Facebook Google+ Twitter

Rave Age i 1500 metrów amoku, czyli Vitalic w Warszawie

Co to była za noc! Zaczęła się późno, nieśmiałe pierwsze drinki, mnóstwo dymu papierosowego, tłum pęcznieje w oczach, by wybuchnąć wreszcie euforią po godzinie 1 w nocy. Wiązały się z tym ciekawe socjologiczne obserwacje.

 / Fot. Okładka płytyObserwacja socjologiczna może na początku - otóż okazuje się, że istnieje sposób na stworzenie miejsca i okoliczności, w których skrajne subkultury i poglądy koegzystują w pełni pokojowo. Warunek: dać im dobre techno. Tak egalitarnych efektów imprezy w 1500m, miejscu, które utożsamiałabym z dość hipsterskim, wybiórczym słuchaczem, nie spodziewałam się zobaczyć tamtej nocy: chłopcy z wielkimi bicepsami, często w schludnie opiętych na nich białych koszulkach, spora doza dresiarzy, laski w ćwiekach, cudni geje i śliczne lesbijki, spora ilość obcokrajowców, wreszcie ta wyfiokowana japiszońska Warszawka i sporo studentów w rogowych okularach - oni wszyscy, w kompletnym spokoju, przewijali się po pomieszczeniach klubu, zupełnie sobie nie wadząc ani nie irytując. Żadnych swad, zaściankowych pretensji, przeszkód i nieporozumień - techno połączyło wszystkich.

Dziki zachwyt publiczności, rewelacyjna atmosfera, świetni DJe - to wszystko złożyło się z resztą na obraz tego, że techno już dawno wyszło z podziemia. Łatka skandalicznego gatunku, kojarzonego może raczej z BMkami i dresem adidasa, względnie z Love Parade, która jeszcze jakiś czas temu wywoływała tęskne marzenia za wolnością i liberalizmem w Polsce nie do pomyślenia (u niektórych), albo o rozpustnej, obrzydliwej, rytualnej imprezie (większość przykładnej katolickiej Polski). Techno stało się łącznikiem, marką, uprawianą w światowych metropoliach, w kreatywnych centrach, musi pojawić się na festiwalach, a co za tym idzie - jego forma się wyrafinowała, to nie jest już byle gatunek. To cała filozofia.

I w tej dziedzinie Vitalic wypada jak mędrzec i znawca. To, co zrobił wczoraj publiczności, było genialnym manifestem możliwości tej muzyki. Przede wszystkim techno w rękach francuskiego twórcy przeobraża się w melodyjne całości, cały ciąg kompozycji, które na setki sposobów można w siebie zatapiać i spajać, taka zarazem integralna i przechodnia wartość tej muzyki. Techno na potencjał tworzenia hitów w popowych wręcz kategoriach (były kawałki, które znali i śpiewali, tak, śpiewali, dosłownie wszyscy), a przy okazji ilość skondensowanej w nim energii jest o niebo wyższa - to jakby dorzucić prochu, stworzyć eksplozyjny materiał.

Ok, i tu przyznaję się bez bicia, że szamoczę się w opisach i próbuję przykryć swoje kłopoty w elokwentnym i płynnym, przyjaznym wyartykułowaniu swoich koncepcji jakimiś bombastycznymi koncepcjami i epitetami. Tymczasem koncert techno trudno jest opisać, podobnie jak sporą część elektroniki - nie wiem nawet, dlaczego. Czyżby konsole pozbawiły mnie argumentów, a stare słowa jakoś nie przystawały? Koncert techno się przeżywa, to święto, jak niedziela, ekstatyczne zebranie kompletnie przypadkowej mieszanki ludzi, których postanowili uczcić weekend i oderwać się, odkleić od szarości dookoła. To naprawdę jest niesamowita sprawa, zbiorowe katarsis, nici porozumienia snujące się między ludźmi, mnóstwo przypadkowych kontaktów i wymian poglądów z ludźmi, którzy czasami przychodzili tam sami, żeby po prostu doznać oczyszczenia. A Vitalic nas tym zbombardował.


1500m szykuje jeszcze całą masę takich wydarzeń - jeszcze w tym tygodniu rzucimy okiem na to, co w marcu będzie się działo na Solcu. I zapraszamy do śledzenia ich działalności, bo to jedno z ciekawszych miejsc w Polsce teraz, moim skromnym zdaniem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.