie umrzeć…
– To jak to się stało, że Michałek ma już 4 latka i nadal żyje?
– Leki, proszę Pani i ogromna dawka miłości, przeogromna! Bo kto ma go kochać, nikogo na świecie nie ma poza mną. Nie pozwolę mu umrzeć, tak jak nie dałam sobie wmówić, że nigdzie nie ma dla niego ratunku…


To jedna z najtrudniejszych do opisania historii, taka, przy której ciężko opanować nie łzy, a potok łez. To opowieść o niesamowitej 60-letniej Pani Gosi, która po śmierci męża postanowiła oddać swój czas i serce dzieciom, których rodzice nie umieli pokochać. Taka "Mama-Babcia", jak sama o sobie żartobliwie mówi. Dzieciaki w jej domu poznają co to dobro, miłość, prawdziwa opieka, troska i nabierają poczucia bezpieczeństwa. Z tym bagażem wchodzą w życie rodziny, która bardzo ich pragnie i w której dostają prawdziwy dom.

- Michałek jest jednak wyjątkowy… Jego mama z powodu upośledzenia nigdy nie będzie mogła się nim zająć. Lekarze skazali go na śmierć, a ja go pokochałam jak swoje dziecko. Teraz chcę tę miłość „sformalizować”. I walczyć o jego życie jak prawdziwa matka! – opowiada Pani Gosia, która od kilku lat jest rodziną zastępczą dla dzieci chorych.

Michałek ma wrodzoną wadę serca – brak pnia płucnego i tętnic płucnych (głównych naczyń krwionośnych odpowiedzialnych za dotlenienie organizmu) oraz ubytek w przegrodzie międzykomorowej (VSD). Dodatkowo ma zdiagnozowany Zespół Di George’a – chorobę genetyczną charakteryzującą się między innymi brakiem odporności, dysmorfią twarzy i wieloma anomaliami w funkcjonowaniu.

Pani Gosia była z chłopcem już u wszystkich wybitnych kardiochirurgów w Polsce, wszędzie jednak usłyszała "Wada chłopca jest nieoperacyjna". Dwóch Profesorów dało to na piśmie, reszta tylko bezradnie poklepała po ramieniu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Ratujemy życie Michałka. Liczy się każdy gest, każde udostępnienie i każde wsparcie.
Michałek Sowa nie musi umierać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.