Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

22596 miejsce

Realu droga do doskonałości

Athletic Bilbao dołączył wczoraj do listy ofiar, z którymi "Królewscy" rozprawiają się bez przebaczenia. Czy dotarli już do poziomu, na którym są nietykalni dla innych?

 / Fot. EPA/JUANJO MARTIN3,57 bramki na mecz strzela Real w La Liga. 2,16 to średnia samego Cristiano Ronaldo, który trafiał za każdym razem, kiedy wychodził na boisko. Statystyką liczba spotkań/liczba bramek bije na głowę Leo Messiego (1,11 do 0,88), w swoim piątym roku gry na hiszpańskich boiskach wskoczył do dziesiątki najlepszych strzelców wszech czasów. Żaden inny snajper nie potrzebował tak niewiele, by się w niej znaleźć. Emilio Butragueno powiedział, że jest już zmęczony kolejnymi galopadami Portugalczyka, który wczoraj zaliczył trzeci hat-trick w czwartym meczu, w sumie 22 w karierze. Przy utrzymaniu tej tendencji strzelecki rekord rozgrywek z sezonu 2011/12 (121 bramek Los Blancos, Jose Mourinho to podobno trener defensywny) będzie zagrożony.

Zaraz za obecnym menadżerem Chelsea Carlo Ancelotti jest najdroższym trenerem na świecie, do czterech klubów z czterech różnych lig kupowano mu piłkarzy za 881 mln euro. Jednym z powodów, dla których po portugalskim sztormie wybrano włoski pacyfizm była jego umiejętność osiągania kompromisu oraz bezkonfliktowość. Na prośbę Mourinho na wyrzucono z pracy dyrektora sportowego Jorge Valdano, tak by centrum zarządzania drużyną przesunąć w kierunku jej opiekuna. Przeobrażenie na modłę Mourinho nie powiodło się na tyle, żeby obie strony wyszły z niego cało. On i Real skończyli bez trofeum.

Ancelotti akceptuje taką szatnię, jaką mu umeblują. Jego niesłyszany głos - pożegnano lub zmarginalizowano piłkarzy, którzy stanowili dla niego trzon - nie jest palącym problemem, który na Santiago Bernabeu wznieci pożar (przecież dla zwiększenia roli sztabu w procesie decyzyjnym dołączono do niego Zinedine'a Zidane'a). Nie było najmniejszej merytorycznej przesłanki w pozbyciu się Angela Di Marii, dla Królewskich zawodnika nr 2 ubiegłego sezonu. Wepchnięcie Argentyńczyka w objęcia Manchesteru Utd był kosztem uzyskania przychodu od rosnącej w teorii roli, jaka ma być udziałem Garetha Bale'a oraz oczekiwań pod adresem Jamesa Rodrigueza. Podobny los czekał Samiego Khedirę, który od razu po wyleczeniu kontuzji wskoczył do pędzącego madryckiego wagonu na finiszu poprzedniego sezonu. Ostatecznie został, ale w tej kampanii pojawił się na boisku dwa razy. Z oglądaniem meczu z perspektywy siedzącej nie chciał pogodzić się Xabi Alonso, wydawało się pomocnik dla tej drużyny fundamentalny, spajający defensywę i ofensywę w jedną całość. Po rezygnacji z gry w kadrze miałby na głowie tylko klub.

Po prostu, jeśli wykłada się największe pieniądze w całej branży, nie ma miejsca na różnicę zdań między gabinetem prezydenta a szatnią.

W obliczu tak nonszalanckiej polityki transferowej ryzyko dysproporcji między geniuszem konstruowania i wykańczania akcji a jakością gry obronnej pojawia się naturalnie. Przy tym pierwszym uderza multifunkcjonalność zawodników. Bale preferuje rozwiązania bezpośrednie. Rodriguez jest przy piłce raczej rzadko i krótko, szuka dogrania, rozciągnięcia akcji do środka lub na prawą stronę w nieszablonowy sposób. Toni Kroos dąży do perfekcji w sztuce przerzutów. Luka Modrić reguluje tempo, choć u boku nowych zawodników to jego rola zmalała najbardziej. Karim Benzema pierwszy raz w sezonie strzelił dwie bramki, na charakterystycznym dla niego skokowym wykresie dyspozycji właśnie jest górka.

Przy drugim przychodzi otrzeźwienie - Real jest nie tylko najskuteczniejszym zespołem całej ligi, ale z pierwszej piątki stracił najwięcej bramek. Jedyną linią odparcia natarć pozostaje blok obronny, podczas gdy zachowująca czyste konto Barcelona stoi na straży wysoko wysunięta na połowę rywala. To w Madrycie wykrystalizowała się zasada, że "każdy Zidane potrzebuje swojego Makelele", ale dziś wydaje się ona totalnie zaburzona. Wiarygodną weryfikacją będzie El Clasico, do którego Duma Katalonii podejdzie już z całym arsenałem.

W ciągu ostatniej dekady Real podwoił przychody, jako pierwszy i dotąd jedyny przekroczył barierę 500 mln euro w skali roku. Z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych zarabia 140 mln euro, tyle co Bayern i Juventus razem. Pogoń za wznoszeniem finansowego imperium przetłumaczona na język piłki oznacza pogoń za urodą gry, zjawiskowymi doznaniami i spektakularnym widowiskiem. Tak jak z Athletic, wcześniej z Elche (5:1), tak jak w meczu z Deportivo (8:2), z którego co najmniej połowa bramek może wziąć udział w konkursie na trafienie sezonu. Jakim sygnałem są jednak porażki z drużynami celującymi wysoko: usposobionym ofensywnie Realem Sociedad i usposobionym wojowniczo Atletico? W obu przypadkach zawodnicy Ancelottiego, a raczej Florentino Pereza, z polujących stali się zwierzyną. I nie zdołali uciec.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.