Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

126788 miejsce

Reaktywizacja Złotego Samowaru

Przez wiele lat dla ikon polskiej estrady był wstydliwym i mało chwalebnym wspomnieniem. Dziś powtórnie wystąpią na nim gwiazdy. Ale żadnych piosenek sprzed 1989 r. Oto Festiwal Piosenki Rosyjskiej w Zielonej Górze.

Jak za dawnych, świetności lat PRL-u: znów wielkie pieniądze i lukratywne kontrakty. Zabraknie jedynie amatorów. W zamian na niedzielnym, jednodniowym koncercie publiczność otrzyma sporo popu, muzyki rozrywkowej i rosyjskich artystów z górnych półek. I najważniejsze: zielonogórską gale na żywo będzie transmitować „Dwójka” Telewizji Polskiej.

Obecni organizatorzy niekonsekwentnie zaprzeczają, że powrotu do legendarnego Festiwalu Piosenki Radzieckiej - nie ma. Panicznie boją się posądzenia o propagandowe zakusy minionych lat, kiedy trzydniowy Festiwal, według ówczesnych sztabowców, miał służyć głównie do umacniania przyjaźni polsko-radzieckiej. W kuluarach poczuć jednak można tęsknotę do starej imprezy.

Bo w rzeczywistości bywało tak, że zielonogórski festiwal w pierwszej kolejności otwierał drzwi amatorom piosenki do karier na estradach. To tutaj na deskach amfiteatru w Parku Piastowskim zwyciężali: Zdzisława Sośnicka, Izabela Schuetz (Trojanowska), Michał Bajor, Małgorzata Ostrowska, czy w końcu Urszula Kasprzak (Urszula).


To tutaj swoje niezapomniane recitale prezentowali: Anna German, Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Irena Santor, Urszula Sipińska, Mieczysław Fogg, Andrzej Rosiewicz, Czesław Niemen, Krystyna Prońko, Łucja Prus; w końcu zespoły: No To Co, Czerwone Gitary, Trubadurzy, Filipinki, Dwa plus Jeden, Kwartet Warszawski... Wyliczać można byłoby jeszcze dalej. I trudno jest dziś zrozumieć, bez filuternego przymrużenia oka, że po trzęsieniu ustrojowym w 1989 r. niektórzy z tej plejady ikon estrady - wspominają swoje trofea jako mało chwalebne, a sam udział w Festiwalu jako wstydliwe zdarzenie. Jedna nawet gwiazda orzekła, że występowała tutaj pod przymusem! Szantażowano ją, ponoć... nieprzyznania paszportu na zagraniczne wojaże.


Festiwal nie był samym w sobie imprezą. Przygotowywany był z chwilą zakończenia poprzedniego. Poprzedzany był ogólnopolskimi eliminacjami amatorów - piosenkarzy. Po drodze były organizowane „Pociągi Przyjaźni” do ZSRR, w zaprzyjaźnionym z Zieloną Górą miastem Witebsk – organizowany był Festiwal Piosenki Polskiej, zaś na koniec, w ramach „Dni Przyjaźni Polsko-Radzieckiej” w Zielonej Górze – odbywała się masa towarzyszących Festiwalowi imprez. Przybywało wielu radzieckich artystów. Odbywały się okolicznościowe wystawy, plenery malarskie, spotkania literackie, wernisaże. Był przepych i...nieukrywana radość. Mało bowiem kto przejmował się propagandową aurą i tonem, jaki dyktowali szturmowcy z PZPR i z Radiokomitetu. Tutaj można było otrzymać wysokie honoraria, lukratywne kontrakty estradowe, zarobić wielkie pieniądze i wypić sporo litrów alkoholu, bawiąc się w knajpach i restauracjach do białego rana. Choć sama gala Festiwalu przypadała przeważnie w pierwszej fazie czerwca, to poprzedzały ją kilkudniowe artystyczne próby orkiestry i samych piosenkarzy.

-Tak naprawdę, to bawiło się cale miasto - mówi Mieczysław Rokita, wówczas pracownik zielonogórskiej fabryki mebli „Zefam”. - Zakład kupował nam bilety na festiwal, nawet dla całej rodziny. Bywało, że dostawaliśmy nawet okolicznościowe premie! - dodaje z przekąsem. Dobrze też powodziło się miejscowym literatom, dziennikarzom i plastykom. Do Zielonej Góry, oprócz mniej znanych gości z ZSRR, przybywali znani krajowi. - Tworzyliśmy grupy i wożono nas po terenie na przeróżne spotkania autorskie - wspomina poeta Czesław Sobkowiak. - Płacono wysokie honoraria, delegacje, i to „od ręki”... Podobnie było z dziennikarzami i plastykami-malarzami. Ci pierwsi otrzymywali premie i honoraria za publikacje przeróżnych tekstów o rozszerzającej się przyjaźni między PRL a ZSRR, drudzy - za projekty
plakatów, plansz propagandowych, udziału w plenerach i wernisażach. - Dzisiaj byłoby mi nie w smak przypomnienie moich napisanych wówczas tekstów - zdradza, prosząc o anonimowość dziennikarz ówczesnego dwutygodnika „Nadodrze”.Nie zaprzecza, że wielu dziennikarzy do opisywania Festiwalu delegowano z listy, jakie poszczególne lokalne redakcje otrzymywały z wydziału organizacyjnego KW PZPR, kierowanego przez sekretarza Zygmunta Stabrowskiego, będącego dzisiaj szefem Towarzystwa Polska-Wschód i doradcą prezydenta miasta. - A ja nie mam sobie nic do zarzucenia! - oponuje z kolei Eugenia Pawłowska, dziennikarka „Gazety Lubuskiej”, dyżurna sprawozdawca Festiwalu. Dziś stała felietonistka „Lubuskiej”. - Opisywałam to, co widziałam, to, co osobiście czułam i to, że mieszkańcy tłumnie i
bezpośrednio uczestniczyli w Festiwalu, byli na recitalach, oglądali wystawy. Jeżeli była jakaś nachalna propaganda, to tłum tego nie chciał spostrzegać – wspomina. Zadowolony z plenerów malarskich z tamtego okresu jest także Zbigniew Bagiński: - Oczywiście, że piliśmy, brataliśmy się, ale też coś tan namalowaliśmy, co potem „na pniu” zakupowały jakieś instytucje, ponadto mówiliśmy o swoim artystycznym warsztacie - wylicza artysta.


Tego wszystkiego dziś nie ma. Bo i sam Festiwal trwa jeden tylko dzień. - To z racji oszczędności - tak twierdzi dyrektor Festiwalu, Tomasz Nesterowicz, w zielonogórskim magistracie dyrektor gabinetu prezydenta. Ale jednak impreza pochłonie ponad 3,5 mln zł. Sporo do tego worka włożyła spółka Europolgaz z głównymi udziałowcami: polskim PGNiG i rosyjskim Gazpromem. Duże pieniądze będą również w samym konkursie. Złoty Samowar - nagroda główna - warta jest 50 tys. zł. - Festiwal musi mieć prestiż , dlatego nie zaangażowaliśmy amatorów – tłumaczy Nesterowicz. Wśród 12 zespołów i solistów - dziś wystąpią m.in. Sławek Bieniek (promowany przez Radio Zet, dwukrotnie walczył w TV „Idolu”), aktorka Anna Dereszowska („Lejdis”, „Testosteron”), Magda Femme (karierę zrobiła w zespole „Ich Troje”, będąc też pierwszą żoną Michała Wiśniewskiego), Iwona Węgrowska (słynąca z kopiowania stylu Edyty Górniak), aktorka Agnieszka Włodarczyk („Sara”, serial „Plebania”), czy w końcu, po cichu promowana na Złoty Samowar, Kasia Wilk, wokalista solowa i funkowa o mocnym wokal. Z zespołów można wyróżnić: Chłopcy, Ocean, Wet Fingers.

Ze strony rosyjskiej, o której się mówi, że to same gwiazdy, na zielonogórskiej scenie zaprezentuje się przede wszystkim Valeria, „rosyjska Madonna”, jej ubiegłoroczny koncert był tutaj najlepszy i Dima Biłan (Wiktor Nikołajewwicz Bielan) - produkt koncernów muzycznych, zwycięzca Eurowizji z piosenką „Believe”.Będzie też grupa Zveri i żeńskie tercety: Fabrika i Via Sirius.

Zielonogórski Festiwal Piosenki Radzieckiej organizowany był od 1965 r. aż do 1989. Reaktywowano go nieudaną próbą w 2006 r. jako Festiwal Piosenki Zjednoczonej Europy, by ostatecznie w 2008 r. przekształcić go na Festiwal Piosenki Rosyjskiej, który w tym roku otrzymał imponujący budżet. - To duża promocja miasta i liczymy na ponad 3-milionową oglądalność - zachwyca się Nesterowicz.

Imprezę poprowadzą Marzena Rogalska i Mateusz Damięcki. Bezpośrednia transmisja o godz.20-ej w TVP2.

W tej chwili (25.o7, g.9:48) nad zielonogórskim amfiteatrem wyjrzało słońce, rozpogadza się po dwu chłodnych i deszczowych dniach. Organizatorzy więc z zadowolenia zacierają ręce. I jak tu nie mówić o powrocie ducha przeszłości?

Zbigniew Jelinek

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

jan mniodek
  • jan mniodek
  • 28.01.2011 11:17

W tytule napisałbym reaktywacja. Poza tym pisać każdy może: jeden lepiej, drugi znacznie gorzej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.